- Andrzej Dobosz poleca. Zbigniew Herbert. „Węzeł gordyjskiˮ. Więź 2002
- Andrzej Dobosz poleca. Zbigniew Herbert. „Struna światłaˮ. Czytelnik 1956
Stanisław Barańczak w tomie Nieufni i zadufani. Romantyzm i klasycyzm w młodej poezji lat sześćdziesiątych zajmuje się „młodą poezją powstałą w latach 1967–1970,
w okresie, kiedy ta stała się szczególnie podatnym i dogodnym obiektem krytycznych ataków, czymś w rodzaju «chłopca do bicia», na którym każdy krytyk mógł bezpiecznie wyładować swe stłumione agresywne instynkty”.
Obiektem zainteresowania krytyka są poeci Tymoteusz Karpowicz, Miron Białoszewski, Witold Wirpsza, Edward Balcerzan.
Miron Białoszewski urodził się w 1922 roku w Warszawie. W czasie okupacji przebywał nadal w Warszawie. Młody, dwudziestodwuletni, jest świadkiem powstania warszawskiego. Po latach, w roku 1970, Państwowy Instytut Wydawniczy opublikuje jedno z najważniejszych świadectw powstańczych, jego Pamiętnik z powstania warszawskiego. Po upadku powstania przeszedł przez obóz w Pruszkowie i został wywieziony do obozu w Lammsdorf, a potem do Opola, gdzie pracował jako pomocnik murarza.
Udało mu się szybko stamtąd uciec i po różnych perypetiach wrócić do Warszawy w lutym 1945 roku. Już w 1946 debiutuje jako poeta wierszem Jerozolima w pisemku „Akademikˮ, drukowanym na powielaczu. Później pisze opowiadania, publikuje teksty piosenek i wiersze dla dzieci. Lata 1956–1963 są ważne, bo razem z Ludmiłą Murawską i Ludwikiem Heringiem, który był jej wujem, współtworzą w mieszkaniu Lecha Emfazego Stefańskiego na ulicy Tarczyńskiej Teatr na Tarczyńskiej, potem zaś na Mokotowskiej Teatr Osobny.
Wiek dwudziesty był czasem takich wybitnych poetów jak Baczyński, Gajcy, Różewicz, Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz i Miron Białoszewski, który rezygnował z języka literackiego. Odwoływał się w poezji do języka dziecęcego (tworzył neologizmy, tak jak to robi dziecko, ucząc się mówić: zawołaj naprawików, bo kran cieknie albo: ten koc jest drapieżny bo… drapie), mówionego, potocznego…
Mimo usiłowań krytyków nie można było doszukać się jakiegokolwiek poety, którego można by porównać z Białoszewskim, a równocześnie każdy, kto znalazł się w niewielkiej salce na wysokim piętrze budynku przy ulicy Tarczyńskiej, gdzie w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia w prywatnym mieszkaniu Miron wystawiał swoje sztuki, czy weźmie do ręki jeden z kilku wydanych w niezmiernie skromnych nakładach tomików poety, który przy uważnej lekturze okaże się całkiem zrozumiały, mimo ogromnej odmienności od poprzedników i współczesnych poetów. Paradoks polega na tym, że korzystając obficie z zasobów języka potocznego, tworzy język jednorazowy o regułach odmiennych w każdym utworze, wymyślając całkiem nowe wyrazy jak sproszyć – rozproszyć, szarszy – szary, znoźnie – zręcznie, kalosz w kalosz – kubek w kubek.
Świat składa się ze szczegółów, my chcemy uprościć sobie zadanie jego zrozumienia i nazywania, ujmując świat w ramy praw i reguł. Białoszewski z całą powagą traktuje zjawiska języka potocznego, których istota polega na tym, że nie można ich brać na poważnie, mogą być pojmowane tylko w umownym, niedosłownym sensie; w wypadku słów, których znaczenie jest dziś niezgodne z pierwotną etymologią Białoszewski usiłuje dotrzeć do źródeł wyrazów i zwrotów od dawna istniejących w systemie językowym po to, by wykazać ich skrywaną niedosłowność czy dwuznaczność.
Poetyckiej krytyce podlegają u Białoszewskiego nie tylko ułomności języka, ale stosunek słowa do rzeczy. Gdyby system nazw, jaki istnieje w języku był doskonały, to każdy przedmiot powinien posiadać swą nazwę, każda zaś nazwa powinna odnosić się tylko do jednego przedmiotu. Tylekroć ponawiane w poezji wszystkich czasów o ścisłej przystawalności słów do rzeczy zostaje przez Białoszewskiego zakwalifikowane jako marzenie niezniszczalne.
Ścisłe i zarazem zwięzłe nazywanie przedmiotu jest niemożliwe; nie znaczy to jednak, że dążenie takiego nazywania jest bezcelowe; Białoszewski, deformując i przedrzeźniając język potoczny, ukazuje jego bezradność i niewystarczalność. Tworzy język nowy, indywidualny, przełamujący normy, poszukujący wciąż nowych metod osiągnięcia pełnej przystawalności słowa do rzeczy.
