Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Wojciech Zdarzyński na Księżyc trafił przypadkiem. Wcale tego nie planował. Ot, czas był już najwyższy, żeby uciec przed wierzycielami dalej niż pieprz rośnie. Spotkany nieoczekiwanie na ulicy kolega szkolny, niespełniony naukowiec niestrudzenie poszukujący „ruchu ustawicznego, kwadratury cyrkułu, lekarstwa powszechnego i kamienia filozoficznego”, doszedł do wniosku, że „nie masz w Polszcze nadgrody dla ludzi uczonych”, i postanowił udać się w podróż balonem, aby poszukać szczęścia gdzie indziej. A we dwóch, wiadomo, zawsze raźniej.

Woyciech Zdarzyński, życie i przypadki swoje opisuiący (1785) Michała Dymitra Krajewskiego, pierwsza polska utopia księżycowa — jak chcą Antoni Smuszkiewicz i Andrzej Niewiadowski, badacze polskiej literatury fantastycznonaukowej — to rzecz pod wieloma względami wtórna. W 1907 roku na łamach „Pamiętnika Literackiego” lwowski profesor literatury Konstanty Wojciechowski wyliczał, których twórców ślady można znaleźć w tej oświeceniowej powieści. Wymienił między innymi takie nazwiska, jak Cyrano de Bergerac, Ludwik Sebastian Mercier, Wolter czy Jonathan Swift. Pojawia się również Ignacy Krasicki, z którego Mikołaja Doświadczyńskiego przypadków (1776) autor Woyciecha… przejął sporo, bo „kompozycję romansu, pomysł obrazu przewrotnego wychowania, pomysł ucieczki bohatera za granicę z powodu długów, kilka rysów w sielance Sielańskiej, epilog i kilka uwag w przedmowie”. Najciekawsze u Krajewskiego jest jednak to, czego nie pożyczył od nikogo — mianowicie balonowy lot na Księżyc i paranaukowe wyjaśnienia tego wydarzenia, dzięki którym można dopatrywać się w tej powieści początków polskiej literatury fantastycznonaukowej.

"Woyciech Zdarzynski zycie i przypadki swoie opisujący" Michała Dymitra Krajewskiego. Wydanie z 1785 roku.

Woyciech Zdarzyński, życie i przypadki swoje opisuiący Michała Dymitra Krajewskiego (wydanie z 1785 r.).

Wojciech Zdarzyński niewiele pamięta z podróży: w powietrzu ze strachu stracił przytomność, na skutek czego szczegóły wyprawy pozostają owiane mgłą tajemnicy. Zapewnia jednak, że jego przeżycia związane z lotem balonem są takie, jak innych aeronautów: Blancharda, Charles’a czy Roberta (Michał Dymitr Krajewski czytał zapewne ukazującą się podówczas literaturę naukową na temat eksperymentów balonowych). Uczony kolega ze szkolnej ławy pierwszy zdaje sobie sprawę z tego, że trafili na Księżyc. Wprawdzie nie wyjaśnia zaaferowanemu Zdarzyńskiemu, w jaki sposób rzadkie powietrze wysoko nad powierzchnią rodzimej planety „byłoby zdatne do oddychania płucom przyuczonym do grubszej atmosfery” — który to problem intryguje naszego bohatera — próbuje mu jednak wytłumaczyć, jak znaleźli się poza planetą.

Towarzysz niecodziennej wyprawy Wojciecha Zdarzyńskiego wierzy w naukę, w przyczynę i skutek, i nie poddaje się łatwo panice. Jeśli Księżyc jest w stanie oddziaływać na morza, powodować przypływy i odpływy, to przecież wpływa też na powietrze, które jest od nich znacznie lżejsze. Skoro ciało niebieskie robi „na oceanie górę”, to z powietrza może uczynić „ostrokrąg, którego wierzchołek rozciąga się prawie aż do wierzchołka ostrokręgu zrobionego na Księżycu dla tej samej przyczyny”. Kolega wyjaśnia też Wojciechowi zasadę działania tej kosmicznej klepsydry — balon, niesiony wiatrem, w pewnym momencie przestał być przyciągany przez Ziemię; wpadł w strefę księżycowej grawitacji, wskutek czego mężczyźni rozbili się na morskim lunarnym wybrzeżu.

1

„Gazeta Warszawska” nr 81 z 8 października 1783 r.

Przed publikacją Woyciecha Zdarzyńskiego odbyło się wiele eksperymentów aeronautycznych. W czerwcu 1783 r. Joseph Michel i Jacques Étienne Montgolfierowie w Annonay wypuścili papierowy balon z gorącym powietrzem; w sierpniu Jacques Alexandre César Charles, będąc przekonany, że powtarza ich doświadczenie, napełnił urządzenie wodorem; we wrześniu Montgolfierowie włożyli do pojazdu kaczkę, koguta i barana (wróciły z podróży bez szwanku); w listopadzie balonem polecieli już ludzie: Jean-François Pilâtre de Rozier i François Laurent le Vieux d’Arlandes. W latach osiemdziesiątych XVIII wieku balon fascynował i inspirował: pojawiał się nawet w poezji polskich oświeceniowych twórców. W najsłynniejszym wierszu na ten temat — odzie zatytułowanej po prostu: Balon — Adam Naruszewicz pisał tak:

Choć się natura troistym grodzi
Ze stali murów opasem,
Rozum człowieczy wszędy przechodzi,
Niezłomny pracą i czasem.

Przyszłość pokaże, że rozum człowieczy faktycznie „przejdzie” z Ziemi na Księżyc. Niestety, tym razem malowniczy balon będzie musiał ustąpić pierwszeństwa innym środkom lokomocji.

„Rysunek Machiny aerostatyczney Ktora 1 Grud o 1 godzi po południu z ogrodu Thuileries. Z P. P. Charles i Robert w gorę poszła i we dw godziny potym pod Pontoise Zwolna spusciłasię. Wazyła ona 160 funtow”. Rycina z „Magazynu Warszawskiego”, 1784 r.

„Rysunek Machiny aerostatyczney Ktora 1 Grud o 1 godzi po południu z ogrodu Thuileries. Z P. P. Charles i Robert w gorę poszła i we dw godziny potym pod Pontoise Zwolna spusciłasię. Wazyła ona 160 funtow”. Rycina z „Magazynu Warszawskiego”, 1784 r.

Zobacz także

Jak czytać Bogurodzicę?

Nie dysponujemy nagraniami ze średniowiecza, ale dzięki badaniom nad historią języka polskiego i dziejami zmian fonetycznych możemy podejmować próby rekonstrukcji tego, jak mogły brzmieć najstarsze polskie teksty w czasach, gdy je spisywano.


Ogród wiedzy, część XIV

Gdy pewnego dnia Dżahandar ustrzelił na polowaniu antylopę, Hormoz pochwalił mu się, że posiada magiczną umiejętność, która pozwala mu przenieść swoją duszę w każde inne ciało. Dodał, że jeśli Dżahandar ma taką chęć, może nauczyć go tej sztuki…


Wcielenia królowej Wandy

Choć to Wincenty Kadłubek na początku XIII w. jako pierwszy wprowadza Wandę na karty polskiej historiografii, dopiero późniejsi autorzy doprowadzili jej legendę do znanego powszechnie kształtu: opowieści o bajecznej słowiańskiej władczyni, która na czele wojsk przegania niemieckiego adoratora, a później dramatycznie kończy w wiślanych odmętach.


Ogród wiedzy, część XIII

Władca pewnego dalekiego królestwa nie mógł doczekać się następcy. Któregoś dnia przyszedł do niego pustelnik i podarował mu jabłko. Powiedział, by król dał je swojej żonie. Gdy królowa zje owoc, urodzi wkrótce syna. Tak też się stało…