Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Boy-Żeleński: genialny tłumacz, ale nie tylko


Należy do najściślejszego grona najbardziej zasłużonych dla polskiej kultury indywidualności: jako pisarz i tłumacz, jako intelektualista; ktoś, kto w okresie dwudziestolecia międzywojennego, ale i dużo wcześniej głośno mówił o tym, o czym większość nie chciała mówić, bo się bała lub krępowała: o pełni praw obywatelskich dla kobiet, propagator świadomego macierzyństwa czy edukacji seksualnej.

Największym jego dziełem, jak to się mówi – dziełem epokowym jest bez wątpienia licząca ponad sto tomów Biblioteka Boya, czyli zbiór arcydzieł literatury francuskiej w jego – jak wszyscy zgodnie orzekli – kongenialnych przekładach. To właśnie jemu, Tadeuszowi Boyowi-Żeleńskiemu (1874-1941) zawdzięczamy najczęściej pionierskie, a w większości wybitne tłumaczenia dzieł Moliera i Balzaka.

Jako tłumacza interesowało go wszystko, co w literaturze francuskiej najlepsze, poczynając od Pieśni o Rolandzie, Tristanie i Izoldzie oraz Wielkiego Testamentu Villona, przez filozoficzne rozprawy Kartezjusza i Pascala, Monteskiusza i La Rochefoucaulda, po powieści współczesnych mu Anatola France’a i Andre Gide’a. Czytając Próby Montaigne’a, Gargantuę i Pantagruela Rabelaisa, Panią Bovary Flauberta,  Czerwone i czarne oraz Pustelnię parmeńską Stendhala, a nade wszystko siedmiotomowy cykl Prousta W poszukiwaniu straconego czasu, czytaliśmy właśnie w translacjach Boya.

Tworząc Bibliotekę Boya musiał mieć poczucie, że tworzy coś wybitnego i na długie lata, czemu nie chciał dać wyraz, ale mimowolnie dał w wywiadzie jakiego udzielił w roku 1930 „Wiadomościom Literackim” z okazji ukazania się setnego tomu tej Biblioteki, a była nim – ku ścisłości – powieść Stendhala Lamiel.

Czy cytując maksymy, sentencje, złote myśli w rodzaju: „Apetyt przychodzi w miarę jedzenia” (Rabelais), „Lecz gdzież są niegdysiejsze śniegi?” (Villona), „Serce ma swoje racje, których rozum nie zna” (Pascal), „Obłuda jest hołdem, jaki występek oddaje cnocie” (Rochefoucauld), „Smak zmoczonej w kwiecie lipowym magdalenki” (Proust) czy „Niech żyje wesołość! Kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie” (Beaumarchais), pamiętamy, że przytaczamy je właśnie w jego błyskotliwych i sugestywnie oddanych w polszczyźnie przekładach? Nie sposób nie wspomnieć, że ten ostatni cytat pochodzi ze sztuki Cyrulik sewilski czyli Daremna przezorność granej do wybuchu II wojny światowej w reżyserii Stanisławy Perzanowskiej z muzyka Romana Palestra i ze Stefanem Jaraczem w roli Bartola.

Kochał teatr, doskonale czuł i znał jego specyfikę, wszystkie teatralne rafy i mielizny. Do tego zresztą stopnia, że sam występował na scenie, między innymi jako Reyent w Szkole żon Moliera w Teatrze Ateneum, u boku takich gwiazd ówczesnego teatru, jak wspomniany już Jaracz, Hanka Jaraczówna i Janina Polakówna, Jan Orlicz czy Jan Lenczewski.

Ale do historii polskiego teatru przeszły nie tylko jego przekłady Moliera, ale także skrzące się subtelnym dowcipem, wyrafinowaną ironią recenzje teatralne, które najpierw były drukowane na łamach krakowskich czasopism, w tym „Czasu”, a potem zebrane w trzech tomach z cyklu Flirt z Melpomeną, wydane w latach 1920-1922, a cieszące się niezmiernie wielką popularnością czytelników. Na jego tekstach o teatrze wychowało się kilka pokoleń naszych recenzentów teatralnych oraz teatrologów. Do dzisiaj zachwycają urodą stylu, fascynującego zresztą stylu – z jednej strony, z drugiej zaś – erudycją, zaskakującymi skojarzeniami z różnych dziedzin sztuki, filozofii czy nauk społecznych. Chyba nieprzypadkowo trzeci tom z tego cyklu zadedykowany został profesorowi Tadeuszowi Since, filologowi klasycznemu, wykładowcy uniwersytetów Lwowskiego i Jagiellońskiego.

Jako recenzent teatralny, ale i literacki bywał złośliwy i nieprzejednany, ale też swoim interlokutorom autoironicznie podsunął cytat z przekładanego przez siebie Gautiera: „Wrodzona antypatia krytyka do poety – tego który nie tworzy, do tego który tworzy (…) wałacha do ogiera”. Cytatem tym krzepią się do dzisiaj poeci, podobnie jak literaturoznawcy do dzisiaj posługują się cytatem ze Stendhala (w przekładzie Boya rzecz jasna): „Powieść jest to zwierciadło, które obnosi się po gościńcu”.

Tadeusz Boy-Żeleński, syn wybitnego kompozytora, czołowego przedstawiciela neoromantyzmu w muzyce, pozostawił po sobie niezwykle różnorodny pod względem gatunkowym dorobek: książki o Molierze i Balzaku, trzy tomy szkiców o pisarzach francuskich Mózg i płeć (gwoli ścisłości, składają się na to wydawnictwo wstępu, jakimi opatrywał poszczególne tomu wspomnianej Biblioteki Boya), zawierające eseje, rozprawki i felietony – czytane do dzisiaj książki poświęcone polskiej kulturze: Ludzie żywi, Znasz-li ten kraj?, Brązownicy, Obrachunki fredrowskie. Z wykształcenia lekarz, z powołania społecznik napisał kilka prowokujących do dyskusji na tematy społeczne książek, które przysporzyły my zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Same ich tytuły – jako tzw. słowa skrzydlate według profesorów Henryka Markiewicza i Andrzeja Romanowskiego – weszły na stałe do naszego codziennego języka. Dla przykładu: Dziewice konsystorskie, Piekło kobiet, Nasi okupanci, Pijane dziecko we mgle, Murzyn zrobił swoje. Nic więc dziwnego, że w uznaniu jego zasług w roku 1933 powołano go w skład Polskiej Akademii Literatury.

Współtwórca legendarnego, pierwszego w Polsce kabaretu Zielony Balonik, jest ponadto autorem budzących do dzisiaj wesołość humoresek, ale również wpadających w ucho tzw. szlagwortów i powiedzonek, jak np. „Z tym największy jest ambaras / Żeby dwoje chciało na raz” lub „Każdy krakowianin – goły i inteligentny”, ale także powieści biograficznej Marysieńka Sobieska.

Ta śmiała obyczajowo opowieść spotkała się z gwałtowną reakcją konserwatywnej części społeczeństwa. W zbiorach Biblioteki Narodowej i Polony przechowywany jest m.in. wydany jako osobny druk artykułu Jana Bełcikowskiego, noszący patetyczny tytuł Głos Krytyki Rycersko-Narodowej, warty lektury i dzisiaj.

W Polonie udostępniony jest także godny uwagi artykuł Anzelma Lutwaka Sprawa Boya-Beaupre, bowiem dotyczy pierwszej w Polsce sprawy sądowej dotyczącej poszanowania praw autorskich, jaką Boy wytoczył Antoniemu Beaupre, redaktorowi krakowskiego „Czasu”, który nie konsultując się z autorem, usunął z felietonu Boya słowa uznawane wówczas za nieprzyzwoite, takie jak: „pederaści i lesbijki” oraz „dziwki” i „zdziry”.

Tadeusz Boy-Zeleński stworzył także swoją legendę, którą czasem trudno oddzielić od biografii, a stworzył ją w trakcie rozlicznych spotkań autorskich, jakie odbywał jak Polska długa i szeroka. Spotkania te były w swoim czasie głośnymi wydarzeniami literackimi, towarzyskimi, o których mówiło się, dyskutowało i pisało.

Ktoś, kto chce oddzielić prawdę od legendy o życiu Tadeusza Boya-Żeleńskiego, powinien sięgnąć po jedną z jego licznych biografii, pióra Barbary Winklowej, Henryka Markiewicza lub Józefa Hena. Kto wie, może to właśnie tytuł książki Hena Błazen – wielki mąż najlepiej oddaje skomplikowaną i wielobarwną naturę Boya.

◊◊◊

Artykuł powstał w ramach realizacji przez Bibliotekę Narodową projektu „Patrimonium – digitalizacja i udostępnienie polskiego dziedzictwa narodowego ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Jagiellońskiej” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020 oraz budżetu państwa.

◊◊◊

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zobacz także