Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Andrzej Dobosz umiarkowanie poleca. Anna Bolecka. „Leć do nieba”. Iskry 1989


Tom „Leć do nieba”Anny Boleckiej składa się z kilkudziesięciu fragmentów, w których powtarzają się występujące postacie. Rzecz dzieje się w małym miasteczku. Z jednej ze wzmianek można sądzić, że latem 1966 roku. Najczęściej pojawia się Kazio Gil, który włóczy się po miejscowości każdego wieczora, nie mając domu, do którego mógłby wrócić. W szczególnie upalne popołudnia sypia skryty w cienistych zaroślach. Noce spędza w komórce, leżąc na wielkim stosie starych gazet i czasopism. Gazetami też się przykrywa. W ciągu dni zagląda do okien mijanych domów. Miejscowi odzywają się do siebie szalenie wulgarnie. Zjeżdżaj wszarzu! jest najłagodniejszym z określeń.

Niemal na każdej stronie pojawia się piwo, nabywane w sklepiku Adamskiej, a gdy u niej zabraknie, mężczyźni tworzą kolejkę przed budką i już po chwili pierwszy z nich zdmuchuje nadmiar piany z piwa.

Rozlega się okrzyk: Kiepura idzie! Jest to miejscowy śpiewak, który musi od rana wypić swój kufelek. Kiepura śpiewa w wagonach kolei elektrycznej: Serce matki, słodyczy pełne, wierne aż po grób.

Ładne to ale będzie dosyć. Kiepura cichnie. Patrzy jednak wyczekująco. Ktoś wolno wyjmuje z kieszeni drobne. Teraz Kiepura, zadowolony, bierze swój kufelek i cichnie. Ludzie stojący obok gwarzą: Wie pani, trzeba się będzie włamać do Kwapiszów.

– Co pani, dlaczego?

– Staruszka znaku życia nie daje, nic nie wiadomo…

– A może ona się w skrzyni zatrzasnęła? Taka wielka u niej stoi. Słyszałam o takim wypadku. Staruszka do własnej skrzyni wpadła i już się z tej trumny nie podniosła. Żywcem umarła.

Czerwcowy dzień powoli mija. Słońce już zaszło, robi się zmrok błękitny. Mama już zapaliła wielką lampę nad stołem. Po nitce zbiega na stół pajączek w poszukiwaniu okruchów chleba. Szczęśliwa chata, w której pająk sieć splata, mówi mama i nie pozwala babce niszczyć pajęczyn, a dla tego przygotowała na małym spodku kilka kropli wody z cukrem.

Kazio Gil chciałby zaprzyjaźnić się ze swoją rówieśnicą Edytką. Ale ona go lekceważy. Opowiada, że jeden urzędnik obiecał jej, że gdy przyjedzie do miasta, to zrobi z niej sklepową. To by było życie. Usiądzie za ladą, rączki będzie miała białe, paznokcie długie lakierowane. Różową bluzkę. Cukierków wzięłaby za całą piątkę. Gryzła je i tak siedziała cały dzień.

– I nie nudziłabyś się?

– Komu by nudziło się być panią!

Tymczasem na wieś wróciła mama Tereski, po tym jak straciła pracę w mieście. Prosi córkę, by napisała do Bolesława Bieruta list, który jej podyktuje:

Wielce Szanowny Panie Pierwszy Sekretarzu, Ja prosta kobieta piszę do pana list, bo nie ma już sprawiedliwości na tym świecie. Mnie brygadzista fałszywie oskarżył, bo wielka jest złość ludzka, nasza podstawowa komórka mnie odepchnęła, nikt na fabryce się za mną nie ujął. A to szkło, co gdzieś zaginęło, to się znalazło zaraz, ale mnie już wyrzucili dyscyplinarnie i taką mi dali opinię, że nigdzie pracy nie znajdę. A ja zawsze tylko dla naszej ukochanej partii pracowałam, córkę nieletnią mam na wychowaniu, mąż mój jest chory, nie pracuje, zresztą on się dzieckiem nie interesuje. To co ja mam robić, jak służyć sprawie socjalizmu i klasy robotniczej. Kiedy mnie złe ludzie pracować nie dają? Jak mi pan nie pomoże, wielce szanowny panie pierwszy sekretarzu, to przyjdzie zemrzeć z głodu i ze wstydu.

Wkrótce leżącą w łóżku mamę Tereski odwiedza nielubiana sąsiadka Karasiowa, pracująca w Radzie Narodowej, z listem urzędowym. Widząc ją, pojawia się też inna, lecz miła sąsiadka, która otwiera list i czyta, że wśród tysięcy robotników i robotnic wylosowała pani telewizor. Słysząc to Karasiowa powiada – Obywatelka już nie jest robotnicą, więc odbieram to pismo, żeby je zwrócić w Radzie Narodowej. Tu jednak przytomna druga sąsiadka zwraca uwagę, że list jest do Jadwigi Chrząszczowej, a nie do Rady Narodowej i przyciska kartkę do piersi.

Telewizor zmienia życie miasteczka. W małej kuchni tłoczą się sąsiedzi. Chora chwili spokoju nie ma. Ludzie przez to pudło zapominają o Bożym Świecie. Niedługo zapomną jak się nazywają i po co żyją na świecie. Nawet w niedzielę na mszę świętą przestali niektórzy przychodzić, bo akurat w tym czasie jakieś figle – migle przez to okienko pokazują. Tak było przyjemnie, rozmawiało się o młodości, dobre ciasto, gorąca herbata, a teraz nie ma już rozmów, wspominków.

Anna Bolecka. „Leć do nieba” w POLONIE