Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog
Bocian, Georges-Louis Leclerc de Buffon, Histoire naturelle des oiseaux, t. VII, Paryż 1780

Bocian, Georges-Louis Leclerc de Buffon, Histoire naturelle des oiseaux, t. VII, Paryż 1780

Ludowe spojrzenie na świat przyrody od wieków wystawiane było na pogardę ze strony środowiska uczonych, którzy jako jedyni posiadali umiejętności i narzędzia niezbędne do dokładnego uwiecznienia go w piśmie. Wyłączną metodą umożliwiającą przetrwanie elementów kultury ludowej były więc podania słowne. Ten sposób przekazu informacji wymagał współpracy wielu pokoleń, w wyniku czego pewne spostrzeżenia ulegały modyfikacjom, inne natomiast były stopniowo zacierane. Na przełomie wieku XIX i XX próbę zachowania przed zapomnieniem ludowej wizji świata zwierzęcego podjął Erazm Majewski – archeolog, socjolog, etnograf i biolog, który obecnie określany byłby mianem etnobiologa. Czytelnikom może być on jednak bardziej znany jako autor powieści fantastycznych takich jak Doktór Muchołapski, czy Profesor Przedpotopowicz.

Erazm Majewski, źródło: http://www.nac.gov.pl/

Erazm Majewski, źródło: http://www.nac.gov.pl/

Jednym z marzeń Majewskiego było stworzenie obszernej pracy zatytułowanej „Zoologia ludowa polska” która miała być encyklopedycznym zbiorem ludowych pojęć o zwierzętach. Podjął w tym celu współpracę z etnografami Wojciechem Szczęsnym Jastrzębowskim oraz Józefem Saneckim. Ogrom materiału, któremu musieli stawić czoło niestety przerósł naukowców. Dzieło ostatecznie nie powstało, jednak Majewski pozostawił po sobie serię publikacji zawierających zbiór spisanych ludowych podań przedstawiających barwny i surrealistyczny obraz rodzimej fauny. Obraz ten zwykle ubrany był w przesadę i poezję, jednak w wielu przypadkach fantastyka przeplatała się z wiedzą ludową wynikającą z obserwacji, które towarzyszyły życiu w bliskiej styczności z przyrodą. Do podań ludowych sam Majewski odnosił się w następujący sposób:

 Dopóki takowe nie rozsypią się w próchno, obowiązkiem jest dobrego bibliofila przechować je starannie, choćby się miały kiedyś okazać bezwartościowemi, wiadomo bowiem, że nie jeden fakt, pozornie błahy lub niedorzeczny, urasta przy odpowiednim oświetleniu do pierwszorzędnego znaczenia w nauce i staje się dokumentem oraz podstawą ważnych wniosków.

Pierwszą publikacją Majewskiego przybliżającą ludową wizję świata zwierząt był „Bocian w mowie i pojęciach ludu naszego”. Dzięki niej oraz innym dostępnym opracowaniom jesteśmy w stanie przekonać się, jak ten ptak był niegdyś postrzegany przez nasz lud.

Zgodnie z przedstawionym przez Majewskiego zbiorem podań bocian jest chłopem. Został on przemieniony w ptaka przez Boga po tym, kiedy ten mu się w jakiś sposób naprzykrzył. Za pierwszego bociana uznawany był ciekawski mężczyzna, który zgodnie z podaniami ludu litewskiego nosił imię Stonelis.  Pewnego dnia otrzymał on od Boga wielki wór, który miał niezwłocznie utopić. Przekazując go Bóg jednocześnie zaznaczył, żeby pod żadnym pozorem nie zaglądał do jego wnętrza. Stonelis nie mogąc pohamować swojej ciekawości przekroczył pierwszy stopień do piekieł i rozsupłał worek tuż przed wrzuceniem go do wody. Okazało się, że Bóg nie chcąc, aby po ziemi tak licznie pełzało jakiekolwiek plugastwo umieścił w worku gady i płazy wraz z bliżej nieokreślonym „robactwem”. Kiedy ciekawski chłop zajrzał do środka cała zawartość rozbiegła się po świecie. Zmartwiony Stonelis wrócił do Boga, który w tym momencie ogrzewał się przy ognisku z jodłowych gałęzi. Bóg słysząc co się stało zdzielił go płonącą głownią zmieniając jednocześnie w bociana. Od tego momentu Stonelis musi maszerować za pługiem i czyścić świat z uwolnionego przez siebie plugastwa. Pamiątką po uderzeniu rozpaloną głownią są jego osmalone skrzydła. Historię można przeczytać w pracy Ludwika Jucewicza „Litwa pod względem starożytnych zabytków, obyczajów i zwyczajów”.

Według lokalnych wierzeń chłopi zamieniani byli w bociany również w wyniku innych przewinień. Bocianem stawał się mężczyzna, który orał w święto. Gdy Pan Jezus przechadzał się po ziemi pod postacią dziada, a chłopi nie odpowiadali mu na pochwałę jego ojca, też przemieniał ich w tego ptaka.

Ten dziad był sam Pen Krystus, chtóry ino spoźrzał, a z chłopów już stały się boćki, a ich kosy dzióbami, rence skrzydłami, tylko nogi długie kiejby ludzkie gicole

Godne uwagi jest to, że bociany miały początkowo mówić po polsku. Za utratą ich mowy stał diabeł Iskrzycki, który chronił pewien możny ród od wygaśnięcia. Iskrzycki miał pomóc w narodzinach dziecięcia, co spostrzegły bociany przez komin, na którym zbudowały swoje gniazdo. Dostał on polecenie ich uciszenia w celu zachowania dyskrecji. Zgodnie z informacją podaną w czasopiśmie „Lud” Oskara Kolberga, rodem tym mieli być Sapiehowie, ponieważ plac Sapieżyński, a obecnie plac Wielkopolski w Poznaniu, słynął z licznych bocianich gniazd.

Nazwa „bocian” pochodzi od słów boczan lub boczoń. Nazywano tak każde zwierzę u którego boki były innej maści niż grzbiet i brzuch. Nazywano go także m.in. bociąg, bocoń, bózko, busiok, dziopan, klabocian, grzechotka lub klekotka. Wśród flisaków zyskał natomiast miano Księdza Wojtka. Pisze o tym między innymi Sebastian Klonowicz w dziele „Flis”.

Choć w rewerendzie nie widzisz kapłana,

Jednak zów księdzem Wojciechem bociana

Gdy owo sobie kroczy nad żabińcem

Jak nad zwierzyńcem…

Flisacy na rzece Prypeć, ca 1936

Flisacy na rzece Prypeć, ca 1936

Jak można wywnioskować z tego fragmentu, porównanie do księdza wynika z podobieństwa barwy bociana do rewerendy, czyli sutanny. Jak podaje Antoni Mierzyński w Przyczynkach do Mytologii Porównawczej Wojciech związany jest z germańskimi nazwami bociana: Odebero, Adebar lub Adeber. Słowianie nie odróżniając Adebera od imienia Adelbert, będącego odpowiednikiem Wojciecha, nadali mu również imię Wojtek. Według ludu nadrabskiego jednak, imię Wojtuś wzięło się również od chłopa o tym imieniu, którego Bóg zamienił w bociana.

W dawnych czasach mniemano, że na zimę bociany zanurzają się w stawach i jeziorach, gdzie pod wodą starają się przeczekać niesprzyjającą porę roku. Z czasem jednak lud słusznie doszedł do wniosku, że przed zimą bociany wylatują do „cieplic”. W cieplicach jednak prowadzą zupełnie inne życie. Przemieniają się z powrotem w ludzi, wracają do swoich izb i zajmują się swoimi codziennymi ludzkimi sprawami. Stosują jednak przy tym dietę składającą się jedynie z gadów i płazów.

Wśród ludu bocian budził szacunek przede wszystkim ze względu na swoją pracowitość w oczyszczaniu świata ze szkodników, a za takie były uznawane wszystkie pełzające, oślizgłe, cichcem przemykające pod butem istoty, które zazwyczaj wybiegały poza estetykę przeciętnego chłopa. Cygański w swoim dziele „Myślistwo ptasze” pisał o nim tak:

To ptak domowy, pożytek go taki:

Jadowite, sprośne trawi robaki,

i przetoż rzadko myśliwiec nań jedzie,

nie rad go jada na swoim obiedzie.

 Bocian od zawsze uznawany był za zwiastun wiosny. Dla dzieci, jego przylot oznaczał, że od tego momentu mogą spędzać więcej czasu poza domem. Mazurzy twierdzili, że na swoich skrzydłach przynosi ostatni śnieg. Jego przylot kojarzony był z końcem przednówkowej biedy i męki. Między innymi dlatego był traktowany także jako zwiastun pokoju i szczęścia. Osobom, które upatrzyły go jako pierwsze wróżono pomyślny rok i obdarowywano podarunkami. Istniały także liczne wróżby związane ze spostrzeżeniem swojego pierwszego bociana. Jeżeli ujrzano pierwszego bociana w locie znaczyło to, że człowiekowi długo będzie dopisywać zdrowie, będzie przezorny i pilny. Jeżeli w locie spostrzegła go panna lub kawaler, oznaczało to rychłe zaślubiny. Jeżeli chodził po ziemi, miało skończyć się na zalotach, a gdy stał w miejscu, to rok pod tym względem miał być spokojny. W Szczepanowie, kto pierwszy go zobaczył pędził się umyć, „aby być rzeźwym i wesołym, jak bocian”. Na Litwie z okazji jego przybycia organizowano święto Sterkawimas, dzisiaj znane pod nazwą Gandro diena. W Niemczech ich przybycie natomiast obwieszczane było przez miejscowych trębaczy. W wieku XV i XVI bocian i szczęście traktowane były niemal jako synonimy. Stąd popularne w tamtych czasach porzekadło „Bociana sprowadzić”, co znaczyło tyle, co sprowadzić szczęście. Jak okaże się w dalszej części szczęściem tym nie mogli być jednak obdarzeni wszyscy.

◊◊◊

Artykuł powstał w ramach realizacji przez Bibliotekę Narodową projektu „Patrimonium – digitalizacja i udostępnienie polskiego dziedzictwa narodowego ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Jagiellońskiej” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020 oraz budżetu państwa.

◊◊◊

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zobacz także

Gra w praszczura

„Dziś już wiemy, że Polacy nie pochodzą od bajecznego Assarmotu” napisano dzieciom explicite dopiero w XX wieku, choć historycy sto lat wcześniej starali się skruszyć tego niefortunnego prototurbosłowiańskiego bałwana…