Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

„Salon i ulica." Józefa Dzierżkowskego (1807–1865)


Przykra lektura. Postacie bez szczególnej potrzeby używają nagle zdań lub zwrotów francuskich. Ale i polszczyzna bywa szkaradna: „Ona była sierota”, „Nazajutrz szła już pomalej”, autor nazywa siebie „powieściarzem”. Co chwila wracam do poprzednich stron, by sprawdzić czy tego nie zmyśliłem.

Ogromna liczba osób. W rzeczywistości jest ich mniej. Ubogi malarz Konstanty, romansujący z piękną córką szewca Bogunią, to arystokrata Alfred Karliński w przededniu ślubu z zamożną Kamillą. Arystokraci nie tylko oszukują w życiu i w kartach. Szulerka jest powtarzającym się motywem, tyle że wygrane nie wystarczają na pokrycie długów i „nadal należałoby wyszlamować cudze kieszenie”. Ojciec Alfreda, siwy łysiejący starzec, z pomarszczoną twarzą, oczami zgasłymi i obwisłymi ustami, zdradzającymi rozpustne chęci przed czasem potyrane rozwiązłym życiem.

 Przemienia go sztuka kamuflażu kamerdynera – siwizna zamalowana kruczą barwą, zmarszczki zamazane bielidłem, oczy ożywione okularami, wyprostowany sztywną sznurówką, łysina pokryta peruką. Frak solidnie wywatowany.

Żując pastylki mające zabić jego trupią woń, martwi się, że zapalono świece przed przyjściem gości.

Przeciwstawieniem salonu, gdzie rozmawia się o tym, iż narzeczona ma dochodu rocznego dwadzieścia i pięć tysięcy, tylko należałoby dodać wymazanie wynoszącego dziesięć tysięcy pięćset długu jej ojca, jest ulica. W opozycji do barona Karlińskiego występuje szewc Karosz, rzetelny fachowiec, lubiący po pracy zajrzeć do kieliszka. Tyle, że szewc jest nieślubnym bratem barona oddanym po urodzeniu na wychowanie do szewca na wsi.

Bogunia nie jest jego prawdziwą córką. Nie jest też nim syn Janek nie będący prawdziwym bratem Boguni.

Jednorazowa lektura powieści nie wystarcza, by zapamiętać od kogo jest które dziecko.

Kamilla w niedzielę udaje się do kościoła, by natychmiast wyjść drugim wejściem, odbyć pożegnalną schadzkę z poprzednim kochankiem i wrócić przed końcem nabożeństwa.

Dzierzkowski sztukuje swą prozę niemądrymi uwagami o „wypudrowanym i wyfrakowanym Towarzystwie Przyjaciół Nauk, tej ołowianej, nieruchawej arce przymierza naszego z gustem francuskim, układającej dla literatów dykcjonarz wyrażeń przyzwoitych i manualik przyzwoitych przedmiotów; kiedy wiersz gładki znaczył więcej znaczył jak wiersz dobry, a wiersz grzeczny więcej jak gładki, a panegiryk zgrabnie pochlebiający herbowi, znaczeniu lub władzy był szczytem poezji; kiedy ogłada salonowa stanowiła większą część wartości literata”.

Tak więc w roku 1950 kandydat nauk Maria Żmigrodzka mogła uznać twórczość Dzierzkowskiego za żywe źródło tradycji mającego powstać realizmu socjalistycznego.

Salon i ulica” w POLONIE

◊◊◊

Artykuł powstał w ramach realizacji przez Bibliotekę Narodową projektu „Patrimonium – digitalizacja i udostępnienie polskiego dziedzictwa narodowego ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Jagiellońskiej” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020 oraz budżetu państwa.

◊◊◊

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zobacz także