- Andrzej Dobosz poleca. Wiesław Ratajczak, Jolanta Nawrot. „Ocalone, nieuśmierzone… O twórczości Włodzimierza Odojewskiegoˮ. Kraków 2019
- Tomasz Zan, przyjaciel Mickiewicza
Andrzej Dobosz poleca. „Jakże samotny na niepewnej drodze! O tłumaczeniach literatury polskiej”. Kraków–Warszawa 2019
„Na niniejszą książkę składają się artykuły i szkice, których autorzy na podstawie własnych poszukiwań i praktyki translatorskiej przedstawiają problematykę przekładoznawczą, rolę tłumacza
i skomplikowane kwestie językowe, jakie napotyka on w swojej pracy, a także relacje między autorem a jego reprezentantem w obcej kulturze. Tłumacz konfrontuje twórczość powstałą w jednym języku
i jednej kulturze z drugim językiem i drugą kulturą, a także tworzy narzędzia potrzebne do krytycznego opisu owej twórczości. Nie sposób zaprzeczyć tezie, że istniejemy w języku, który współtworzy i przekształca rzeczywistość. Namysł nad językiem to namysł nad naszym istnieniem w świecie. Kwestia ta nie jest nowa, wprost przeciwnie, nieustannie i na nowo rozważana, ale wciąż pasjonująca, każde wyzwanie translatorskie jest bowiem unikatowe”.
Książka jest zbiorem dziewięciu artykułów, a wśród autorów m.in. prof. Marcelo Paiva de Souza (Uniwersytet Federalny Parany), który przełożył na portugalski Fortepian Chopina Cypriana Kamila Norwida, Podróż Idy Fink, Iwonę, księżniczkę Burgunda Witolda Gombrowicza, Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną Doroty Masłowskiej, Świadectwo poezji Czesława Miłosza.
W książce zamieszcza tekst zatytułowany O znaczeniu i godności tłumacza według Zbigniewa Herberta i przytacza definicję tłumacza zamieszczoną przez Herberta: Tłumaczem nie jest ktoś, kto przełożył jedną czy dwie książki, ale obcy pisarz czy filolog związany nieprzypadkowo z kulturą i językiem, z którego tłumaczy, obdarzony własnym gustem, a nie spełniający tylko polecenia wydawcy i wreszcie realizujący systematycznie pewien plan.
Również Zbigniewowi Herbertowi poświęcone są kolejne artykuły. Jewgienij Wasyliew w „Bezmiar fizycznego i psychicznego nacisku”. Poezja Zbigniewa Herberta w przekładach na język rosyjski ciekawie przedstawia „długą i skomplikowaną” historię przekładów poety. Oczywiście biorąc pod uwagę „wrogą postawę władz radzieckich i oficjalnego literaturoznawstwa wobec twórczości polskiego poety”. Wiązała się z tym długa przerwa w publikowaniu Herberta, bo cisza trwała siedemnaście lat: „W konsekwencji w czasach komunizmu wiersze Herberta opublikowano w języku rosyjskim tylko raz – w 1973 roku, w drugim numerze czasopisma »Inostrannaja literature«”.
Tekst przedstawia bardzo osobistą, bliską relację tłumacza Władimira Britaniszskiego
z pisarzem.
Z kolei Piotr Kilanowski, tłumacz i wykładowca literatury polskiej w Katedrze Polonistyki UFPR w Kurdybie, w Brazylii, w artykule Co w trawie piszczy, czyli rozważania tłumacza o ośmiu świerszczach w wierszach Zbigniewa Herberta zajął się problemem przetłumaczenia na brazylijską odmianę języka portugalskiego słowa „świerszcz”, które występuje w siedmiu wierszach poety. Tłumacz zauważa, że: „Pozornie nie ma przeciwskazań, aby we wszystkich przypadkach, w których słowo to występuje w wierszach Herberta, przekład był identyczny. Słownikowe tłumaczenie »świerszcza« na portugalski to »grilo« i wyraz ten może oznaczać tak konika polnego, jak i świerszcza. Pamiętać jednak należy, że leksem ten dla mówiącego po portugalsku Brazylijczyka przywołuje też znaczenie metaforyczne oznaczające »zmartwienie«, »problem«, »niepokój«, a także »osobę nudną, nieprzyjemną« lub »skomplikowaną sytuację«. Dla uściślenia należy dodać (pisze Kilanowski), że w portugalskim pasikonikowate występują pod pięknym i wieloznacznym mianem »esperança«, które oprócz określenia zielonego szarańczyka znaczy również »nadzieja« i w związku z tym może wnosić do przekładu nieoczekiwane i niekoniecznie pożądane znaczenia”. W dalszym ciągu tekstu Kilanowski próbuje „odtworzyć krok po kroku proces powstawania ostatecznych wersji przekładu słowa »świerszcz« w każdym z wierszy”.
Nawiązuje do literatury polskiej, w której występuje słowo „świerszczˮ.
Do Świerszczyka Marii Konopnickiej:
Wicher wieje, deszcz zacina,
Jesień, jesień już.
Świerka świerszczyk z za komina,
Naszej chatki stróż.
Do wiersza Bolesława Leśmiana Sen, do Juliana Tuwima Choinki, do Jana Kochanowskiego Muzy.
Zwraca uwagę na to, że słowo świerszcz jest najprawdopodobniej słowem dźwiękonaśladowczym, spokrewnionym ze słowami występującymi w Tuwimowskim cytacie: „ćwierzyć, ćwikać, ćwierkać, czyrkać, czykczyrikaćˮ, ale również ze „świergotem” czy nieoczekiwanym „świrem”. Skojarzenia, które prowokuje, kierują nas w stronę śpiewu i melodyjnych odgłosów. Ponadto, niewątpliwie przypadkowo (chociaż w poezji nie ma przypadków), słowo „wiersz” zawiera w sobie „świerszcz”…
W książce zabrakło mi słowa o Teresie Dzieduszyckiej, romanistce, która była wybitną tłumaczką z angielskiego i przede wszystkim francuskiego. Przed powrotem do Polski mieszkała przez długie lata w Paryżu i podpisywała się Thérèse Douchy. Oczywiście tłumaczyła Zbigniewa Herberta, ale też Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Brunona Schulza, Józefa Czapskiego, Sławomira Mrożka.
Prywatnie była siostrą Katarzyny Herbertowej, żony Zbigniewa Herberta.
„Jakże samotny na niepewnej drodze! O tłumaczeniach literatury polskiej” w POLONIE
