Gombrowicza pierwszy krok do literatury
Opowiadanie Tancerz mecenasa Kraykowskiego, zamieszczone w młodzieńczym tomie nowel Gombrowicza Pamiętnik z okresu dojrzewania z 1933 roku, to utwór debiutancki – uznany przez pisarza za dostatecznie dobry, by kontynuować pisanie. To pierwszy krok, jaki uczynił nasz niedoszły noblista, pragnąc wstąpić do światowej literatury.
Lektura tych zaledwie kilkunastu stron daje niezwykłą okazję poznania nie tylko początków twórczości przyszłego autora Ferdydurke, ale też zwraca uwagę na jego już wówczas literackie wyrafinowanie, szczyptę perwersji, a także – jakbyśmy dziś powiedzieli – chęć łamania genderowego i klasowego porządku świata. Ten utwór wydaje się być teraz szczególnie istotny co najmniej z kilku powodów. Pojawia się w nim bardzo aktualny temat odrzucenia, Gombrowicz daje też dość przewrotną receptę na to, jak reagować na zawstydzenie, by nie czuć się upokorzonym. W świecie dzisiejszych mediów, popularności facebooka, portali społecznościowych autor uświadamia nam rozpaczliwą próbę zwracania na siebie uwagi, przypominania o swoim istnieniu.
Opowieść o „tancerzu” mecenasa Kraykowskiego porusza także jeden z najbardziej aktualnych dziś i niezwykle dotkliwych tematów, jakim jest stalking. To podlegające karze przestępstwo polega na celowym i powtarzalnym nękaniu, śledzeniu i podglądaniu wybranej osoby, co wzbudza u niej uzasadnione poczucie zagrożenia, bo w sposób znaczący narusza jej prywatność.
Debiutancki utwór przywołuje już gombrowiczowskiego ducha i można powiedzieć – jest śmieszny w swoim tragizmie. Opowiada historię byłego urzędnika II Rzeczypospolitej żywiącego głębokie uczucie do niejakiego mecenasa Kraykowskiego, z którym – jak się okazuje – łączy go miłość do operetki. Tytułowego bohatera opowiadania poznajemy w teatrze, gdy próbuje bez kolejki zakupić bilet na obejrzaną dotąd trzydzieści trzy razy Księżniczkę czardasza. Brutalnie przywołany do porządku, czyli wyciągnięty z kolejki przez rzeczonego mecenasa Kraykowskiego zaczyna postępować wbrew logice – zamiast znienawidzić – kocha go, zamiast pogardzać – wielbi. Swoim szaleńczym, absurdalnym uwielbieniem doprowadza do sytuacji, w której zaczyna prześladować obiekt swoich uczuć. Jego zachowanie, na przekór stereotypowym mechanizmom ludzkiego postępowania, obnaża absurdy funkcjonujących w społeczeństwie schematów i norm kulturowych. Tancerz, jak się okazuje nie jest wcale tancerzem, tylko epileptykiem.
Niedoszły prawnik o mecenasie
Klementyna Suchanow w biografii Gombrowicza Ja, geniusz zwraca uwagę, że Tancerz mecenasa Kraykowskiego powstawał w dość niecodziennych warunkach. Gombrowicz szkicował sobie to opowiadanie podczas praktyki, jaką odbywał w sądzie apelacyjnym. Tu warto przypomnieć, że studia prawnicze były mu narzucone przez ojca. Witold zdecydował się na nie, by nie być pozbawionym środków do życia. Studia i praktyki wyraźnie go jednak nudziły, więc pod ławkami sądowymi, ale też podczas przydługich sesji notował sobie pomysł na to i następne opowiadanie wchodzące w skład późniejszego Pamiętnika z okresu dojrzewania. Dalszy proces twórczy odbywał się w pokoju, który zajmował Gombrowicz przy ulicy Służewieckiej 3. Odwiedzający go tam koledzy, jak twierdzi Suchanow, widzieli stosy pogniecionych papierów walających się po podłodze. Gombrowicz pisał, zmieniał, niszczył, konsultował zmiany z kolegami, do których miał największe zaufanie. Kiedy uznał, że portrety pewnych kreślonych w tekście postaci mogą być za bardzo rozpoznawalne, dodawał im mylące szczegóły lub przerabiał wątki. Potem wszystko chował do szuflady i trzymał pod kluczem. O tym, że przykładał dużą wagę do swych juweniliów świadczy słynny wywiad rzeka z Dominikiem de Roux.
„Niech Pan zajrzy do opowiadań – namawiał autora wywiadu – znajdzie Pan tam takie sytuacje, inicjacje, wizje, nie ustępujące w niczym temu na co później się zdobyłem; i trzeba przyznać, że w skali moich możliwości ta pierwsza książka była niejednokrotnie na poziomie najlepszych moich osiągnięć”. Myślę, że wielu czytelników, biorąc do rąk opowiadanie o Tancerzu przyzna Gombrowiczowi rację.
Premiera bez entuzjazmu
Debiut Gombrowicza nie był, jak to się zwykle zdarza wydarzeniem. Pamiętnik z okresu dojrzewania został skwitowany zaledwie kilkoma recenzjami, środowisko twórców zaś z sympatią, choć bez większego entuzjazmu przyjęło Gombrowicza do swego grona. Niemal ćwierć wieku później, przy okazji drugiego wydania, ton wypowiedzi uległ już zmianie, bo Gombrowicz stawał się wielkością uznaną.
Tancerz mecenasa Kraykowskiego, nie okazał się niestety zbyt wdzięcznym materiałem dla teatru. Dlaczego tak się stało – doprawdy trudno orzec. Wydawać by się mogło, że tropów inscenizacyjnych i interpretacyjnych można w nim znaleźć całe mnóstwo: fascynacja siłą, innym mężczyzną, chęć zwrócenia na siebie uwagi, wypełnienie czymś pustych dni czy choćby – jak wspomniałem – temat stalkingu.
Pierwszy raz na scenie utwór pojawił się jako monodram, przygotowany w ramach inicjatyw aktorskich w Centrum Sztuki – Teatr Dramatyczny w Legnicy w 1995 roku. Opieką reżyserską roztoczył nad spektaklem Robert Czechowski, który wcześniej zrealizował z powodzeniem inne gombrowiczowskie opowiadanie z Pamiętnika z okresu dojrzewania – Biesiadę u hrabiny Kotłubaj. W spektaklu wystąpił Dariusz Sosiński, także autor adaptacji. Sukces tej inscenizacji spowodował, że aktor wracał do Tancerza także na innych scenach, m.in. w Teatrze Bogusławskiego w Kaliszu, gdzie Sosiński wystąpił też jako Pijak w gombrowiczowskim Ślubie. A potem przygotował monodram wg kolejnego młodzieńczego opowiadania Gombrowicza Na kuchennych schodach. Inscenizacja Tancerza zrealizowana przez Sosińskiego przez wiele następnych lat żyła własnym życiem. Aktor stopniowo ją udoskonalał. Otrzymał za nią m.in. Główną Nagrodę Artystyczną na II Festiwalu Monodramów w Teatrze Małym w Łodzi, II Nagrodę na VI Festiwalu Teatrów Ogródkowych w Częstochowie i II Nagrodę na XIII Festiwalu Monodramów „3mam-berka” w Gorzowie Wielkopolskim.
Najgłośniejsza dotąd inscenizacja Tancerza powstała dwa lata po tej legnickiej, czyli w 1997 roku. Została przygotowana w Teatrze w Radomiu podczas trzeciej edycji, stworzonego wówczas przez dyrektora teatru Wojciecha Kępińskiego, Festiwalu Gombrowiczowskiego. Był to młodzieńczy spektakl jednego z najważniejszych dziś reżyserów teatralnych Krzysztofa Warlikowskiego. Przedstawienie, stworzone z ogromnym rozmachem, było dużym sukcesem występującego w roli tytułowej Jacka Poniedziałka. W teatralną formę wkomponowano film (zdjęcia – Tomasz Samosionek), fragmenty operetek i dużo muzyki, opracowanej przez Pawła Mykietyna. Zwracała uwagę również scenografia przygotowana przez Małgorzatę Szczęśniak – na scenie i nad sceną wirowały dekoracje, a w obłędny taniec włączona została też część widzów. Poniedziałek z niekłamaną perwersją ukazał swego bohatera jako człowieka słabego, który swą siłę czerpie z prześladowania upatrzonej ofiary.
Po utwór Gombrowicza sięgnął też Baj Pomorski w Toruniu. Tam odbyła się premiera monodramu przygotowanego przez tamtejszego aktora lalkarza Jacka Pietruskiego, który był nie tylko wykonawcą, ale też adaptatorem utworu, reżyserem i scenografem spektaklu. Po Tancerza sięgnął też reżyser rozmiłowany w twórczości Gombrowicza Jacek Bunsch. Spektakl zrealizowany w 2017 roku w lubuskim Teatrze w Zielonej Górze prezentowany był z sukcesem na kilku festiwalach teatralnych. „Wstępem do tekstu opowiadania uczynił Bunsch fragment Dzienników Gombrowicza, ten chyba najbardziej znany: «Poniedziałek. Ja. Wtorek. Ja. Środa. Ja» i tak dalej. – pisała w recenzji Joanna Ostrowska na łamach portalu teatralny.pl. – „Tekst ten wygłasza tytułowy Tancerz (James Malcolm) to te kwestie stanowić będą jego najbardziej podstawową samocharakterystykę, która stanie się również tłem dla wszystkiego, co jeszcze w trakcie spektaklu wypowie tytułowa postać. To skrajny egotyzm w pierwszym rzędzie wydaje się kierować działaniami Tancerza, potrzeba bycia cały czas na widoku, w centrum zainteresowania innego. Jego wszystkie działania przypominać będą coraz bardziej rozpaczliwą próbę zwrócenia na siebie uwagi.”
Inne podejście do tego tekstu Gombrowicza zaprezentowała uznana reżyserka filmowa Kinga Dębska, która na kameralnej scenie Teatru w Radomiu przygotowała premierę w lutym 2020 roku. W przeciwieństwie do Bunscha, który starał się zaprezentować temat współcześnie Dębska przeniosła go w epokę międzywojnia i oglądało się całą opowieść z Mateuszem Kocięckim jako Tancerzem i Mateuszem Michnikowskim jako Mecenasem niemal jak kolejny odcinek cyklu „W Starym Kinie”.
