Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Antoni Słonimski, poeta wielu talentów


Gdy czterdzieści pięć lat temu w szpitalu w Warszawie zmarł – w wyniku ran odniesionych w wypadku samochodowym w Konstancinie – poeta Antoni Słonimski (1895–1976), rodząca się wówczas polska opozycja demokratyczna straciła  jeden ze swoich największych autorytetów moralnych. Słonimski, sygnatariusz Listu 34 z 1964 roku i Memoriału 59 z 1975 roku, był tym, z którego głosem w sprawach publicznych liczono się i w okresie dwudziestolecia międzywojennego, i w czasach PRL-u. Za swój krytycyzm wobec władzy poeta nie raz i nie dwa płacił już to konfiskatą książek, już to zapisem cenzorskim i niemożliwością publikacji. Ale, jak powtarzał za swoim ojcem, znanym warszawskim lekarzem, Stanisławem: „Kiedy nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie”.

Z jednej strony, w 1919 roku skonfiskowano wydany w czterystu egzemplarzach jego, wówczas debiutanta, poemat Czarna wiosna, przedrukowany cztery lata później w zbiorze Parada, z drugiej zaś podobny los spotkał dwutomowe wydanie zbioru recenzji teatralnych Gwałt na Melpomenie w 1959 roku. Co ciekawe, w roku 1991, gdy likwidowano budynek po cenzurze (Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk) przy ulicy Mysiej znaleziono dwieście kompletów tego białego kruka, które wydawnictwo Czytelnik natychmiast skierowało do sprzedaży.

Słonimski – warszawiak z urodzenia i z powołania – zanim został poetą studiował grafikę w Szkole Sztuk Pięknych, w 1918 roku zadebiutował wierszami w „Kurierze Warszawskim”. Były to sonety, którą to formę bardzo wysoko cenił. W 1919 roku wydał w bibliofilskim nakładzie zaledwie dwudziestu pięciu egzemplarzy tzw. wieniec sonetów pod wspólnym tytułem Harmonia. Jego wczesne zbiory były manifestacją wielkiego kunsztu, poeta opowiadał się po stronie wyrafinowanego klasycyzmu, który złośliwi określali  mianem parnasizmu.

Członek słynnej grupy Skamander, obok Iwaszkiewicza, Lechonia, Tuwima i Wierzyńskiego,  był jednym z najpracowitszych autorów głównej trybuny tej plejady poetów, czyli „Wiadomości Literackich”. Na ich łamach drukował nie tylko wiersze, ale także – na wzór Bolesława Prusa – teksty z cyklu „Kronika tygodniowa”, cieszące się ogromnym zainteresowaniem czytelników. Szacuje się, że w latach 1927–1939 opublikował ponad czterysta tekstów z tego cyklu, które ukazały się także w edycjach książkowych: Moje walki nad Bzdurą, Heretyk na ambonie, W beczce przez Niagarę.

W tych nad wyraz inteligentnych i błyskotliwych tekstach pisarz dał wyraz przenikliwemu zmysłowi obserwacji. Otaczającą rzeczywistość opisywał niekonwencjonalnie, ale dzięki temu zajmująco, posługując się barwnym językiem, a także zaskakującym dowcipem. W tym co pisał językiem felietonowym był racjonalny aż do bólu, wielce przekonujący. Ale uwielbiał też prowokować i szokować. Dość wspomnieć, że książkę O dzieciach, wariatach i grafomanach z 1927 roku otwiera zdanie: „Dzieci są zakałą ludzkości”.

Autor, bywalec legendarnej „Ziemiańskiej” przy Mazowieckiej, nie tylko przesiadywał  przy kawiarnianym stoliku zarezerwowanym wyłącznie dla skamandrytów, do którego mógł się przysiąść co najwyżej generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski, ale sporo podróżował po Europie i świecie: do Egiptu i Palestyny, a także do Brazylii, kilka razy do Anglii i Francji, a nawet do Związku Radzieckiego. Efektem tych podróży było wiele książek pisanych zarówno wierszem, jak i prozą. Z jednej strony tomiki poezji: Droga na Wschód czy Z dalekiej podróży, z drugiej książki o charakterze reportażowym i felietonowym, takie jak Pod zwrotnikami. Dziennik okrętowy czy Moja podróż do Rosji.

Był pracowity, twórczy, pełen inwencji. Pisał dużo dla modnych w okresie międzywojennym kabaretów, publikował w „Cyruliku Warszawskim”, pisał popularne szopki noworoczne, współpracował z Polskim Radiem i z „Kurierem Polskim”, na łamach którego regularnie zamieszczał teksty o sztukach plastycznych, a także o fenomenie filmu i kina.

O filmie pisywał regularnie, z wielkim zrozumieniem specyfiki tego rodzaju  twórczości artystycznej, i z wielką pasją – od roku 1917 aż do końca życia, czego wyrazem ogłoszona wiele lat po jego śmierci książka pod tytułem Romans z X Muzą, nawiązującym do fundamentalnej Dziesiątej muzy Karola Irzykowskiego.

Mało tego, jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Słonimski zadebiutował jako powieściopisarz oraz dramaturg. Jego sztukę Wieża Babel wystawił Leon Schiller. Zainteresowaniem cieszyły się także utwory pisane z myślą o scenie: Murzyn warszawski i Lekarz bezdomny.

Pod pseudonimem dr. Antoni Gorzeń ogłosił w broszurowej formie egzotyczną opowieść Król Amanullah, czarny władca, napisaną, jak się wydaje, głównie dla zarobku, natomiast pod własnym nazwiskiem Teatr w więzieniu oraz Torpedę czasu, poniekąd wzorowaną na prozie Herberta George’a Wellsa, a także Dwa końce świata.

Torpeda czasu to jedna z najwcześniejszych i najoryginalniejszych polskich powieści z gatunku science-fiction. Publikowana była najpierw w odcinkach na łamach „Kuriera Polskiego” w roku 1923, rok później ukazała się jako druk zwarty nakładem Towarzystwa Wydawniczego „Ignis”, zaś w roku 1967 została wznowiona przez Czytelnika z przedmową Stanisława Lema. Co ciekawe, gdy Dwa końce świata ukazały się w 1986 roku w przekładzie na niemiecki jako Zweimal Weltuntergang, posłowiem opatrzył ją także autor Obłoku Magellana.

Chociaż był pisarzem wielu talentów literackich, to jednak poezja pozostała głównym rodzajem  jego twórczej ekspresji. W roku 1935 ogłosił zbiór Okno bez krat z głośnym, wielokrotnie komentowanym wierszem Niemcom. Gdy po wybuchu wojny przedostał się przez Rumunię i Włochy do Francji, w Paryżu napisał wiersz Alarm, emitowany przez radio w brawurowym wykonaniu wielkiej aktorki Ireny Eichlerówny. Zbiór pod takim właśnie tytułem ukazał się w Londynie, dokąd poeta udał się po upadku Francji. Tytułowy wiersz należy ponad wszelką wątpliwość do kanonu arcydzieł polskiej poezji XX wieku.

W Anglii współpracował z polską sekcją BBC, na łamach „Robotnika Polskiego” publikował cykl „Kronika londyńska”, z Karolem Estreicherem redagował miesięcznik „Nowa Polska”, w którym został ogłoszony tekst nowej Deklaracji Praw Człowieka (brał udział w pracach nad tym tekstem w zespole kierowanym przez Wellsa, z którym się zresztą zaprzyjaźnił). Po zakończeniu wojny pozostał na Zachodzie. Pracował na rzecz ONZ oraz UNESCO, do 1951 roku był też dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. W tym samym roku wrócił do kraju. Wiersze pisane w czasie wojny opublikował w zbiorze pod znamiennym tytułem Wiek klęski.

W latach powojennych Słonimski równolegle uprawiał  lirykę i felietonistykę. Był wzorem felietonisty bezkompromisowego, ale z wielkim poczuciem humoru. Trawestując powiedzenie księcia Józefa Poniatowskiego „Bóg mi powierzył honor Polaków”, zwykł mawiać: „Bóg mi powierzył humor Polaków”. W 1959 roku wydał tom Nowe wiersze, w 1961 – Rozmowy z gwiazdą, zaś w 1973 wielokrotnie potem wznawiany reprezentatywny wybór 138 wierszy, w którym znajdziemy wszystko to, co najlepsze w jego dorobku poetyckim. Przede wszystkim – co warto zaakcentować – niezrównane wiersze o Warszawie, a ponadto: Na śmierć prezydenta Narutowicza, Dwie ojczyzny, Ten jest z ojczyzny mojej, O Polsce słabej, wreszcie  Pieśń o Januszu Korczaku oraz Elegię miasteczek żydowskich, a także napisane z epickim rozmachem poematy Popiół i wiatr oraz Sąd nad Don Kichotem.

Do najciekawszych książek ogłoszonych przez pisarza w ostatnich latach życia trzeba zaliczyć dwa monologi: Spowiedź emigranta i Jak to było naprawdę (znany z popisowego wykonania Wojciecha Siemiona) wydane pod wspólnym tytułem Jawa i mrzonka oraz tom felietonów Załatwione odmownie drukowanych na łamach „Szpilek”.

W latach siedemdziesiątych XX wieku pisarz publikował felietony na łamach „Tygodnika Powszechnego” i ogłaszał wspomnienia w odcinkach na łamach tygodnika „Polityka”. Książki Obecność oraz niezwykle poczytny Alfabet wspomnień ukazały się jeszcze za jego życia.

Dzisiaj Antoni Słonimski wydaje się być poetą nieco zapomnianym, pozostającym w cieniu swoich kolegów – Iwaszkiewicza czy Tuwima, ale warto pamiętać, że to spod jego pióra spłynęły w wierszu zadedykowanym Włodzimierzowi Majakowskiemu słowa: „Świat nie jest piłką footballową, / Świat się podbija głową! głową! głową!”.

◊◊◊

Digitalizację materiałów bibliotecznych sfinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu wieloletniego Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa. Priorytet 4.

Zobacz także