Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Wiedza na temat właściwości roślin wynika z wielopokoleniowych doświadczeń naszych przodków poszukujących nowych źródeł pożywienia lub lekarstw. Stąd dowiedzieliśmy się o przeciwgorączkowych właściwościach kory wierzby, antyseptycznym czosnku, pobudzającej kawie, zabójczym szaleju czy łagodzącym dolegliwości żołądkowe taszniku znanym niegdyś pod nazwą stulidupa. Prowadzone przez naszych dziadów eksperymenty były jednak często zaburzane przez dziwne zbiegi okoliczności. Zdarzało się, że ktoś tracił zmysły, kiedy udało mu się wykopać z korzeniem przestęp biały. Temu, kto miał w ogrodzie hortensję, nie wiodło się w małżeństwie. Tuż po ścięciu czarnego bzu jego właściciel zaczynał chorować na artretyzm, dostawał paraliżu lub po prostu umierał. W wyniku takich spostrzeżeń zaczęto przypisywać roślinom, oprócz właściwości leczniczych i spożywczych, również właściwości magiczne.

Kiedy przegląda się dzieła etnograficzne takie jak Lud Oskara Kolberga lub artykuły z miesięcznika „Wisła”, trafić można na liczne wzmianki dotyczące roślin magicznych. Mimo powtarzających się informacji na temat ich zastosowania, w wielu przypadkach trudno jest jednoznacznie określić gatunek, o którym jest mowa. Jedną z takich roślin jest „złodziejska trawa”, czyli roślina, przy pomocy której można było łamać okowy, rozrywać więzy oraz otwierać wszystko, co wcześniej zostało zamknięte. Według podań roślina ta szczególny wpływ miała na żelazo, powodując, że przy dotyku pękało. Przy jej pomocy można było także rozsupłać rozmaite węzły i pęta. Według niektórych relacji jej magiczne właściwości uaktywniały się jedynie o północy, zgodnie z innymi używać jej można było w sposób nieograniczony o każdej porze dnia. Osobami potrafiącymi rozpoznać to ziele byli czarownicy, czarownice oraz złodzieje. Po zdobyciu złodziejskiej trawy jej użytkownik wkładał ją sobie „za pazur”, to jest robił nacięcie w dłoni, w które wpuszczał wyciśnięty z niej sok, lub wszywał w dłoń część rośliny. Po tym zabiegu miał już zdolność otwierania wszystkiego, co znajdowało się w zasięgu jego rąk.

Według pospólstwa ten gatunek trawy był trudny do odnalezienia. Jak podaje Stefania Ułanowska w artykule Wśród ludu krakowskiego opublikowanym na łamach „Wisły”: „nieświadomemu trudno ją poznać”. O trudnościach w jej rozpoznaniu pisze także Bronisław Gustawicz w drugiej części swojej pracy Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody. Nie mając wiedzy na temat wyglądu poszukiwanego zioła, ludność uciekała się do innych metod jego pozyskania. Według ogólnej wiedzy była to roślina łąkowa. Jej obecność można było zauważyć podczas sianokosów, gdy natrafiająca na nią kosa rozpadała się. Koniom, które na nią nastąpiły, spadały pęta i podkowy. Dziewczętom z kolei po nadepnięciu na nią spadały zapaski. Gdy z miejsca, w którym się to stało, zebrano siano i wrzucono je do płynącej wody, magiczna trawa płynęła pod prąd. Kolejną przesłanką była nagła zmiana warunków atmosferycznych tuż po jej ścięciu lub zerwaniu:

Gdy przypadkiem ktoś wiedzący lub niewiedzący urwie lub ukosi na łące tego ziela, z pewnością deszcz padać będzie i w robocie szkodzić, bo tak chce diabeł, który go pilnuje. (Kolberg, Lud, Ser. 7, Krakowskie, Cz. 3, Kraków 1874)

Deszcz w trakcie sianokosów był jednak często pojawiającym się problemem i nie wiadomo, czy wynikał ze ścięcia magicznych ziół, czy po prostu ze złośliwości osób znanych z umiejętności manipulowania pogodą.

Kiedy człowiek łąki kosi,
lada baba deszcz uprosi.
(„Wisła”, T.3 [1889], z. 3)

Wartymi uwagi metodami na zdobycie złodziejskiego ziela było wykorzystanie wiedzy botanicznej posiadanej przez zwierzęta.

Więc też, kto chce zdobyć sobie tę trawę powinien wyszukać gniazdo żółwia wysiadującego jaja, i w chwili gdy pójdzie na żer, otoczyć mu gniazdo płotkiem do-koła. Żółw powraca, i znalazłszy zaporę która mu nie pozwala dostać się do gniazda, idzie po ową cudowną trawę, a przyniósłszy ją w pyszczku, przytyka do płotka, i płotek się przewraca. (Kolberg, Lud,  Ser. 19, Kieleckie, Cz. 2, Kraków 1886)

Jeż, Conrad Gesner, Historiae animalium lib. I de quadrupedibus uiuiparis…, Tigvri : apud Christ. Froschovervm, [post VIII] 1551.

Znalazszy potomstwo jeża, trzeba je ogrodzić płotkiem i wokoło oczyścić ziemię z trawy i mchu. Gdy jeż ujrzy dzieci swoje zamknięte, przynosi znane sobie ziółko i dotyka nim płota, który się natychmiast rozpada. („Wisła”, T.17 [1903], z. 3)

Buffon, Histoire naturelle des oiseaux, t. VII, A Paris : de l'imprimerie royale, 1783.

Dzięcioł czarny, Georges-Louis Leclerc de Buffon, Histoire naturelle des oiseaux, t. VII, A Paris : de l’imprimerie royale, 1783.

Trzeba zalepić gniazdo dzięciołowi (Schwarzspecht) w czasie, kiedy ma młode. Dzięcioł przyniesie w dziobie korzeń, który ma moc otwierania wszelkich zamków. Trzeba wtedy rozłożyć szybko na ziemi chustkę czerwoną. Ptak się przestraszy i upuści korzeń. („Wisła”, T.8 [1894], z. 4)

Cietrzew, Eleazar Albin, Histoire naturelle des oiseaux, ornée de 306 estampes […], A la Haye : chez Pierre de Hondt, 1750.

Powiada on, że Salomon znał własności tajemnicze tego ziela i użył ich przy budowie świątyni jerozolimskiej. „W skałach nadbrzeżnych morza śródziemnego gnieździł się cietrzew. Król Salomon wysyła tamże powiernika swego. Tenże ukrywa się w pobliżu gniazda jego. Gdy cietrzew odleciał po żer dla młodych swoich, powiernik Salomona nakrył gniazdo kloszem kryształowym. Cietrzew powróciwszy, nie mogąc dostać się do swoich młodych, zwrócił się szybko i po krótkiej chwilce powrócił, niosąc w dzióbie rozryw-ziele. Dotknął się niem klosza, który w oka mgnieniu rozpadł się na kilka kawałków. Wtedy ów powiernik Salomona z krzykiem i wrzaskiem wyskoczył z ukrycia swego na ptaka, który przelękniony upuścił tajemniczą trawę, którą posłaniec podniósł i zaniósł panu swemu. Tenże potrzebował nim tylko po kamieniu pociągnąć, a kamienie łupały się w wskazanym kierunku”. (B. Gustawicz, Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody, Cz. 2, Rośliny, Kraków 1882)

Kraska, Philibert Guéneau de Montbéliard, Histoire naturelle des oiseaux, t. III, A Paris : de l’imprimerie royale, 1774.

Mówią, że krasnowronka, która ma się, to jest gnieździ się, w drzewie po dziurach, zna je dobrze, bo gdy się jej zatka otwór do gniazda kołkiem, to leci, przynosi tego ziela w dzióbku, przytyka do kołka i kołek wyskakuje. Lecz potem, nie rzuci nigdzie tej trawy, chyba na wodę lub na ogień, więc trzeba mieć przygotowaną chusteczkę czerwoną i rozesłać ją pod drzewem, a wtedy ptak, myśląc, że to ogień, upuści ją na chusteczkę. („Wisła”, T.1 [1887], z. 3)

W zależności od regionu odpowiedzialnością za zdobycie złodziejskiej trawy obarczano coraz to inne zwierzę. W Polsce, jak i w krajach położonych dalej na zachód, najczęściej wykorzystywano ptactwo, przy czym gatunkiem znalezionym jedynie w polskich źródłach jest krasnowronka, znana dzisiaj jako rodzima kraska. Żółwiem posługiwano się za wschodnią granicą, gdzie złodziejską trawę określano także mianem „żółwiowego ziela”. Usługi jeża najwyżej cenione były natomiast w krajach bałkańskich, w których zioło to znane było pod nazwą raskovnik. Gatunkiem najczęściej pojawiającym się w podaniach jest dzięcioł czarny. Opisy dotyczące jego związków z tajemniczą magiczną rośliną sięgają starożytności. Wzmianki o tym można znaleźć w Historii Naturalnej Pliniusza Starszego powstałej w I wieku naszej ery:

Są także małe ptaki z zakrzywionymi pazurami, jako to dzięcioły; pomiędzy temi odznaczają się nazwane dzięciołami Marsa […] Pospólstwo mniema, że kliny, które pasterz w ich dziury wbija, wypadają skoro one pewną roślinę do nich przybliżą. Trebiusz powiada, że gwóźdź lub klin, z jakąkolwiek bądź siłą wbity w drzewo, w którem on (dzięciół) gniazdo swoje ma, wyskakuje natychmiast z trzaskiem drzewa, skoro tylko dzięciół na gwoździu lub klinie siędzie. (Pliniusz, Historia naturalna, X, 20)

Walenty Schweitzer, Nasi przyjaciele pomiędzy zwierzętami czyli Krótka historya naturalna tych zwierząt, które jako użyteczne gospodarstwu ogrodowemu, polnemu i leśnemu, na pielęgnowanie i ochronę ze strony naszéy zasługują : z wielu drzeworytami, 1882.

Dzięcioł czarny, Walenty Schweitzer, Nasi przyjaciele pomiędzy zwierzętami czyli Krótka historya naturalna tych zwierząt…, Poznań 1882.

Na podstawie tego fragmentu można dojść do wniosku, że pierwowzorem zwierzęcia posługującego się złodziejska trawą był właśnie dzięcioł czarny. Szukając wskazówek do rozwiązania sprawy kluczowej, czyli określenia gatunku tej rośliny, wrócić można do wcześniej wspomnianego artykułu Stefanii Ułanowskiej z 1887 roku. Podane tam są trzy rośliny, którym przypisywane były właściwości pozwalające na otwieranie wszystkich zamków.

Pierwszą z nich jest „czyściczka”, którą według rozprawy Izydora Kopernickiego O wyobrażeniach lekarskich i przyrodniczych oraz o wierzeniach naszego ludu w świecie roślinnym i zwierzęcym miał być niecierpek pospolity (Impatiens noli-tangere). Potwierdza to także parokrotnie Kolberg w swojej wielotomowej pracy Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Charakterystyka niecierpka nie pasuje jednak do przedstawianych przez lud opisów rośliny. Niecierpek pospolity nie jest przede wszystkim rośliną łąkową. Jest to często spotykany gatunek leśny występujący w zacienionych i wilgotnych miejscach. Mało prawdopodobne więc, aby w przeszłości ludność wiejska miała trudności z jego rozpoznaniem. Przypisywanie niecierpkowi mocy otwierania zamków może się wiązać z inną nazwą trawy złodziejskiej, jaką jest „rozryw-trawa” lub „rozryw-ziele”. Nazwa ta miała być związana ze zdolnością tajemniczej rośliny do rozrywania okowów czy więzów. Tymczasem określenie to, szczególnie na terenach Ukrainy, stało się także nazwą potoczną niecierpka pospolitego, co wynikało zapewne z jego charakterystycznej metody rozsiewania się poprzez gwałtowne rozerwanie ścianek dojrzałego owocu i wyrzucenie znajdujących się w środku nasion. Proces ten można przyśpieszyć dotykając dojrzewających owoców, co ma z kolei odbicie w łacińskiej nazwie tej rośliny – Impatiens noli tangere (w przeszłości noli me tangere), która w wolnym tłumaczeniu oznacza „niecierpliwy, nie dotykać” („nie dotykaj mnie”).

Niecierpek w Zielniku Helwinga z ok. 1695-1705 r.

Warto również zauważyć, że nazwa „czyściczka” niekoniecznie musiała odnosić się do niecierpka pospolitego. W artykule Ignacji Piątkowskiej Z życia ludu w ziemi sieradzkiej z 1889 roku „czyściczką” nazywany jest Stachys palustris, czyli czyściec błotny, którego nazwa rodzajowa pochodzi od mocy wywoływania biegunek.

Kolejnym gatunkiem jest wilczomlecz groszkowy (Euphorbia lathyris), znany wśród niemieckiej ludności pod nazwą Springwurzel. Miał on posiadać identyczne właściwości, co wcześniej wymieniona czyściczka. W przeciwieństwie do niecierpka roślina ta jest gatunkiem obcym i rzadko występuje na naszych terenach. Jest gatunkiem na ogół jednak niedziczejącym, rosnącym w miejscach częściowo zacienionych. Nie należałoby więc szukać tej rośliny na kośnych łąkach. Ponadto według niemieckiego gminu do celów rabunkowych wykorzystywany był jedynie korzeń tej rośliny. Kłóci się to z większością podań pochodzących z innych krajów, w tym Polski, gdzie w większości przypadków wykorzystywane było ziele.

Wilczomlecz groszkowy, Leonhart Fuchs, De historia stirpivm comentarii insignes…, Lvgdvni : apud Balthazarem Arnolletum, 1549.

Ostatnia roślina wymieniona została jedynie pod włoską nazwą sferra cavallo. Według Włochów to ona miała pozbawiać koni podków. Wskazuje na to sama jej nazwa – dosłowne tłumaczenie słów sferra cavallo oznacza „uwalnia konia”. Nazwa ta nie była jednak znana wyłącznie w Italii. W powieści Wiktora Hugo Człowiek śmiechu natrafić można na fragment sądowego przesłuchania głównego bohatera, Ursusa, w sprawie publicznego głoszenia kontrowersyjnych poglądów:

– Z powodu przygód, jakich doznała jazda Mitrydata, poważyłeś się zaprzeczyć własnościom ziół niektórych. I tak, przeczysz na przykład, ażeby securidica posiadać miała własność przetrącania podków końskich.
– Przepraszam – odpowiedział Ursus – Ja tylko mówiłem, że skutek podobny sprawia działanie trawy zwanej sferra-cavallo. Zresztą nie zaprzeczam własności żadnej rośliny.

Wiedza na temat tej rośliny wykraczała więc poza granice Włoch. Nazwa ta okazuje się ostatnią wskazówką pozwalającą na określenie gatunku zioła, które w przeszłości miało przyczynić się do rozwoju przestępczej działalności wśród polskiego gminu. W szesnastowiecznym Zielniku Szymona Syreńskiego znajduje się strona poświęcona tej roślinie:

„Wytrych, abo klucz, abo podkownik abo otwieracz”, Szymon Syreński, Zielnik herbarzem z ięzyka łacinskiego zowią..., Cracoviae : (w Drukarni Bazylego Skalskiego, III) 1613.

„Wytrych, abo klucz, abo podkownik abo otwieracz”, Szymon Syreński, Zielnik herbarzem z ięzyka łacinskiego zowią…, Cracoviae : (w Drukarni Bazylego Skalskiego, III) 1613.

Opisując ją autor posługuje się nazwami „wytrych”, „klucz”, „podkownik” lub „otwieracz”. Już same ludowe nazwy mówią więc wiele o teoretycznych właściwościach tej rośliny. W samym opisie rośliny możemy znaleźć następującą informację:

Pęta, któremi konie na paszy bywaią spętane, odmyka swém dotknieniem, i ztąd wzięli to mniemanie o złodzieiach, iakoby go mieli używać do zamków i kłódek otwierania.

Powyższe zdanie potwierdza przedstawione wcześniej dziewiętnastowieczne wzmianki dotyczące charakterystyki złodziejskiej trawy. W opracowanym w 1809 roku Słowniku języka polskiego Samuela Lindego oprócz wcześniej wspomnianych nazw roślina ta mianowana jest też „miesiączkiem”. Związane jest to z kształtem jej nasion, które przypominają księżyc (miesiąc) w pierwszej kwadrze. Stąd zapewne jedna z łacińskich nazw rośliny – Lunaria.

Konikleca czubata, Anton Hartinger, Karl Wilhelm von Dalla Torre, Atlas der Alpenflora, Wien 1882.

Konikleca czubata, Anton Hartinger, Karl Wilhelm von Dalla Torre, Atlas der Alpenflora, Wien 1882.

W dzisiejszych czasach jest ona znana pod nazwą konikleca (Hippocrepis spp.). W Polsce spotykana jest jedynie konikleca czubata Hippocrepis comosa będąca przypadkowo zawleczonym gatunkiem obcego pochodzenia, który wnika do siedlisk i zbiorowisk przekształconych przez człowieka. Występuje na glebach wapiennych. Najchętniej porasta wyżynne łąki i pastwiska.

W dzisiejszych czasach przyłapany na gorącym uczynku włamywacz, który starałby się otworzyć zamek przytykając do niego wyciągnięte z kieszeni lub wystające zza paznokcia ziółko, mógłby nie spotkać się z należytym zrozumieniem osoby okradanej. Z drugiej strony brak informacji na temat takich zdarzeń oraz brak źródeł podważających tę metodę równie dobrze może świadczyć o jej skuteczności. Warto też pamiętać, że magicznie wykształcony złodziej miał także do dyspozycji „pieralot trawę”, która pozwalała latać, „zabier-trawę” pozwalającą przewidywać przyszłość, „sen-trawę”, która miała właściwości usypiające oraz „cudowną trawkę”, która po włożeniu do ust czyniła człowieka niewidzialnym.

 

Licencja Creative Commons
Złodziejska trawa by Marcin Kotowski is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License.

Zobacz także

Ogród wiedzy, część XIV

Gdy pewnego dnia Dżahandar ustrzelił na polowaniu antylopę, Hormoz pochwalił mu się, że posiada magiczną umiejętność, która pozwala mu przenieść swoją duszę w każde inne ciało. Dodał, że jeśli Dżahandar ma taką chęć, może nauczyć go tej sztuki…


Wcielenia królowej Wandy

Choć to Wincenty Kadłubek na początku XIII w. jako pierwszy wprowadza Wandę na karty polskiej historiografii, dopiero późniejsi autorzy doprowadzili jej legendę do znanego powszechnie kształtu: opowieści o bajecznej słowiańskiej władczyni, która na czele wojsk przegania niemieckiego adoratora, a później dramatycznie kończy w wiślanych odmętach.


Ogród wiedzy, część XIII

Władca pewnego dalekiego królestwa nie mógł doczekać się następcy. Któregoś dnia przyszedł do niego pustelnik i podarował mu jabłko. Powiedział, by król dał je swojej żonie. Gdy królowa zje owoc, urodzi wkrótce syna. Tak też się stało…


W żalu najczystszym

W żalu najczystszym to dzieło wyjątkowe nie tylko ze względu na jego osobisty charakter. Baczyński przyozdobił czterdziestostronicową książeczkę własnoręcznie malowanymi akwarelkami i inicjałami, upodabniając ją do średniowiecznego rękopisu.