Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Ja płynę dalej


Sto siedemdziesiąt lat temu w Konstantynopolu zmarł Adam Mickiewicz. W chwili śmierci – 26 listopada 1855 roku – miał pięćdziesiąt siedem lat. Zygmunt Krasiński – gdy tylko dotarła do niego informacja o śmierci Wieszcza w liście do Adama Sołtana wyznał: „Pan Adam nas opuścił. Na tę wiadomość serce mi pękło […]. My z niego wszyscy”, natomiast Cyprian Kamil Norwid w napisanym w Paryżu w styczniu 1856 roku wierszu zaczynającym się od słów: „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie” porównał go do Dantego Alighieriego, Krzysztofa Kolumba, Luísa de Camõesa oraz Tadeusza Kościuszki, ale pytanie „Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?” – zostawił bez odpowiedzi; jakby brakło mu słów. W 1955 roku w wierszu Chleb z okazji setnej rocznicy śmierci autora Pana Tadeusza i Dziadów, Tadeusz Różewicz skonstatował: „Chleb / który żywi i zachwyca / który się w krew narodu zmienia // poezja Mickiewicza // sto lat nas karmi / ten sam chleb / siła uczucia / rozmnożony”.

Niech tegoroczna rocznica śmierci poety będzie okazją do lektury kilku wierszy Mickiewicza. Na początek Zima miejska z 1817 roku – utwór powstały w tzw. okresie wileńsko-kowieńskim. Ten wiersz, zatytułowany pierwotnie Powaby zimy. Opisanie, został napisany jedenastozgłoskowcem i składał się z osiemnastu czterowersowych strofek. Autor przeczytał go podczas jednego z zebrań Towarzystwa Filomatów. Utwór drukiem ukazał się już jako Zima miejska na łamach „Tygodnika Wileńskiego” w roku 1818. Co znamienne, poeta nie przedrukował go za życia. Wiersz znajdziemy dopiero w tomie piątym Pism z 1858 roku, między Zdaniami i uwagami a lirykiem Do Deotymy. Biorąc pod uwagę fakt, że Zima miejska wyszła spod pióra dziewiętnastoletniego autora, trzeba zauważyć, że jest to tekst z jednej strony popisowy pod względem warsztatowym, a z drugiej – nad wyraz dojrzały pod względem artystycznym. Zima miejska – obok sonetu Przypomnienie oraz wiersza bez tytułu, z incipitem: „Już się z pogodnych niebios” – zaliczana jest do najwcześniejszych liryków Mickiewicza.

Drugi wiersz, jakiemu proponuję przyjrzeć się uważniej jest Żeglarz, opatrzony datą 17 kwietnia 1821 roku, opublikowany w Poezjach z roku 1822. Mamy tu alegorię morza, żeglugi oraz burzy, a także postać żeglarza, w którą wciela się podmiot liryczny, porte parole autora. Wiersz składa się z dziesięciu zwrotek, z tym, że wersy pierwszy i trzeci liczą po jedenaście sylab, wersy drugi i czwarty po trzynaście; natomiast wers piąty – stanowiący coś w rodzaju puenty każdej zwrotki – okazuje się nieregularny: raz jedenaście sylab, raz trzynaście, bywa że osiem, bywa że dwanaście. Zwraca uwagę wygłos tego utworu, bowiem autor podkreśla w nim swoją indywidualność, odmienność, osobność: „Chcąc mnie sądzić, nie ze mną trzeba być, lecz we mnie. / – Ja płynę dalej, wy idźcie do domu”.

Po lekturze Żeglarza namawiam do lektury Żeglugi, trzeciego wiersza z cyklu Sonety krymskie. Poprzedza go Cisza morska, a po nim następuje Burza. Cykl ów powstał w efekcie wyprawy z Odessy na Krym, jaką poeta odbył jesienią 1825 roku. Nie podróżował sam, lecz w większym gronie. Cykl zresztą został zadedykowany „towarzyszom podróży krymskiej”. Ci „towarzysze” to: Hieronim Sobański i jego była żona Karolina z Rzewuskich Sobańska, o której edytor dzieł Mickiewicza Czesław Zgorzelski napisał wprost: „konfidentka policji carskiej”; jej brat Henryk Rzewuski, przyszły autor Pamiątek Soplicy; wreszcie generał Jan Wit, dowódca wojsk w prowincji południowo-rosyjskiej i kurator okręgu szkolnego w jednej osobie, a ponadto jego agent – o którym Juliusz Kleiner w monografii poświęconej Mickiewiczowi stwierdził nie inaczej – „niby entomolog uczony, Boszniak”. Zapewne Żegluga nie jest tak znanym i tak wybitnym wierszem, jak: Stepy akermańskie, Bakczysaraj w nocy, Ałuszta w dzień, Pielgrzym czy Ajudah, a jednak ostatnia linijka:  „lekko mi! rzeźwo! lubo! Wiem, co to być ptakiem”, wiele mówi o stanie duchowym, w jakim znalazł się wtedy poeta.

Sonety krymskie należą do tzw. okresu rosyjskiego (obejmującego lata 1824–1829) w twórczości Mickiewicza, w którym powstały także: Niepewność, Farys, sonet Do Laury, trzy elegie odeskie, czyli: Do D.D. oraz Godzina i ponadto Dumania w dzień odjazdu, wreszcie liczne przekłady: Petrarki, Goethego, Byrona, Puszkina i Thomasa Moore’a. Po okresie rosyjskim następnym w życiu Mickiewicza jest okres rzymsko-drezdeński (obejmujący lata 1829–1832). Z tego czasu wybieram do szczególnej lektury wiersz Do***, znany bardziej jako Na Alpach w Splűgen 1829. Adresatką tego utworu jest najprawdopodobniej Maryla Puttkamerowa z Wereszczaków. W tym lirycznym wyznaniu miłosnym, jakiego idea objawiła się autorowi 24 września 1829 roku na przełęczy między Szwajcarią a Włochami, poeta wspomina Litwę. Ale najważniejsza okazuje się refleksja na temat przemijania życia, jego równoczesnej zmienności i niezmienności. To jeden z trzech miłosnych wierszy napisanych w tym czasie. Pozostałe to: Do mego cziczerona wpisany do sztambucha Henrietty Ankwiczówny w kwietniu 1830 roku oraz skierowany do tej samej osoby Do H***. Wezwanie do Neapolu, czyli parafraza utworu Goethego, zaczynająca się wersami: „Znasz-li ten kraj / Gdzie cytryna dojrzewa”.

Piąty z czytanych dzisiaj utworów to wiersz bez tytułu, znany jako Nad wodą wielką i czystą, należący do okresu parysko-lozańskiego, dokładniej zaś do napisanych w Szwajcarii – gdzie autor przebywał w latach 1838–1839 tzw. liryków lozańskich, do których zalicza się tak arcydzielne utwory, jak: Snuć miłość…, Polały się łzy me czyste, rzęsiste…, a także Widzenie oraz Gdy tu mój trup… – bez wątpienia jeden z najświetniejszych wierszy Mickiewicza, który napisał go w wieku czterdziestu jeden lat. Ośmiozgłoskowiec, z interesująca konstrukcją, bo pomiędzy trzecią strofką czterowierszową a czwartą, znajduje się dystych: „A woda, jak dawniej czysta. / Stoi wielka i przejrzysta”. Mocne wrażenie wywiera ostatnia zwrotka, gdyż po pierwsze mamy tu zapewnienie o wielkości natury i jej praw, a po drugie przekonanie o tym, co jest powołaniem autora, Adama Mickiewicza, zarówno jako poety, jak i człowieka: „Mnie płynąć, płynąć i płynąć”. Po latach, w 1894 roku, Ignacy Jan Paderewski opublikował zbiór Sześć pieśni z muzyką skomponowaną do utworów Mickiewicza, w tym do Nad wodą wielką i czystą… Co ciekawe, na wydanej w roku 2005 płycie zespoły Świetliki zatytułowanej Las putas melancólicas  znalazł się ów wiersz w melorecytacji Bogusława Lindy.

Po śmierci Adama Mickiewicza jego zwłoki zabalsamowano i przewieziono statkiem „Eufrat” do Marsylii, skąd dalej do Paryża i w styczniu 1856 roku złożono na cmentarzu Les Champeaux w Montmorency. 4 lipca 1890 roku zwłoki poety zostały przeniesione do Krakowa, gdzie spoczęły w krypcie w katedrze na Wawelu. W Konstantynopolu (dzisiejszym Stambule), w domu, w którym poeta zmarł, istnieje Muzeum im. Adama Mickiewicza. W jego podziemiach znajduje się symboliczny grób poety, opatrzony tablicą z informacją: „Miejsce czasowego spoczynku Adama Mickiewicza, 26 listopada – 30 grudnia 1855 roku”. Pisząc o Wieszczu posłużyłem się na początku cytatem z Różewicza, a zatem na koniec jeszcze trzy razy przywołam jego słowa: „Można żyć w Paryżu, umrzeć w Konstantynopolu i pozostać do śmierci poetą Nowogródka, poetą prowincji. Tyle że Mickiewicz był geniuszem. Olbrzymem. Kochankiem nie tylko pani Kowalskiej z Kowna, ale kochankiem całego Narodu, był przeciwnikiem nie tylko pana Koźmiana, ale samego Pana Boga” (w 1965); „Poezja Mickiewicza osiągała coraz większą «gęstość» i po lirykach lozańskich zaczęła się zapadać w siebie, w milczenie to milczenie zamieniło się w «antypoezję», w działanie, wreszcie w śmierć. Mickiewicz «robił» poezję. Poezja Słowackiego rosła jak bańka mydlana, przemieniała się w tęczę, nadymała pięknością słów i metafor, wreszcie wspaniała i pusta uniosła się do nieba i pękła. Słowacki pisał poezję” (w 1978); „[…] kochałem (i kocham) Mickiewicza tak, że żadna przywara, żadna śmiesznostka, żaden grzech nie miały wpływu na moje uczucie. Kochałem i kocham Mickiewicza «całego», kocham poetę i człowieka, któremu nic, co ludzkie, nie było obce” (w 1982).

Więcej o życiu, pisarstwie i spuściźnie Adama Mickiewicza czytaj w POLONIE