Wybitny pisarz, prozaik z krwi i kości, a jednocześnie równie wybitny reżyser filmowy i scenarzysta; obok Wojciecha J. Hasa, Jerzego Kawalerowicza, Andrzeja Munka, Stanisława Różewicza i Andrzeja Wajdy współtwórca polskiej szkoły filmowej. Do jego najwyżej cenionych filmów należą: Ostatni dzień lata z Ireną Laskowską i Janem Machulskim, Salto ze Zbigniewem Cybulskim i Gustawem Holoubkiem, Jak daleko stąd, jak blisko z Mają Komorowską i Andrzejem Łapickim, natomiast wśród najświetniejszych jego powieści wymienić trzeba: Sennik współczesny, Wniebowstąpienie, Kompleks polski oraz Małą apokalipsę. Właśnie przypada setna rocznica urodzin autora tych dzieł – Tadeusza Konwickiego. Pisarz i reżyser urodził się 22 czerwca 1926 roku w Nowej Wilejce, nieopodal Wilna.

Jego pierwszą opublikowaną książką jest opowieść Przy budowie z 1950 roku, wpisująca się w nurt realizmu socjalistycznego, jednak jego prawdziwym debiutem prozatorskim była powieść Rojsty. Rzecz powstała w 1947 i ukazała się drukiem dopiero w roku 1956. W utworze tym Kazimierz Wyka, autor krytycznoliterackiego opracowania Pogranicze powieści dostrzegł – co ciekawe – kontynuację prozy Elizy Orzeszkowej oraz Andrzeja Struga; konstatował przy tym, że Rojsty: „to dokument jeszcze żywy. W wielokrotnym sensie: jako świadectwo jednego jeszcze schyłku polskiej partyzantki, która przeradzając się w groteskowy bezsens i z bandytyzmem granicząc – na przeżyciach ostatnich powstańców 63 roku i bojowców roku 1905 kładła podobną pieczęć, co na pokoleniu Konwickiego. Jako świadectwo politycznego rozrachunku wewnętrznego z patriotycznym mitem, rozrachunku, który nie był bezbolesny i nie był prosty, dotyczył bowiem zagadnień i przywiązań wytworzonych przez długi łańcuch pokoleń”.

Dzieciństwo i młodość przyszły autor tych powieści spędził na Wileńszczyźnie. Uczył się w Kolonii Wileńskiej i w gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta w Wilnie. W czasie okupacji pracował na kolei, a potem w lesie jako pracownik przymusowy, a następnie jako elektryk w szpitalu. Naukę kontynuował na tajnych kompletach. Wstąpił do działającego w konspiracji harcerstwa, a następnie do Armii Krajowej. Był żołnierzem Brygady Oszmiańskiej i walczył podczas akcji „Burza”. Jego oddział został zdziesiątkowany; w obawie przed aresztowaniem wiosną 1945 roku Konwicki przedostał się do Gliwic, a pół roku później do Krakowa, gdzie podjął studia filologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wtedy też zaczął pisać – reportaże i opowiadania. W 1946 zatrudnił się w tygodniku „Odrodzenie”, najpierw w charakterze korektora, a następnie redaktora. Cytowany wyżej Kazimierz Wyka, założyciel miesięcznika „Twórczość”, tak wspominał tamten czas: „W budynku przy Basztowej 15 redakcję «Odrodzenia» od redakcji «Twórczości» oddzielały tylko szklane drzwi, a łączył identyczny widok na dachy, wieże, obronne mury i kopce Krakowa ponad kłębowiskiem majowych Plant; młodziutki wileńczuk, zaśpiewujący swoim słopiewnym akcentem, ślęczał pod czarnym okiem Karola Kuryluka nad korektowymi płachtami”.

Pod koniec lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych powstały ponadto także krótsze teksty: Wielkie manewry, Na wielkim okręcie wszyscy palą oraz Pluton Smutnego czy Zachód słońca, dzisiaj w dużej mierze zapomniane. Młodego pisarza w roku 1947 przyjęto do Związku Zawodowego Literatów Polskich. Tego samego roku przeprowadził się do Warszawy razem z redakcją „Odrodzenia”. Jego opowiadania, reportaże, recenzje ukazywały się na łamach: „Pokolenia” i „Po prostu” oraz „Dziennika Literackiego”. Kilka razy wracał do Krakowa, by przyglądać się budującej się Nowej Hucie. W roku 1950 pracował już w „Nowej Kulturze”, w której opowiadał nie tylko o przemianach zachodzących w kraju, ale także o literaturze, a nawet o sporcie. W 1954 roku wydał mikropowieść Godzina smutku oraz dwutomową powieść Władza, zaś w 1956 – powieść Z oblężonego miasta.

Potem przyszedł czas na scenariusze filmowe: Żelazna kurtyna, Zimowy zmierzch i Ostatni dzień lata, a ponadto Skok z nieba. Konwicki zresztą pisał nie tylko scenariusze oryginalne (np. Zimowy zmierzch sfilmowany przez Stanisława Lenartowicza czy Jak daleko stąd, jak blisko sfilmowany przez siebie samego), lecz również dla potrzeb filmu dokonywał adaptacji utworów innych autorów, np. Matki Joanny od aniołów Jarosława Iwaszkiewicza, Faraona Bolesława Prusa i Austerii Juliana Stryjkowskiego dla Jerzego Kawalerowicza czy Disneylandu Stanisława Dygata – obrazu wyreżyserowanego przez Janusza Morgensterna pod tytułem Jowita. Poza tym napisał scenariusze na podstawie Doliny Issy Czesława Miłosza i Dziadów Adama Mickiewicza do nakręconych przez siebie filmów Dolina Issy oraz Lawa. Przy tej okazji trzeba dodać, że wiele jego filmów zostało nagrodzonych w kraju i za granicą. Za Ostatni dzień lata otrzymał Grand Prix na Wystawie Światowej EXPO w Brukseli w roku 1958, za Zaduszki nagrodę specjalną na festiwalu w Mannheim, za Salto wyróżnienie na festiwalu w Edynburgu, za Jak daleko stąd, jak blisko nagrodę specjalną na festiwalu w San Sebastian – o nagrodach na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku, Stowarzyszenia Filmowców Polskich czy Syrence Warszawskiej już nie wspominając.

W latach 1956–1968 pisarz był kierownikiem literackim Zespołu Filmowego „Kadr”, natomiast w okresie od 1970 do 1978 roku kierował Zespołem Filmowym „Pryzmat”, publikował nie tylko w prasie literackiej, w tygodniku „Literatura” i miesięczniku „Dialog”, bo również na łamach tygodników „Film” oraz „Ekran”. W 1959 roku wydał powieść Dziura w niebie, w 1963 Sennik współczesny, w 1967 Wniebowstąpienie, a w 1969 książkę Zwierzoczłekoupiór. Powieści te zostały przełożone na wiele języków obcych; za tłumaczenie Wniebowstąpienia na język francuski (jako L’Ascension) Jerzy Lisowski otrzymał Grand Prix de Traduction im. Halpérine-Kaminsky. O Wniebowstąpieniu tak pisał Henryk Bereza, krytyk związany z miesięcznikiem „Twórczość”: „Bohater Konwickiego szuka swoich początków w powszechności, bo chce się w powszechności odnaleźć i do niej instynktownie zmierza, chociaż paraliżuje go jej dziwność i fantasmagoryczność. Dziwność nie znaczy nieprawdziwość. Wszelka prawda jest dziwna, jeśli się ją po raz pierwszy odkrywa. W takiej sytuacji został postawiony bohater Konwickiego i jego opór wobec dziwności jest powieściowo umotywowany”, a także: „Opozycyjność Wniebowstąpienia do wcześniejszej twórczości Konwickiego wyraziła się w rezygnacji z męczeńskiej aureoli, która jak pancerz chroniła głównych bohaterów Konwickiego przed prawdziwym uczestnictwem w cierpieniach i radościach. Bohater Wniebowstąpienia już bez pancerza musiał przetrwać kwarantannę znieczulenia, zanim na nowo zaczął odczuwać ból i radość tak jak wszyscy, którzy żyją. Odnalazł się wtedy w ludzkiej wspólnocie”.
Lata siedemdziesiąte były w prozie dla Konwickiego równie dobre. W roku 1971 opublikował Nic albo nic, w 1974 Kronikę wypadków miłosnych, a w 1976 Kalendarz i klepsydrę. To był pierwszy tytuł z cyklu prozy wspomnieniowej, zwanej także sylwiczną; następne to Wschody i zachody księżyca (1982), Nowy Świat i okolice (1986) oraz Pamflet na siebie (1995). Z uwagi na to, że cenzura w PRL-u się zaostrzyła, Wschody i zachody księżyca, a także Rzeka podziemna ukazały się najpierw nakładem podziemnego wydawnictwa Krąg. Wcześniej nakładem Niezależnej Oficyny Wydawniczej pisarz ogłosił „niecenzuralne” powieści Kompleks polski (w 1977) oraz Małą apokalipsę (w 1979), notabene sfilmowaną w 1992 roku przez francuskiego reżysera Costę-Gavrasa. Książki te oficjalnie ukazać się mogły dopiero po 4 czerwca 1989 roku, a wśród nich także tom rozmów, jakie z pisarzem przeprowadził Stanisław Bereś zatytułowany Pół wieku czyśćca. Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych przyniósł także poczytną powieść Bohiń, zbiór opowiadań i wspomnień Zorze wieczorne oraz rzecz prowokacyjnie zatytułowaną Czytadło.

Na przełomie XX i XXI wieku pisarza uhonorowano kilkoma prestiżowymi nagrodami literackimi, m.in.: Nagrodą Polskiego PEN Clubu im. Jana Parandowskiego, im. Cypriana Kamila Norwida, im. Władysława Stanisława Reymonta, a także m.st. Warszawy w kategorii Warszawski Twórca. Rada Języka Polskiego przyznała mu tytuł Wielkiego Ambasadora Polszczyzny, zaś „Gazeta Wyborcza” tytuł Człowieka Roku. Po Pamflecie na siebie pisarz odłożył pióro. Uczestniczył na swój szczególny sposób w życiu Warszawy. Codziennie w towarzystwie przyjaciela Gustawa Holoubka wypijał kawę w kawiarni Bliklego przy ulicy Nowy Świat, przychodził na obiad do baru wydawnictwa „Czytelnik” przy ulicy Wiejskiej, odbywał rytualne wieczorne spacery po Śródmieściu. Dopiero w 2019 roku zgodził się na wydanie książki Wiatr i pył, zawierającej jego teksty opublikowane w prasie w latach 1946–2008, lecz nigdy nie przedrukowane w żadnej z jego książek, a które zebrali Przemysław Kaniecki oraz Tadeusz Lubelski, znawca twórczości filmowej i literackiej autora Sennika współczesnego Piszący te słowa nie może oprzeć się pokusie wspomnienia, że jako redaktor „Czytelnika” miał zaszczyt być wydawcą tego tomu.

Analizując prozatorski dorobek Tadeusza Konwickiego, Anna Nasiłowska w Historii literatury polskiej z 2019 roku sformułowała konkluzję: „W twórczości Konwickiego rzeczywistość jest płynna, bohater jest zwykle człowiekiem dręczonym przez obsesje i widma z przeszłości. Dzięki osobistej, psychologicznej formule mogły zjawić się w ten sposób w dziełach Konwickiego, choć nienazwane, refleksy takich doświadczeń historycznych jak partyzantka na Wileńszczyźnie”, a ponadto: „powojenne walki Narodowych Sił Zbrojnych, szybkie powojenne kariery w służbach bezpieczeństwa i późniejsze odsunięcie w poczuciu degradacji, zaginione dzieci wojenne, wojenne losy Żydów, ukryty antysemityzm, rozprawa z arystokracją i konieczność ukrywania pochodzenia, marginalizacja przedwojennej lewicy w PRL, tęsknota za Wileńszczyzną u repatriantów. Tematy wykreślone przez cenzurę, przemilczane […], mają postać strzępów pamięci”.

Tadeusz Konwicki zmarł 7 stycznia 2015 roku w Warszawie i został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W roku 2016 na ścianie kamienicy przy ulicy Wojciech Górskiego, w której pisarz mieszkał od 1956 roku prezydent Bronisław Komorowski odsłonił tablicę pamiątkową poświęconą jemu oraz jego żonie Danucie z Leniców Konwickiej. Ich mieszkanie zostało zamienione na miejsce pracy twórczej podlegające Instytutowi Książki. Na Skarpie, na tyłach Sejmu, w pobliżu wydawnictwa „Czytelnik”, jednej z alejek nadano imię Tadeusza Konwickiego. Krzyżuje się ona z alejką Tadeusza Różewicza, który w zbiorze Szara strefa z 2002 roku pomieścił wiersz zaczynający się słowami: „I znowu zaczyna się / przeszłość”, opatrzony mottem z prozy Konwickiego i do pisarza skierowanym wprost per „Tadziu”. Archiwum Tadeusza Konwickiego znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej.
