Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

102 lata z „Turoniem”


Spośród utworów scenicznych Stefana Żeromskiego najczęściej wystawiana bywa jego „smutna komedia” Uciekła mi przepióreczka…, rzadziej Róża i Grzech, który – jak wiadomo – nie dochował się niestety w całości, zaginęła bowiem znaczna część ostatniego, piątego aktu. Natomiast niesłusznie skazanym na zapomnienie wydaje się Turoń, odbierany nie bez racji jako kontynuacja Popiołów.

Marzenie o scenie

Miłość Stefana Żeromskiego do teatru okazała się nie w pełni odwzajemniona. Kiedy przekroczył dwudziestkę, pragnął zostać aktorem. Marzenie, nieco dziwne u świeżo przybyłego do stolicy studenta weterynarii, było na tyle silne, że w swoich Dziennikach we wrześniu 1882 roku wspomina z dumą, jak recytował wobec kolegów jedną ze scen Marii Stuart. Opowiada, że recytacja wywołała wprawdzie u niego zawrót głowy, lecz nie zniechęciło go to do dalszych publicznych występów. To oszołomienie uważał wręcz za cenę, którą warto zapłacić. W Dziennikach tak szczegółowo omawia oglądane spektakle, że niezorientowany czytelnik mógłby przypuszczać, iż czyni to adept sztuki teatralnej.

Nie najlepszy stan zdrowia i coraz silniej odczuwane powołanie pisarskie sprawiły, że wypowiadanie się poprzez teatr i pracę dla teatru Żeromski postanowił zrealizować, zostając dramatopisarzem. A właściwie – dramatopisarstwo potraktować jako ważną dziedzinę swej literackiej twórczości.

Przesadą byłoby twierdzić, że teatr polski czekał na jego utwory. Młodzieńcze próby dramaturgiczne nie wzbudziły zainteresowania. Jednak niestrudzony Żeromski nie dawał za wygraną. Mając 23 lata, pisze sztukę Robotnicy i posyła ją Aleksandrowi Świętochowskiemu. Wódz pozytywistów nie zostawia suchej nitki na autorze i jego dziele. Upokorzony Żeromski niszczy utwór, ale przygotowuje kolejne. W historii teatru zapisuje się przede wszystkim jako autor sztuki Uciekła mi przepióreczka…, która – jak podaje portal internetowy e-teatr – w ciągu 100 lat od premiery w Teatrze Narodowym zanotowała niemal 100 inscenizacji. Starszy o dwa lata i znacznie mniej popularny Turoń w ciągu 102 lat doczekał się niespełna 20 inscenizacji.

Warto wspomnieć o tym dramacie w ogłoszonym przez Sejm i Senat Roku Stefana Żeromskiego, bo utwór wywołał lawinę dyskusji i wielu uważa go za mocno niedoceniony.

Krajobraz po Popiołach

Opowieść rozgrywa się w 1846 roku, w czasie tzw. rzezi galicyjskiej, czyli powstania chłopskiego o charakterze antyszlacheckim i antypaństwowym na terenie zachodniej Galicji. Jesteśmy świadkami konfrontacji przywódcy chłopskiego Jakuba Szeli z emisariuszem Towarzystwa Demokratycznego. Żeromski traktował Turonia jako dalszy ciąg Popiołów. Ginęli w nim bowiem obaj bohaterowie powieści – Rafał Olbromski i Krzysztof Cedro. Warto dodać, że w jednym z asystentów Szeli, chłopie Janie Chudym, nad nienawiścią klasową zaczyna górować świadomość narodowa, czego efektem jest fakt, że uwalnia on emisariusza i obaj uciekają do powstania.

Turoń powstaje na przełomie 1922 i 1923 roku, można więc powiedzieć, że po raz drugi od napisania Sułkowskiego pisarz sięga do narodowej historii po temat przeznaczony dla sceny. A narodową historię autor Przedwiośnia zawsze traktował nie jako proces zamknięty, lecz marsz poprzez teraźniejszość ku przyszłości.

Przytoczmy opinię Wojciecha Natansona, zamieszczoną w jednym z programów teatralnych: „Dla pisarza o dobrej orientacji w faktach dziejowych, który nie zmarnował lat spędzonych w bibliotekach Rapperswilu, Warszawy, Paryża, Krakowa historia była także i współczesnością. Mocno zaangażowany filozoficznie i moralnie Żeromski umiał jednak zachować ścisłość i jasność myślenia. Na rok 1846 patrzy na pewno w taki sposób, że można się tu doszukać oddziaływań myśli Wyspiańskiego i Ujejskiego. Słowa «O, rękę karaj, nie ślepy miecz» z Chorału, śpiewanego w tylu domach, są równie silnym motywem, brzmiącym w Turoniu, jak melodia piosenki w Przepióreczce czy pieśni Delavigneʼa w Warszawiance. Jakub Szela pojawia się w dramacie Żeromskiego jako ostrzeżenie o równie wielkiej mocy oskarżycielskiej, co Upiór w Weselu. Zachowanie i słowa Huberta Olbromskiego w trzecim akcie Turonia są jakby wysnute z wymowy tych scen u Wyspiańskiego, które okrutną rzeczywistość przeciwstawiają nierealnemu marzeniu. Śmiałość Żeromskiego na tym także polega, że jego krytyka próbuje szukać przyczyn ratunku. Jako autor wstrząsającej, opartej na świadectwach autentycznych antysolidarystycznej sceny w Róży i Opowieści o żołnierzu tułaczu”.

Dla Żeromskiego rok 1846, w którym rozgrywa się akcja Turonia, tak jak powstanie styczniowe w Wiernej rzece to dwa momenty najbardziej tragicznego załamania w dziejach polskiej walki o niepodległość. Stosunek ludu do walki toczonej przeciw zaborcom o niepodległość uważa bowiem za jedno z najdonioślejszych zagadnień polskich dziejów. Pamiętamy, jak w Wiernej rzece wypomina chłopom, że nie przychodzą z pomocą walczącemu samotnie i ciężko rannemu powstańcowi. W Turoniu zwraca uwagę nie tylko na bierność chłopską powodowaną krzywdą i gniewem, ale też na jawne skierowanie siekier i noży przeciw patriotycznej części szlachty i demokratycznym emisariuszom.

Żeromski pisał Turonia w czasie pewnego ustabilizowania się II Rzeczypospolitej. Rok po zawarciu pokoju z ZSRR i wejściu w życie konstytucji marcowej. Jednak odczuwał niepokój, któremu da niebawem najdobitniejszy wyraz w Przedwiośniu.

Turoń na deskach

Prapremiera Turonia odbyła się 24 kwietnia 1923 roku. Reżyserowali Juliusz Osterwa i Mieczysław Limanowski. Miejscem prezentacji był Teatr Reduta w Warszawie. W roli Jakuba Szeli wystąpił Stefan Jaracz, a Rafała Olbromskiego grał Bronisław Oranowski. Limanowski i Osterwa wrócili do tego tytułu trzy lata później. Premiera, tym razem w wileńskiej „Reducie”, była bardziej zwarta, zmniejszono liczbę postaci. Jako Jakub Szela wystąpił Zygmunt Chmielewski, który kilkanaście miesięcy wcześniej, w 1925 roku, wystawił ten utwór w krakowskim Teatrze im. Słowackiego i sam siebie obsadził w roli Szeli. 

Utwór Żeromskiego wywołał wiele dyskusji. Maria Dąbrowska, która sama nie odniosła znaczących sukcesów w dramacie (ani Geniusz sierocy, ani Stanisław i Bogumił nie dorównywały klasą jej powieści), odnosząc się do Turonia, przytoczyła stanowisko Juliana Bruna, polsko-radzieckiego krytyka komunistycznego, który w pięknej – jak zaznaczyła – rzetelnej i pełnej pietyzmu rozprawie o Żeromskim pt. Żeromskiego tragedia pomyłek właśnie Turonia uznał za przykład niedociągnięć tragiczności Żeromskiego. I dowodzi, że w utworze tym wielki pisarz, zgromadziwszy wszystkie elementy tragedii, nie tylko nie osiągnął efektu tragicznego, lecz popadł niemal w farsowość. Dąbrowska, przytaczając te słowa, staje jednak ostatecznie w obronie Żeromskiego. Pisarka argumentuje: „nawet gdyby ten finał dramatu nie dawał się obronić, to na takiej podstawie jeszcze tragiczności Żeromskiego dyskwalifikować nie można, bo wielkiego pisarza sądzi się nie po jego nizinach i mieliznach, ale po jego szczytach i głębiach. Głębi zaś napięcia tragicznego nie brak i w samym Turoniu. Lwi pazur poczucia tragiczności występuje tu z całą demoniczną ostentacją w scenie pojawienia się Szeli”.

Ostatnią przedwojenną inscenizację Turonia przygotowała w 1935 roku Stanisława Perzanowska w warszawskim Teatrze Ateneum. W obsadzie znalazły się takie sławy, jak Stefan Jaracz – Szela, Stanisław Bryliński – Cedro, Jan Orlicz – Rafał Olbromski. W recenzji Stanisława Piaseckiego w „Prosto z mostu” czytamy m.in.: „Żeromski uchodził za arcydemokratę, ba, wywrotowca niemal. Dziś widzimy, że jest nawskróś szlachecki, a cała jego «wywrotowość» polegała w Turoniu na przyznaniu także pewnych racyj Szeli, temu Szeli, który jeszcze dla Wyspiańskiego był tylko zwierzęciem ludzkiem i niczem więcej”. Podsumowując, pisze: „Przedstawienie tęgie. Jaracz, choć zbyt chłopskość w zewnętrzności obszernych gestów zaznaczający – świetny tą swoją, jaraczowską świetnością. I zespół bez zarzutu, i reżyserja (Perzanowskiej) sensowna, i dekoracje Daszewskiego z prawdziwego zdarzenia”.

Dla honoru domu

Większość powojennych premier Turonia w polskich teatrach przypadła na lata 70. minionego wieku. Aż trzy miały miejsce w 1970 roku. Pierwsza w teatrze kieleckim, któremu patronuje Żeromski. Wspomniany Wojciech Natanson zauważa w programie do spektaklu: „Na jedno jeszcze nie zwrócili uwagi komentatorzy i recenzenci Turonia. W przeciwieństwie do wielu innych sztuk Żeromskiego jest on pisany prostym, jasnym i w sedno trafiającym językiem. Nie ma tu pretensjonalności, sztuczności, melodramatyzmu, patosu, który tak utrudnia przeżycie nawet najbardziej interesujących sytuacji dramatycznych w innych utworach Żeromskiego”.

W spektaklu kieleckim, wyreżyserowanym przez Ryszarda Smorzewskiego, Szelą był Włodzimierz Saar, potem Jerzy Hoffman inscenizował tę sztukę w Zielonej Górze, powierzając postać Szeli Zdzisławowi Grudniowi. Kilka miesięcy później Turonia z Mirosławem Smolarkiem jako Szelą oklaskiwano w Częstochowie w spektaklu reżyserowanym przez Józefa Wyszomirskiego.

„Bardzo trafną, klarowną i ciekawą, a przy tym wierną Żeromskiemu inscenizację Turonia przygotował w warszawskim Teatrze Ludowym Roman Kłosowski, udowadniając, jak wielka siła dramatyczna, ile przenikliwej mądrości politycznej i prawdziwej poezji tkwi w tym niesłusznie skazanym na zapomnienie dziele autora Popiołów” – pisała Anna Boska o spektaklu z 1971 roku, gdzie Jakuba Szelę grał Emil Karewicz.

Po sukcesie warszawskim Kłosowski sięgnął po Turonia w 1975 roku, kiedy był dyrektorem Teatru Powszechnego w Łodzi. Do roli Szeli powrócił po latach Włodzimierz Saar. Przedstawienie przygotowane było z wielkim rozmachem. Recenzenci zwracali zwłaszcza uwagę na postać Chudego, którego zagrał Zygmunt Malanowicz.

Kiedy patrzy się na daty inscenizacji Turonia, można dojść do wniosku, że w wielu przypadkach łączyły się one z jubileuszami teatrów, czyli że dramat wystawiano „dla honoru domu”.

Jedną z głośniejszych premier zrealizowała w 1977 roku Izabella Cywińska w poznańskim Teatrze Nowym. „Przedstawienie Cywińskiej ma tę gorącą, chwytającą za serce, apelującą do naszych narodowych odczuć i emocji, atmosferę” – pisze Olgierd Błażewicz w „Głosie Wielkopolskim”, a porównując je z wersją telewizyjną w reżyserii Jana Kulczyńskiego, zauważa: „Turoń w inscenizacji Cywińskiej odbiega dość znacznie od dotychczasowej tradycji wystawiania tego utworu. Z reguły Turoń nie tyle był bowiem dramatem o nieudanym powstaniu, co sztuką o chłopskim buncie i jego przywódcy Jakubie Szeli. Taki też charakter miała niedawna inscenizacja telewizyjna Turonia, w której wszystko podporządkowane zostało jednej roli i postaci Szeli – Jana Świderskiego. W przedstawieniu Cywińskiej proporcje zostały odwrócone. Na dobrą sprawę nie tyle jest to dramat o Szeli, co o nieudanym powstaniu. To nie zbuntowani chłopi, lecz rewolucjoniści 1846 roku stali się tutaj jego głównym bohaterem”.

Turoń nigdy za dobry dramat nie uchodził – pisała w 1996 roku na łamach „Rzeczpospolitej” Ewa Zielińska. – Żył właściwie legendą roli Stefana Jaracza, który zagrał w nim przed wojną Szelę. Waldemar Śmigasiewicz, sposobiąc sztukę na scenę, oczyścił ją ze wszystkich młodopolskich naleciałości, które dzisiejszemu widzowi mogłyby utrudniać jej odbiór. Zyskał przez to na zwartości i czasie. O więcej pewnie było trudno. Najtrudniej o to, by tchnąć trochę życia w postaci. Autor sprawy reżyserowi nie ułatwił”. Recenzja Ewy Zielińskiej dotyczy ostatniej jak dotychczas inscenizacji Turonia, która miała miejsce prawie 30 lat temu w Teatrze Polskim w Warszawie.

Czy to potwierdzałoby tezę, że Stefan Żeromski jako autor dramatyczny nie osiągnął takiej sławy, jak Stefan Żeromski – powieściopisarz? Absolutnie tak. Nie znaczy to jednak, że twórczość dramatyczną pisarza należy dyskwalifikować. A rozpatrując Turonia w kontekście całej twórczości Żeromskiego zauważyć wypada, że to sztuka, która jest absolutnie bezlitosna, jak tragedia, a nad bohaterami ciąży fatum – historia. Tu już nie ma póz judymowskich, mniej lub bardziej wdzięcznych symboli w rodzaju rozdartej sosny. Tu jest sama bolesna prawda. I jej tragicznego tonu nie zatrze nawet końcowa ucieczka bohaterów.