Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Jak skutecznie obrazić, zwyzywać, czci pozbawić? (XVI–XVIII w.) 


Wszystkim wiadomo, że polska szlachta wyróżniała się jakoby swoim poczuciem honoru. Jednak wcale nie stanowiła ona jakiegoś wyjątku: całe społeczeństwo przednowoczesne funkcjonowało w ramach hierarchii prestiżu opierającego się na honorze. A tam, gdzie regulatorem pozycji był honor, tam tym bardziej przemyślne były sposoby jego podważania poprzez wyzwiska, pomówienie czy okazywanie lekceważenia. Honor nie był bowiem jedynie kwestią osobistego poczucia wartości, lecz przede wszystkim kompleksowym systemem reguł i medium interakcji społecznej, które tworzyło swoisty schemat kontroli, uzupełniający, a niekiedy wręcz konkurujący z oficjalnymi przepisami prawnymi. 

O ile szlacheckie kody honorowe są dobrze udokumentowane i szeroko znane, o tyle do niedawna bardzo mało było wiadomo o poczuciu honoru i dbałości o dobre imię w społecznościach plebejskich – wiejskich lub miejskich. W polskiej historiografii niewątpliwie przełomowa stała się książka Jaśminy Korczak-Siedleckiej pt. Przemoc i honor w życiu społecznym wsi na Mierzei Wiślanej w XVIXVII wieku (Toruń 2021), która ukazała fundamentalną rolę honoru w codziennym funkcjonowaniu wiejskich społeczności obszarów należących do miasta Gdańska, a zarazem pozwoliła na ujawnienie podobnych mechanizmów w innych ówczesnych społecznościach wiejskich.  

Fakt, że zjawisko to nie było długo dostrzegane w badaniach historycznych miało moim zdaniem źródło w dwóch podstawowych powodach. Po pierwsze – przyczyną były problemy językowe i definicyjne. Termin „honor” upowszechnił się w polszczyźnie dopiero pod koniec XVI stulecia i początkowo oznaczał sprawowanie urzędu. Wcześniej, ale też równolegle z jego funkcjonowaniem, istniało wiele słów, takich jak cześćchwałapoczciwośćuczciwość czy zacność, których znaczenie odpowiadało mniej więcej naszemu współczesnemu pojęciu honoru. O ile szlachecki honor został jasno zdefiniowany w popularnej literaturze historycznej XIX wieku, o tyle chłopska „poczciwość” straciła swoje znaczenie. Dopiero zastosowanie metodologii współczesnej historii społeczno-kulturowej pozwoliło na przywrócenie jej właściwej pozycji analogicznej do stanowego honoru szlachty. 

Drugim powodem niedostrzegania honoru plebejskiego, a zwłaszcza chłopskiego w okresie wczesnonowożytnym było wytworzenie się w ramach kultury dworskiej tego właśnie okresu wizji plebejusza jako postaci pozbawionej zasad, grubiańskiej, plugawej w czynie i w języku, a zatem niezdolnej również do pielęgnowania tak wysublimowanej i elitarnej cechy jak honor. Ta wizja pozbawionych honoru chłopów, płaszczących się przed byle przedstawicielem wyższego stanu była na tyle przekonująca, że trafiała też do analiz historycznych. Źródłem tego nieporozumienia był prawdopodobnie fakt, że honor w relacjach społecznych  „odgrywał się” niemal wyłącznie między przedstawicielami tej samej społeczności. Wobec osób z innych –zarówno wyższych, jak i niższych – warstw społecznych dopuszczalne były zachowania, które w obrębie własnego środowiska uznano by za prowadzące do utraty czci. 

Centralnym miejscem budowania (i niszczenia) prestiżu w społecznościach lokalnych, zwłaszcza na wsi i w małych miastach, była karczma.

Pełniła ona funkcję nie tylko towarzyską, ale również publiczną i prawną, będąc nierzadko miejscem obrad sądów wójtowskich. To właśnie w przestrzeni karczmy dochodziło do najbardziej widowiskowych aktów zniewagi słowem, czynem, jak i gestem. Dzięki badaniom Łukasza Truścińskiego, zaprezentowanym w jego książce pt. Wołania. Praktyki komunikacyjne w życiu codziennym mieszkańców Grodziska Wielkopolskiego w XVIII wieku (Warszawa 2024) możemy zrozumieć co właściwie mówili do siebie ówcześni plebejusze i co przekazywali swoimi gestami. Truściński przekonująco dowodzi w swojej pracy, że funkcjonowali oni wciąż w ramach kultury słowa mówionego (czyli kultury oralnej) z częściowym tylko udziałem kultury piśmiennej. Z tego powodu wszelkie wypowiedzi miały w ich mniemaniu znaczenie performatywne, a więc uważano, że powodują realne skutki, co można analizować w ramach antropologicznej koncepcji „magicznej mocy słowa”. Z punktu widzenia budowania prestiżu za pomocą honoru oznacza to, że wyzwiska skierowane pod czyimś adresem rzeczywiście oddziałują na reputację zwyzywanego, wymagają zatem reakcji (nieraz bardzo gwałtownej) i „przywrócenia czci” w obliczu lokalnej społeczności.  

Analiza wyzwisk stosowanych w XVIII-wiecznym Grodzisku Wielkopolskim ujawnia przede wszystkim wyraźne zróżnicowanie ze względu na płeć w sposobie uderzania w cudzą godność. Kobietom odbierano honor przede wszystkim poprzez ataki na ich reputację seksualną, stosując określenia takie jak kurwa (też: murwa czy murwisko), które w ówczesnym kontekście oznaczały ogólnie pojęte „złe prowadzenie się” i pozamałżeńskie relacje, a niekoniecznie prostytucję zawodową. Równie dotkliwą obelgą w stosunku do kobiety było oskarżenie jej o bycie czarownicą, co mogło pociągnąć za sobą poważne konsekwencje społeczne i prawne, ale wykorzystywane było również w codziennych kłótniach. 

Wyzwiska stosowane wobec mężczyzn wskazują na to, że ich honor był nierozerwalnie związany z funkcjonowaniem w życiu zawodowym i społecznym wspólnoty. Do najczęstszych i najbardziej brzemiennych w skutki wyzwisk należało określenie złodziej (i synonimy tego słowa), ale arsenał obelg był znacznie szerszy i obejmował terminy takie jak szelmakanaliaszubienicznik czy hultaj. Szczególnie dotkliwe było przyrównywanie kogoś do osób wykonujących zawody cieszące się niskim szacunkiem, takie jak kat czy hycel, a nawet samo zasugerowanie, że ktoś wykonał czynność im przynależną – na przykład zabicie psa uznawano za ciężką plamę na honorze. Mieszczanie używali określenia chłop jako obelgi poniżającej, chłopi zaś analogicznie stosowali słowo dziad (czyli żebrak). Co ciekawe, choć reputacja seksualna mężczyzn była mniej ważna niż kobieca, to w przypadku osób żonatych lub aspirujących do wysokich urzędów we wspólnocie, oskarżenia o cudzołóstwo czy bycie kurewnikiem stawały się skutecznymi narzędziami dyskredytacji. 

Istotnymi zniewagami były również wyzwiska uderzające w pochodzenie i status prawny. Określenia takie jak bękart czy skurwysyn nie były jedynie wulgaryzmami, ale realnie podważały prawo danej osoby do członkostwa w cechu lub w gromadzie. W konfliktach często odwoływano się również do ksenofobii i różnic religijnych, wyzywając oponentów od niemcówżydówpolakówrusinówcyganówlutrów czy pogan – w zależności od zewnętrznych okoliczności, co miało na celu wykluczenie ich ze wspólnoty „swoich”.  

Dynamika ówczesnych kłótni często prowadziła do eskalacji, w której wyzwiska werbalne mieszały się z przemocą fizyczną i gestami symbolicznymi, takimi jak „kiwanie ręką” czy zrzucanie czapki. Jednak chyba najlepiej udokumentowanym gestem obraźliwym było obnażanie pośladków w kierunku poniżanej osoby, określane barwnymi eufemizmami – takimi jak „prezentacja smutnej twarzy” lub „wygalanie członków niewstydliwych”. Gest ten był uznawany za skrajnie pogardliwy, ale też charakterystyczny dla ekspresji kobiet i młodych mężczyzn. Starszym, poważanym gospodarzom naprawdę nie wypadało go wykonywać, zatem to głównie oni padali jego ofiarą. 

Cały ten system sposobów podważania prestiżu i odbierania czci ze współczesnej perspektywy wydaje się wulgarny i pełen inherentnej przemocy.

Być może fakt ten powstrzymywał badaczy przed dostrzeżeniem w nim emanacji staropolskiej kultury honoru, której plebejskie formy promieniowały również na inne stany społeczeństwa Rzeczypospolitej.