Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog
Bociany, Józef Chełmoński, 1900, źródło: http://cyfrowe.mnw.art.pl

Bociany, Józef Chełmoński, 1900, źródło: http://cyfrowe.mnw.art.pl

Oprócz szczęścia bocianowi, zwanemu gdzieniegdzie Księdzem Wojtkiem, przypisywano również moce mające chronić miejsca, w których się osiedlił. W artykule „Święty i przeklęty” opublikowanym w czasopiśmie „Lud” Szymon Matusiak pisze:

W powiecie tarnobrzeskim, gdy z wiosną zobaczą dzieci wiejskie bociana, wołają: „Dookoła, Wojtusiu, dookoła!” bo im większe zatacza koła i większe okrąży przestrzenie, tem lepiej dla tych przestrzeni ze wszystkiem, co na nich jest: chroni to od wszystkiego złego.

Twierdzono, że gospodarstwa, w których założył gniazdo chronił przed ogniem, gradem i piorunami. Sam dom natomiast, na którym było zbudowane gniazdo, stawał się wolny od złych duchów. Nic więc dziwnego, że tak ochoczo był wabiony do gospodarstw przez mieszkańców wsi. Metod było wiele. Do przygotowanego miejsca pod gniazdo kładziono igłę, kawałek metalu lub coś błyszczącego co miało zwrócić uwagę bociana. Pomóc miało także położenie na podstawie, będącej zazwyczaj broną, kawałka cukru, chleba i trojaka (monety trzygroszowej). Ważne było także to, żeby brona ta została zaciągnięta pod stodołę przez bezżennego młodziana przy pomocy swojej dziewczyny. Tak przygotowanemu miejscu bocian nie mógł się oprzeć. Gdy już zbudował swoje gniazdo wystarczyło otoczyć go należnym szacunkiem, aby powracał do niego co roku.

Eugeniusz Janota w swoim dziele „Bocian: opowiadania, spostrzeżenia i uwagi” przedstawia przypadek jaki miał miejsce w Heidelbergu, gdzie pewien cukiernik miał dosyć bocianów przesiadujących na dachu jego cukierni. Po dogadaniu się ze swoim sąsiadem, który mimo chęci nie został obdarzony bocianim towarzystwem, postanowili zimą przenieść gniazdo na sąsiedzki dach. Po powrocie bociany po krótce obadały położenie swojego nowego gniazda i zaczęły po kawałku przenosić je z powrotem na dawne miejsce, bo „…gdyby je były chciały mieć na tym domie, to je tutaj były mogły zbudować, a musiały mieć słuszne do tego powody, że je zbudowały na domie cukiernika.”

Portret z bocianem, Busko-Zdrój 1936, źródło: http://www.bikop.eu/

Portret z bocianem, Busko-Zdrój 1936, źródło: http://www.bikop.eu/

Ptaki te zyskały także przychylność ludu w związku z zaobserwowanym u nich przykładnym życiem rodzinnym. Bociany wiążą się w pary i często spędzają ze sobą całe życie wspólnie opiekując się potomstwem. W 1818 roku Ignacy Czerwiński w swoim wywodzie „Skąd to iest, że lud pospolity, osobliwie na wsiach pozwala z radością gnieździć się bocianom…” pisał:

Wierność iego w wspólnem stadle, tudzież miłość iego dla dzieci, a tych znowu wdzięczność ku swoim starym rodzicom, ledwie nie za przykład moralności samemu człeku służyćby mogły.

Janota z kolei o bocianim związku pisał w ten sposób:

Małżonkowie dochowują sobie sumiennie wiary małżeńskiej, a to bez wystawiania rewersów lub jakichbądź innych aktów, któremi tylko człowiek słabą i lichą wolą swoję wiązać musi, a które częstokroć ostatecznie także bezskutecznemi się okazują.

Bocianom towarzyszył także przesąd, który obecnie wciąż stosowany jest przez rodziców, chcących uniknąć niezręcznych rozmów ze swoim dzieckiem. Mówił on o tym, że to bociany są odpowiedzialne za przynoszenie dzieci. Jakkolwiek dosłowne znaczenie tego twierdzenia wśród ludu również było przeznaczone jedynie dla dzieci, jego źródeł możemy doszukiwać się w religiach przedchrześcijańskich.

Wspomniana wcześniej nazwa Adebar odpowiedzialna za powstanie polskiego Wojtka w języku staronordyckim oznacza „przynoszącego życie”. Na naszych ziemiach bocian natomiast uważany był za ptaka pochodzącego od Rody, pradawnego boga słowiańskiego odpowiedzialnego za poczęcie i dawanie życia, a co za tym idzie za rodzicielstwo. Wierzono, że to właśnie za pośrednictwem ptaka dusza została przeniesiona z krainy bogów na ziemię. Ślad po tym wierzeniu zachował się do dziś w języku Chorwatów i Serbów, gdzie bocian nosi właśnie nazwę „roda”. Nie była to jednak jedyna rzecz, którą Rod przekazywał ludzkości za pośrednictwem bocianów. Wraz z darem życia bocian przynosił także ogień.

Chroniąc życzliwych gospodarzy przed ogniem pochodzącym z niebios pod postacią gromów, miał również zsyłać ogień na swoich wrogów. Wierzono, że rozgniewany był w stanie spalić wrogie gospodarstwo przynosząc w dziobie zapalone łuczywo lub głownię. W przypadku braku powyższych, sam krzesał dziobem ogień siedząc na dachu.

Jak donosi Majewski, mieszkaniec Niebylca niedaleko Rzeszowa poinformował dr Janotę, że 16 czerwca 1876 roku niejaki Jan Drabek z miejscowości Sobiernie zabrał młode bocianom z gniazda znajdującego się na stodole włościanina Michała Pokrywki. Gdy rodzice wrócili na miejsce zaczęli rozpaczliwie klekotać po czym odlecieli od gniazda. Po chwili przy gnieździe znalazła się grupa ośmiu bocianów, które po wspólnym klekotaniu również oddaliły się od niego. Po paru godzinach na miejsce miał przylecieć znów samiec, tym razem niosąc w dziobie żarzący się węgiel z pobliskiego ogniska, który ułożył na szczycie stodoły podpalając ją.

Bocian jako zwiastun nie ograniczał się wyłącznie do wiosny i szczęścia. Szczęśliwy był tylko ten, kto zobaczył pierwszego bociana w locie. Kto pierwszy zobaczył go siedzącego, w krótkim czasie miał zachorować. Gdy zobaczył go stojącego lub siedzącego na gnieździe, miał się stać leniwym, gnuśnym i słabym. Kto usłyszał klekocącego bociana, a go nie zauważył, miał tego roku niszczyć każdy sprzęt zaprzęgowy, którego się dotknie. Nieszczęście natomiast spadało no dom, którym bocian wzgardził.

Obraz idealnej rodziny rozpływał się w oczach ludności wiejskiej w momencie, gdy bocian wyrzucał z gniazda jedno ze swoich piskląt. Czyn ten miał zwiastować okres nieurodzajów. Tłumaczono to także tym, że bocian jako istota żyjąca jedynie w parach musi mieć parzyste potomstwo. Gdy liczba się nie zgadzała, bez najmniejszych skrupułów pozbywał się nieparzystego pisklęcia. Obserwowano także liczne zdrady, krwawe potyczki samców, czy mordy dokonywane na partnerach. Uważano, że bocian zawsze poszukiwał zemsty za swoją niedolę. Twierdzono, że nigdy nie był w stanie przeboleć zdrady małżonki, na której jednak nigdy nie mścił się bezpośrednio.

Jako przykład opowiadano o eksperymencie polegającym na podmienianiu jaj bocianich z kurzymi lub gęsimi. W momencie wyklucia piskląt ojciec widząc w gnieździe odmieńców wydawał głośny klekot i ze smutkiem oddalał się od gniazda. Do samicy natomiast po pewnym czasie podlatywała grupa innych bocianów, które po obejrzeniu osobliwego potomstwa uśmiercały je wraz ze znajdującą się na gnieździe matką.

W momencie, gdy bociany zbierały się do odlotu, ich sejmiki lud odbierał jako wróżbę wojny i biedy. Według opowieści ludności Janowa, najważniejszy bocian w trakcie sejmiku chodzi przed szeregiem przemawiając do zgromadzonych bocianów, jednocześnie prowadząc przegląd stanu bocianiego hufca. Dokonuje on wtedy wyboru najsłabszych bocianów, które nie są w stanie odbyć podróży. Wybrane słabe jednostki miały być uśmiercane przez pobratymców. Zgodnie z podaniem ludu z okolic Krakowa, śmierci tej ma towarzyszyć śpiew gnębionych przez bociani ród żab:

– Siostro?

– Cóż?

– Umarł bocian.

– Już?

– A my temu rade, rade, rade

Bocian i żaby, J.B. Rundell, AEsop's fables, Londyn 1896. Źródło: https://openlibrary.org

Bocian i żaby, J.B. Rundell, AEsop’s fables, Londyn 1896. Źródło: https://openlibrary.org

Pomimo tego, że zabójstwo bociana uznawane było za grzech, nie uważano go za świętego. Przed czynem tym powstrzymywał również fakt, że mógł on sprowadzić na zabójcę liczne nieszczęścia. Jego moc nie była uznawana za dar od Boga. Wśród ludu zachowała się świadomość tego, że pochodziła ona od pogańskich bożków, którzy wraz z przyjęciem wiary chrześcijańskiej przyjęli postać diabłów. Razem z nastaniem chrześcijaństwa z bocianem również stało się coś złego. Stał się półdiabłem, z którego te same dzieci, które cieszyły się z jego przylotu, szydziły słysząc jego klekot:

Klekle, ino klekle,

Siedzi matka w piekle

Co ona tam robi?

Klóski żabom drobi 

Strach ludu przed diabelskimi mocami bociana stopniowo przeobrażał w umysłach pospólstwa jego postać w coraz bardziej nikczemną i odrażającą. Tak powstało Boćko – kosmaty potwór o trzech lub siedmiu głowach, kryjący się w norach i jaskiniach, z których wychodził, by pożerać ludzi i zwierzęta.

A musiało to boćko kogo koniecznie zjeść i jak na wsi nie mogło złapać, wybijało okna do chałup, porywało pierwszego lepszego człeka lub bydle i zeżarło.

W rzeczywistości strach ludności wiejskiej przed towarzyskim ptakami, które jak podaje hr. Kazimierz Wodzicki w swoich „Zapiskach OrnitologicznychOdwagą w ataku nie odznaczają się, nawet przy wielkim apetycie, targnąć się nie śmią na większe trochę żyjątko, mógł wynikać z pewnej osobliwej sytuacji, w jakiej człowiek nie zwykł być stawiany.

Rzadko zdarza się, żeby jeden z dzikich przedstawicieli fauny, pomimo ludzkiej nieprzewidywalności, paranoi i rozchwiania emocjonalnego, odnalazł pewne korzyści w towarzystwie człowieka i zaakceptował go jako część środowiska życia. Tym rzadziej zdarza się, żeby gatunkiem, który obdarza nas przychylnością nie była byle bakteria zalegająca w jelicie, lecz gatunek tak okazały i dostojny.

Człowiek wykorzystywał tę sytuację przez wieki, obarczając swojego towarzysza-niemowę winą za wszelkie niegodziwości i niepowodzenia. Nie potrafiąc zapanować nad wybiegami swojego umysłu, po pewnym czasie sam uznawał to za prawdę. Samą przychylność bociana potrafił z kolei obrócić przeciwko drugiej osobie, gardząc tymi, w których gospodarstwie nie zamieszkała bociania rodzina.

Przykładem tego jest wieś Zazdrość położona obecnie w obwodzie tarnopolskim na Ukrainie. Zgodnie z zachowanymi podaniami nazwa ta powstała właśnie w wyniku zazdrości jaką żywili wzgardzani gospodarze wobec innych, którzy z dumą gościli na swojej posesji bocianie rodziny. Zazdrość o stodołę z bocianim gniazdem na szczycie może być wyjątkowo niebezpieczna, kiedy do głosu dochodzi władający ogniem rodzaj ludzki. Podsumował to hr. Wodzicki w „Zapiskach…” kierując prośbę do bocianów:

My wam zachowamy sumiennie wasze gniazda, ulubione stare drzewa; a wy tymczasem strońcie od ludzi w ogólności, bo nie wiele ich dobrych…

◊◊◊

Artykuł powstał w ramach realizacji przez Bibliotekę Narodową projektu „Patrimonium – digitalizacja i udostępnienie polskiego dziedzictwa narodowego ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Jagiellońskiej” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020 oraz budżetu państwa.

◊◊◊

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.