Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Andrzej Dobosz zdecydowanie odradza. Biblioteka Narodowa. Dzieje jedynaka. Powieść przez Edwarda Chłopickiego 1830-1894


Bohater imieniem Amilkar urodził się w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Od wczesnego dzieciństwa był rozpieszczany przez matkę i jej dwie siostry. Miał bonę Szwajcarkę, która nauczyła go paplać po francusku. Ciotki uczyły go geografii, opowiadając o swych podróżach, a poezji – czytając zapisy w swych sztambuchach.

Gdy miał dwanaście lat, matka, posiadająca w Krakowie komfortową kamienicę, postanowiła się tam przenieść dla podratowania zdrowia. Wysłała do Krakowa męża, by wynajął dla niej stosowne mieszkanie i umeblował je. Amilkar towarzyszył matce, podczas gdy ojciec wrócił do majątku. W mieście nauczyciele widząc, że rodzicom nie zależy na prawdziwej nauce, lecz chodzi im o jej pozory, nauczyli go wszystkich salonowych wyrażeń i obdarzyli znacznym zbiorem encyklopedycznych ciekawostek. Mając lat osiemnaście wstąpił jako wolny słuchacz na wydział literacki uniwersytetu. Usłyszał tam wiele różnych formułek. Dla słabego zdrowia nie przystąpił do ostatecznych egzaminów i bez dyplomu wrócił na wieś. Widok skończonego młodzieńca sprawił na jego ojcu silne wstrząśnienie, po którym zaniemógł i w tydzień potem umarł.

Po pogrzebie, na którym Amilkar zwrócił  uwagę sasiadów swą nieprzeciętną urodą, towarzyszył matce wyjeżdzającej na kurację do Ciechocinka. Tam spotkali sąsiadkę, właścicielkę położonego obok majątku. Gdy matka odpoczywała po zabiegach, Amilkar, włożywszy frak i czarne rękawiczki, złożył pierwszą wizytę. Pani Żarska dość pulchna wdówka, średniego wzrostu ciemna blondynka, oczy miała piwne. Usta koralowe. Posągowo ukształtowany biust… małe ładnie utrzymane rączki, drobne z wysokim wygięciem nóżki dopełniały reszty tej prawdziwie powabnej kobiety. Ubranie jej na ten raz składało się z fałdzistej czarnego koloru balzarynowej sukni, koronkowego o różowej wstążce kaszpenia. Po oplotkowaniu gości przebywających w uzdrowisku Amilkar oświadczył, że nazajutrz zostanie  wstawiony fortepian i ma nadzieję na wspólne muzykowanie.

Złowiona muszka w sidłach mych pajęczych, pomyśał złośliwie w duszy, wracajacy do mamy zepsuty jedynaczek.

Wkrótce pani Żarska urządziła w okolicznym lasku piknik, na który zaprosiła dwadzieścia osób. Był wśród nich świeżo przybyły z Hejdelberga o naukowej powierzchowności syn pani Poraj. Postać Amilkara stała się  głównym tematem rozmów obecnych tam pań. Jednej najbardziej podobało się szlachetne zaniedbanie w całem jego wzięciu się, i to pełne czaru poetyczne roztargnienie, innej naturalność w obejściu i pewna doza powagi popartej ukształceniem umysłowem.

Amilkar, rozmawiając z kolejnymi damami od wszystkich otrzymywał zaproszenia do ich wiejskich dworów lub domów w Warszawie. Pod koniec wieczoru pani Żarska i nasz bohater zdążyli wyznać sobie uczucia.

Niemal równocześnie Amilkar opowiedział pannie Julii Łowickiej, że chciałby zyskać jej przyjaźń i rękę. I oto zdarzyło się, że beznadziejnie zachorował brat matki Amilkara, cały majątek zapisując swej wychowance, Annie. Anna zamieszkała w ich dworze. Amilkar jeden wieczór poświęcał pani Żarskiej, następny Julii Łowickiej. Po paru miesiącach, pewnej niedzieli, opuszczając kościół w towarzystwie matki i Anny wreszcie zauważył, że wszyscy obecni przypatrują się Annie, którą sam pamiętał jako małą bladą dziewczynkę, komentując jej niezwykłą urodę. W ciągu kilku chwil przeszedł od obraźliwego chłodu do ogromnej uprzejmości, ba, czułości. Anna traktowała nieufnie zmianę jego postępowania. Przyjęła jednak oświadczyny, co spełniło nadzieje matki Amilkara.

Wiadomość o zaręczynach rozeszła się po okolicy. Pani Żarska w porozumieniu z rodziną Julii postanowiła zemścić się. Zaprosiła na raut całe okoliczne towarzystwo oraz Amilkara. Został on chłodno przez wszyskich przyjęty. Zamierzał nawet tłumaczyć się, że zaręczyny to tylko projekt jego matki. Usłyszał wówczas, że motywem jego kroku jest pokaźny posag panny. Wreszcie pani Żarska podniesionym głosem oświadczyła, że dość tej komedii ze zwodzeniem wszystkich kobiet w okolicy i zaręczeniem się z nieszczęśliwą ofiarą jego kolejnych miłostek, prosząc przy tym, by uważał ich znajomość za skończoną i dom jej na zawsze zamknięty. Z podobnym oświadczeniem wystąpili rodzice Julii.

Amilkar wyjechał do Warszawy przygotować wyprawę Anny, by po miesiącu ściągnąć tam ją i matkę , i wziąć ślub. Przez ten czas szalał na stołecznych balach i podbił wiele kobiecych serc.

Tymczasem stęskniona Anna zaczęła powątpiewać w uczucia Amilkara. Zaczęła też prowadzić sentymentalny dziennik, niestety przytaczany w powieści w zbyt obszernych fragmentach. Wreszcie w ostatnią sobotę zapustów odbył się  ślub. Wieczór weselny  spędzono w małym kółku ścisłej rodziny. Nazajutrz nowożeńcy odjechali do Białego Dworu, posiadłości Anny.

W ciągu trzech miesięcy Amilkar ani na chwilę nie opuszczał żony, poświęcając jej wszystko. Po tym okresie napisał list do matki z prośbą o przybycie, aby pomóc  spodziewającej się dziecka  Annie. Wkrótce pochłonęły go interesy i lektury, widywał żonę tylko podczas śniadania, obiadu i wieczerzy.

Porę tygodni później, zabierając sporą porcję gotówki, wyjechał do stolicy dla załatwienia jakiejś sprawy. Tam wpadł w grono złotej młodzieży, znajdując  przyjaciela hrabiego Skarbimira, który, wybierając się do Paryża nakłonił go, by mu towarzyszył dla poznania świata. W dodatku Amilkar otrzymał spadek po zmarłym tam kuzynie, w postaci dużej gotówki i ładnej willi w Auteuil pod Paryżem. W Paryżu obaj przyjaciele prowadzili gorszący tryb życia.

Dopiero list matki donoszący, że Anna za kilka dni zacznie rodzić, skłonił Amilkara do szybkiego powrotu. Anna urodziła ładnego synka, który zdrowo się chował. Sama stale chorowała. Przez kilka miesięcy Amilkar, ciesząc się małym Gabrielem, odzyskał dawną czułość dla żony. Niebawem jednak życie rodzinne zaczęło go męczyć. Wobec przeciągającej się choroby Anny lekarze doradzili im wyjazd na południe Włoch lub Francji. Amilkar przystał na to  i cała rodzina, z matką i jej siostrą, wyruszyła do Hyéres w Prowansji. Anna, zgodnie z zaleceniami medyków, spędzała długie godziny w fotelu na balkonie, czasem, wsparta na ramieniu męża lub matki, odbywała  krótkie spacery. Pewnego razu  z balkonu zobaczyła kawalkadę jeźdźców, a wśród nich Amilkara w towarzystwie amazonki. Zaniosła się płaczem prosząc teściową, aby po jej śmierci dopilnowała religijnego, moralnego wychowania Gabriela. Wkrótce  zmarła. Amilkar był wtedy zaplątany w romans z piękną i bogatą Brazylijką, która chciała z nim uciec do Ameryki. Wytłumaczył jej, że najpierw musi przewieźć dziecko i zwłoki żony do kraju. Brazylijka poprosiła go o ostatnie spotkanie. Jednak mąż  jej przejął ich korespondencję i z ukrycia ciężko postrzelił Amilkara w prawą nogę. Gabriela i matkę musiał odwieźć ktoś inny. Amilkar pod opieką chirurga pozostał w swej willi w Auteuil.  

W ciągu dziesięciu następnych lat posiwiał, a także przeputał pozostawioną mu połowę majątku.

W ostatnim rozdziale powieści jeden z jego dawnych znajomych, podczas wizyty w krakowskim klasztorze, słyszy bardzo piękne wykonanie organowe Requiem Mozarta. To gra nowicjusz, kulejący ojciec Euzebiusz,  nowe wcielenie Amilkara. Gość spotyka się z Euzebiuszem, który dopytuje się o losy syna. Gabriel chowa się szczęśliwie. jest dzieckiem wielkich zdolności, uczy się wybornie, kochany przez kolegów i nauczycieli.

Euzebiusz sądzi, że jeszcze nie odpokutował swych win, by móc widzieć i pobłogosławić syna.

Ja z zimną krwią, z zastanowieniem, ze stoicką cierpliwością anatomika szarpałem najdrobniejsze fibry uczucia i obowiązku; z własnej niemocy i bezwładności czerpałem olbrzymie zniszczenia siły; do maski życia zwabiałem życie rzeczywiste; w objęcia trupa, galwanizowanego kwiatami wyobraźni, nie męskim sprytem, blichtrem ukształcenia i ujmującą ciała powierzchownością – przyciągałem spokój, byt i życie niewinnych i bezbronnych istot.