- Andrzej Dobosz poleca. Henryk Grynberg. „Ojczyznaˮ. Warszawa 1999
- Stanisław Dygat i jego inteligenckie rozrachunki
Przypomniała mi się historia z lat sześćdziesiątych, a był to dokładnie rok 1965, która dziś może zabrzmieć nieprawdopodobnie. Spotkałem Herberta na Krakowskim Przedmieściu. Był zły, bo nie wziął ze sobą legitymacji Związku Literatów i w sklepie papierniczym odmówiono mu sprzedaży paczki papieru do maszyny. Miałem przy sobie legitymację i natychmiast zaproponowałem Zbyszkowi powrót do sklepu by dokonać zakupu. Martwił się, że zużywa zbyt wiele papieru. Czasem pisze wiersze, które nie mieszczą się na jednej kartce. Raz jeszcze zdałem sobie sprawę, że Herbert – tak lakoniczny w swych utworach – w rozmowie wydobywa z siebie kaskady zdań. Nigdy go nie słyszałem mówiącego coś, co miało później znaleźć się w jego książce. Spotykając ludzi, mówił rzeczy niesłychanie zabawne, stylistycznie równie doskonałe jak to, co pisał.
Ustaliliśmy, że Herbert wejdzie ze mną, ale nie będzie się odzywał. To ja wyciągnę pieniądze i ja wyniosę papier ze sklepu. Oddam mu nie wcześniej niż za rogiem. Jeszcze przed rogiem spytał, czy będę umiał opowiedzieć o moich planach twórczych, jeśli tego zażądają.
Zbigniew Herbert, po trudnych latach niepewności finansowej związanej z brakiem stałej pracy – w roku 1952 był nawet płatnym krwiodawcą, po raz pierwszy wyrusza w podróż zagraniczną w 1958 roku.
Najpierw jedzie przez Wiedeń do Francji (maj 1958–styczeń 1959), potem do Anglii (styczeń –marzec 1959), Włoch (czerwiec–lipiec 1959) i ponownie wraca do Francji. Do Polski przyjeżdża w połowie 1960 roku.
Już w 1962 roku nakładem Czytelnika ukazuje się Barbarzyńca w ogrodzie. Książkę poświęcił Herbert sztuce Francji i Włoch. Nasze, żony i moje, pierwsze podróże po Francji zawsze odbywały się z Barbarzyńcą w ogrodzie w kieszeni. Jeździliśmy po pięknej Francji śladami Herberta. Zwłaszcza niezwykłe okazało się Senlis, małe miasteczko oddalone od Paryża jakieś 56 kilometrów. Zaczarowany świat średniowiecza i renesansu. Jadąc tam, koniecznie należy zatrzymać się w Chantilly. Zobaczyć Zamek należący kiedyś do Kondeuszy
i Wielkie Stajnie z końmi, a przede wszystkim zwiedzić galerię obrazów, a w niej niewielki obraz Sassetty di Giovanni Mistyczne zaślubiny św. Franciszka.
Rok wcześniej (1961) również w Czytelniku, w nakładzie 1750 egzemplarzy zostaje wydany trzeci tom wierszy Zbigniewa Herberta Studium przedmiotu, z obwolutą zaprojektowaną przez Andrzeja Heidricha.Tom można podzielić na dwie części: wiersze i prozę poetycką. Pisał go Herbert w czasie tej pierwszej zagranicznej podróży.
Tematem jest przede wszystkim sztuka i malarstwo:
Apollo i Marsjasz
Na pomoc Pompei
Mona Liza
W pracowni
Gauguin koniec
Czarna róża
Oto ironiczny wiersz Nic ładnego:
nic ładnego
deska farba
gwoździe klajster
sznurek papier
pan artysta świat buduje
nie z atomów
lecz z odpadków
las ardeński
z parasola
morze jońskie
z atramentu
byle tylko
z mądrą miną
byle tylko pewną ręką –
a już świat –
na szpilkach traw
haczyki kwiatów
obłoki z drutu
ciągnie wiatr
Herbert nie oszczędza sztuki współczesnej – taką oglądał w galeriach paryskich.
Niestety, stała się klasyką. I jest coraz gorzej.
