Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Kobiety i książki w średniowiecznej Polsce i Europie


Zacznijmy od stwierdzenia prostego i oczywistego faktu: w średniowieczu, podobnie zresztą jak i później, aż do wprowadzenia w Europie powszechnej edukacji, większość ludzi nie umiała ani pisać, ani czytać. Nie jest jednak tak, że w wąskiej grupie tych, którzy czytać umieli, znajdowali się – jak się niektórym wydaje – wyłącznie duchowni, nie tylko też oni byli posiadaczami książek. Mieli je także i używali ludzie świeccy, a władcy i wielcy arystokraci byli nierzadko fundatorami luksusowych kodeksów, przeznaczonych jako dary dla rozmaitych instytucji kościelnych.

Ale jak często w roli fundatorek książek występowały kobiety? Czy same posiadały książki? Wreszcie, czy potrafiły z nich korzystać, a więc czy umiały czytać i czy znały język, którym książki się wówczas pisało – łacinę? Czy rzeczywiście – jak chcą niektórzy historycy – kobiety i książki łączyła we wcześniejszym średniowieczu szczególna więź?

Te pytania są ważne także w kontekście Sakramentarza tynieckiego, który jest pretekstem do prezentowanych tu rozważań o związkach kobiet i książek we wcześniejszym średniowieczu, jak również w kontekście innych luksusowych kodeksów związanych w okresie najwcześniejszym z Polską. Wszystkie łączono bowiem z postaciami kobiet z kręgu piastowskiego; inna sprawa, czy zawsze słusznie.

Sam Sakramentarz tyniecki wiąże się często z postacią małżonki Mieszka II i wnuczki cesarza Ottona II, królowej Rychezy, która miała sprowadzić go do Krakowa. Wnioskowano tak na podstawie pochodzenia kodeksu z Kolonii i jego datowania na lata 1050–1060. To właśnie w tych latach Rycheza jako wdowa przebywała w Nadrenii, w położonych tuż pod Kolonią dobrach swego rodu, Ezzonidów. Na kolońskiej katedrze arcybiskupiej zasiadał wówczas zresztą nie kto inny, jak jej brat, Herman. Skoro tak, nie pozostawało nic prostszego niż powiązać ze sobą fakty i uznać Rychezę za najbardziej prawdopodobną pośredniczkę między miejscem powstania księgi, czyli Kolonią, a Tyńcem.

Sprawa jest kłopotliwa. Po pierwsze, nie jest wcale pewne, czy opactwo tynieckie dopiero wówczas nie powstawało. A nawet jeśliby powstało wcześniej, nie jest jasne, dlaczego mieszkająca w Niemczech wdowa miałaby wysyłać dalekiemu, podkrakowskiemu klasztorowi księgę, skoro o żadnych innych jej związkach z krajem męża z tego okresu nic nie wie­my. Teoria łącząca Sakramentarz tyniecki z Rychezą napotyka jednak na znacznie poważniejsze przeszkody. O ile bowiem miejsce powstania nie budzi wątpliwości, o tyle przedmiotem dyskusji jest jego czas i miejsce, jakie księga zajmowała w grupie kolońskich kodeksów, do której jest zaliczany, przy czym część badaczy skłania się, aby datować go albo około roku 1060, albo nawet później: na lata 1070–1080. Jeśli rację mieliby ci ostatni, to rolę Rychezy, zmarłej w roku 1063, w pojawieniu się sakramentarza w Krakowie trzeba niestety wykluczyć. Nawet jednak w wypadku datacji wcześniejszych, z uwagi na wspomniany brak po­świadczonych kontaktów królowej wdowy z Polską, pozostaje on raczej mało prawdopodobnym. Warto zresztą przypomnieć, że obecność sakramentarza w Tyńcu poświadczona jest kilka wieków później, w istocie więc nie jest w ogóle powiedziane, że trafił on tam, czy w ogóle do Polski, już w wieku XI.

Inną piastowską żoną, z którą wiązano sprowadzenie do Polski bogatej księgi liturgicznej, jest Judyta Salicka, która miała przywieźć do Kra­kowa Ewangeliarz emmeramski. Z taką propozycją wystąpił już sam jego odkrywca, Józef Szujski, który stwierdził, że kodeks ten powstał w klasztorze św. Emmerama w Ratyzbonie między 1070 a 1095 rokiem, a więc mógł stanowić część posagu drugiej żony Władysława Hermana.

Powiązanie to wydaje się o tyle logiczne, że związki Judyty z ośrodkiem ratyzbońskim, z którym bezsprzecznie łączy się kodeks, są sprawą znaną, podczas gdy ikonografia ewangeliarza wiąże go z rządzącą wówczas Rzeszą dynastią Salicką, z której Judyta – jako córka cesarza Henryka III – się wywodziła. Niestety, w toku badań datę powstania ewangeliarza przesunięto na okolice roku 1100. Oznacza to, że Judyta, która wyszła za Władysława jakieś dziesięć lat wcześniej, nie mogła go ze sobą przywieźć. Wiemy wprawdzie ze współczesnych źródeł, że Judyta i jej brat, cesarz Henryk IV, wymieniali między sobą dary, gdy władczyni była w Polsce, więc nie można wykluczyć, że takim darem mógłby być i ewangeliarz. Kłopot w tym, że krótko po tym, gdy powstał, Judyta zapewne opuściła nasz kraj rządzony przez nieprzychylnych jej synów Władysława Hermana, Zbigniewa i Bolesława Krzywoustego. Na dodatek pochodzący z roku 1110 katalog biblioteki katedralnej w Krakowie, w której przechowywano później kodeks, nie poświadcza, aby już wtedy był on na Wawelu. Jak więc widać, trudno udowodnić tezę, że Judyta Salicka faktycznie jest odpowiedzialna za pojawienie się w Polsce Ewangeliarza emmeramskiego.

Alternatywnie wskazywano tu na pośrednictwo pochodzącej z Austrii Agnieszki, żony Władysława II Wygnańca, a więc wnuka Władysława Hermana. Ta przybyła do Polski w latach dwudziestych XII wieku, kiedy Ewangeliarz emmeramski już istniał, a jej rola jest prawdopodobna, zważywszy na związki kodeksu z dynastią Salicką. Sama Agnieszka wywodziła się bowiem po kądzieli z tego właśnie rodu – jej matka była córką cesarza Henryka IV, a więc bratanicą Judyty Salickiej. Twardych dowodów na jej udział w pojawieniu się w Krakowie księgi wszelako brak, pozostać to więc musi jedynie przypuszczeniem.

Trzeba wspomnieć także sprawę ewentualnego pośrednictwa jednej z dwóch żon Władysława Hermana w pojawieniu się w Polsce dwóch innych kodeksów: Ewangelistarza gnieźnieńskiego (Codex aureus Gnesnensis) i Ewangeliarza płockiego (Codex aureus Pultoviensis). Choć wśród badaczy panowała zasadnicza zgoda, że księgi te znalazły się w Polsce za czasów tego właśnie władcy, spierali się, czy powstały one w pozostających w bliskich kontaktach kulturalnych z Bawarią Czechach, czy też w samej Bawarii. W pierwszym wypadku jako odpowiedzialną za dostarczenie kodeksów do Polski wskazywano Judytę Czeską, w drugim – wspomnianą już Judytę Salicką. Niestety, także i tu mamy do czynienia jedynie z przypuszczeniami, tym bardziej chybotliwymi, że ostatnio coraz więcej badaczy popiera inne jeszcze rozwiązanie, mianowicie, iż obie liturgiczne księgi powstały w Polsce z okazji koronacji Bolesława Śmiałego, brata i poprzednika Władysława Hermana. W tej sytuacji o pośrednictwie władczyń nie może być mowy.

Ów hipotetyczny charakter przedstawionych tu rozważań, dotyczących udziału piastowskich żon w pojawieniu się w Polsce i ofiarowaniu instytucjom religijnym powstałych za granicą kodeksów, bardzo łatwo wyjaśnić. Bierze się on z jednej strony z naszej całkowitej niewiedzy na temat tego, jak owe księgi liturgiczne do Polski dotarły, z drugiej zaś – z faktu, że tak jak piastowskie żony, tak też najpewniej i kodeksy pochodziły z krajów sąsiednich, stąd powiązanie jednych z drugimi wydaje się naturalne. Trudno dziwić się badaczom, którzy nie wiedząc nic o okolicznościach pojawienia się nad Wisłą powstałych w Niemczech czy Czechach ksiąg, wskazywali właśnie na przybyłe z Niemiec lub Czech piastowskie żony.

Samo wiązanie podróży średniowiecznych książek z kobietami i obyczajem małżeńskim, każącym im opuszczać dom rodzinny i udawać się do niekiedy dalekiego domu męża, ma jednak mocne podstawy. Bogate księgi religijne były bowiem w interesującym nas okresie nierzadko własnością kobiet, które same je zamawiały lub też otrzymywały, także jako dar ślubny. Dobrym przykładem może tu być Judyta, córka hrabiego Flandrii, Baldwina IV, która w roku 1051 poślubiła earla Northumbrii, Tostiga, a dwadzieścia lat później, jako wdowa, wyszła za księcia bawarskiego Welfa IV. Do Bawarii Judyta przywiozła ze sobą dwa anglosaskie ewangeliarze, ilustrowane w Winchester specjalnie dla niej (w jednym z nich znajduje się jej przedstawienie). Jedną księgę podarowała opactwu w Weingarten, gdzie sama osiadła na starość, drugą zaś przekazała jako prezent ślubny kolejnej kobiecie – swej synowej, Matyldzie Toskańskiej. Darem ślubnym, choć nieco innego rodzaju, bo ofiarowanym przez męża żonie, był także bogato zdobiony i zdradzający wyraźne wpływy sztuki bizantyjskiej psałterz, jaki Fulko V Młody podarował dziedziczce Królestwa Jerozolimy, Melisandzie. Ta ostatnia, co godne odnotowania, była – jak wszystko na to wskazuje – nie tylko posiadaczką, ale i użytkowniczką księgi, która służyła zapewne jej własnej dewocji.

Podobną funkcję osobistego modlitewnika, a zapewne także i daru ślubnego, pełnił kolejny luksusowy kodeks związany z Polską, znany jako kodeks Gertrudy, a obecnie przechowywany w muzeum we włoskim Cividale. O ile w wypadku wcześniej wspomnianych ksiąg ich związek z kobietami z kręgu piastowskiego pozostaje w sferze domysłów, o tyle tu mówić możemy o pewności: księga należała i była używana przez Gertrudę, córkę Mieszka II. Historycy zaś, chyba nie bezzasadnie, choć z mniejszą już dozą pewności, wiążą go jeszcze z czterema innymi żonami lub córkami polskich władców.

Zacznijmy jednak od początku. Księga powstała w drugiej połowie X wieku jako psałterz dla arcybiskupa Trewiru Egberta. Jak znalazła się w rękach Gertrudy? Tu wskazuje się zazwyczaj na jej matkę, wspomnianą już królową Rychezę, która miałaby przywieźć kodeks z Rzeszy do Polski i zapewne ofiarować swej córce, gdy ta została wydana za Izjasława, syna wielkiego księcia kijowskiego Jarosława Mądrego, i wyjeżdżała z Polski na Ruś. Zapewne to właśnie na Rusi do dotychczasowego psałterza dodano karty, na których znalazły się osobiste modlitwy Gertrudy oraz piękne miniatury w stylu bizantyńskim. Gertruda żyła długo i możemy się domyślać, że gdy w roku 1103 jej wnuczka Zbysława była wydawana za mąż za Bolesława Krzywoustego, a więc wnuka jej brata, kniahini darowała jej należący dotąd do niej kodeks. Po śmierci Zbysławy mogła go otrzymać w posiadanie druga żona Bolesława, Salomea z Bergu. Z całą pewnością możemy natomiast powiedzieć, że kodeks trafił następnie do opactwa Zwiefalten, a więc klasztoru, z którym ród hrabiów Bergu, z którego pochodziła Salomea, był blisko związany. Musiała go ofiarować właśnie polska księżna, sama lub z mężem, bowiem hojność pary dla Zwiefalten opisują klasztorne źródła (wspominają one zresztą „wielki psałterz pisany złotem”, który chyba jednak nie jest tożsamy z Kodeksem Gertrudy, ten bowiem – choć bogato zdobiony – złotem pisane miał tylko pojedyncze litery). Jest prawdopodobne, że w Zwiefalten modlitewnik był używany przez oddaną do tego opactwa córkę Bolesława Krzywoustego i Salomei, Gertrudę, która byłaby piątą jego użytkowniczką z kręgu piastowskiego.

Jeśli odtworzona tu droga kodeksu jest właściwa, to warto zwrócić uwagę na ciekawy fakt, mianowicie że kobiety przekazywały go kobietom: Rycheza swej córce Gertrudzie, ta swej wnuczce Zbysławie. Po śmierci tej ostatniej jej rzeczy osobiste przejąć mogła druga żona Bolesława Krzywoustego, Salomea, która być może ofiarowała kodeks swej córce, mniszce zwiefalteńskiej Gertrudzie. Dla kobiet tych modlitewnik był elementem ich majątku, mógł służyć pobożnej donacji, mógł też jednak – jak pokazuje przykład Gertrudy – być przez nie używany i służyć modlitwie. Nie było to zresztą w jej wypadku użytkowanie jedynie bierne – obok psalmów w kodeksie pojawiły się przecież, jak już wspomniałem, osobiste modlitwy Gertrudy zapisane po łacinie, w których prosi ona w rozmaitych intencjach, przede wszystkim zaś modli się za swego syna Świętopełka. Ich autorką była albo sama księżna, albo na przykład jej kapelan; tak czy inaczej jej wpływ na powstanie modlitw był zasadniczy.

Pozostawmy jednak na marginesie kwestię Gertrudy i, szerzej, kobiet jako autorek tekstów – to odrębny, wielki temat godny osobnego tekstu. Warto podkreślić inną kwestię, mianowicie samo użytkowanie psałterza przez kobietę z kręgu piastowskiego i zaopatrzenie weń opuszczającej dwór Piastówny. Mówi nam to coś nie tylko o wykształceniu piastowskich córek, ale też – szerzej – o kulturze religijnej polskiej dynastii rządzącej. Nawet jeśli Gertruda nie była autorką modlitw, a jedynie użytkowniczką księgi, to przecież i to wymagało odpowiedniej edukacji, a więc nauczenia tak czytania, jak i łaciny, co zresztą w tych czasach było nierozdzielne. Jak widać na dworze Mieszka II o taką edukację księżniczki zadbano.

Wzorzec płynął tu zresztą z kraju pochodzenia Rychezy, gdzie przyjęte było uczenie umiejętności czytania i korzystania z psałterza panien z domów arystokratycznych, przeznaczonych do zamążpójścia, które w tym celu oddawano na wychowanie do klasztorów. Tego rodzaju kształceniu podlegała choćby babka Gertrudy po kądzieli, córka cesarza Ottona II, Matylda, oddana na wychowanie swej ciotce, opatce w wielkim klasztorze niemieckim, Essen. Miejsca takie uważano zresztą za dobre szkoły, skoro trafiali do nich także chłopcy; przykładem może tu służyć pochodzący z arystokratycznej rodziny Thietmar, późniejszy biskup merseburski i kronikarz, który w swym dziele opisuje własną edukację pod opieką krewnej-mniszki.

Częstym obyczajem było – jak widać – oddawanie na wychowanie do klasztoru, z którym dany ród był związany, często pod opiekę żyjącej tam ciotki czy krewnej. Podobnie działo się zresztą nie tylko w Rzeszy: szkocka księżniczka Edyta (a w przyszłości królowa Anglii, gdzie nazywano ją Matyldą), przez swoją matkę, Małgorzatę Szkocką, została posłana na edukację do angielskiego klasztoru w Romsey, gdzie opatką była siostra Małgorzaty, a ciotka dziewczyny – Krystyna. Czy tak wyglądała też edukacja Gertrudy – trudno rozstrzygnąć, w każdym razie jej rodzice mieli tu spory wybór, jako że Rycheza miała aż sześć sióstr i wszystkie one były opatkami w niemieckich klasztorach żeńskich.

Potrafimy nieco powiedzieć o tym, jak taka klasztorna edukacja panien wyglądała. Jej charakter dobrze oddają pochodzące z drugiej połowy X i początku XI wieku żywoty Matyldy Saskiej, gdzie czytamy, że w młodości, nim została ona żoną króla Henryka I, przebywała w klasztorze Herford u boku swej babki-ksieni „nie aby stać się jedną z mniszek”, ale „aby nauczyć ją czytania świętych tekstów i prac ręcznych”. Jak widać nauka czytania i łaciny, potrzebnych kobietom w celach dewocyjnych, była tu elementem kluczowym. Obu zaś tych umiejętności uczono za pomocą psałterza, którego poznanie było osią tej edukacji; piszący w XIII wieku kronikarz Albert ze Stade, opowiadając o dwunastowiecznej mniszce, a zarazem mistyczce i autorce Hildegardzie z Bingen, stwierdza, że nim wstąpiła do klasztoru „niczego się nie uczyła, jedynie tylko, zwyczajem szlachetnie urodzonych panien, psałterza”.

Jak więc widać, córka Mieszka II została wychowana zgodnie z przyjętymi na łacińskim Zachodzie obyczajami. Także fakt, że opuszczającą piastowski dwór Gertrudę zaopatrzono w psałterz, jest godny odnotowania, oznacza bowiem, że istniało tu już przekonanie, iż władczyni powinna mieć własny modlitewnik, umożliwiający jej wypełnianie przypisanych kobiecie funkcji religijnych. Również w tym przypadku wzorzec szedł z Zachodu, gdzie w interesującej nas epoce bez problemu wskazać możemy przykłady kobiet użytkujących różnego rodzaju księgi religijne. Nie musimy zresztą szukać daleko – ograniczmy się jedynie do kręgu najbliższego samej matce Gertrudy, Rychezie. W tekstach poświęconych tak jej matce, Matyldzie, jak i praprababce, także Matyldzie (czyli wspomnianej przed chwilą żonie Henryka I) czytamy, że miały one zwyczaj co dzień odmawiać cały psałterz. Intencją autorów jest tu, rzecz jasna, podkreślenie pobożności tych kobiet, jednak wybór formy modlitwy z pewnością nie jest przypadkowy i to niezależnie od tego, czy odpowiada rzeczywistości, czy też jest dopowiedzeniem hagiografów; w tym drugim wypadku świadczyłoby to o ich przekonaniu, że właśnie psałterz jest właściwą dla świeckiej kobiety formą modlitwy.

Także hagiograf Małgorzaty Szkockiej pisze, że miała ona ulubioną księgę służącą lekturze i modlitwie, którą jej niepiśmienny mąż kazał przyozdobić złotem i drogimi kamieniami. W tym wypadku mogło jednak nie chodzić o psałterz, ale o ulubiony ewangeliarz królowej, o którym mowa w innym miejscu żywota, zapewne tożsamy z „kieszonkowym” ewangeliarzem Małgorzaty Szkockiej, zachowanym do naszych czasów. Przykładów tego rodzaju ksiąg służących osobistej dewocji można wymienić dużo więcej, przywołajmy jedynie kilka. I tak pisany złotem i srebrem psałterz podwójny (a więc zawierający dwa różne łacińskie przekłady Księgi Psalmów, oba autorstwa św. Hieronima – jeden z greki, a jeden z hebrajskiego) otrzymała od uczonego doby karolińskiej, biskupa Teodulfa z Orleanu niejaka Gizela, jak informuje nas dedykacja – kobieta świecka i zamężna. Także Ingeborga, francuska królowa z początku XIII wieku, posiadała bogato iluminowany modlitewnik; zachowany do dziś kodeks zawiera – obok psałterza – kalendarz, teksty modlitw i litanii. Wreszcie warto też wspomnieć przykład czasowo i geograficznie najbliższy modlitewnikowi Gertrudy Mieszkówny, mianowicie niezachowany do dziś modlitewnik, jaki cesarzowej wdowie Agnieszce z Poitou, matce Judyty Salickiej, ofiarował uczony mnich Jan z Fécamp.

Świadectwem użytkowania ksiąg religijnych przez kobiety są także imiona kobiece na listach osób wypożyczających książki z bibliotek instytucji religijnych. Dysponujemy dwiema takimi listami z IX wieku ze wschodniej części imperium karolińskiego, w obu znajdziemy imiona świeckich kobiet, które wypożyczały psałterze i inne księgi religijne. Wydaje się, że wysoko urodzone kobiety nie ograniczały się tylko do prostej lektury czy wykorzystania tekstów w celach modlitewnych – w ich rękach pojawiają się komentarze biblijne, czego świadectwem mogą być te dotyczące Ksiąg Judyty i Estery, jakie dla Judyty, żony karolińskiego cesarza Ludwika Pobożnego, sporządził uczony Hraban Maur. Znamy też krótkie wprowadzenie do Biblii, napisane przez biskupa Prudencjusza z Troyes, dla nieznanej nam z imienia arystokratki, a także komentarz do psałterza, jaki dla hrabiny Hody napisało dwóch mnichów. Dodajmy jako ciekawostkę, że Hoda bywa utożsamiana z Duodą, autorką niezwykłego podręcznika dla swego syna, jednego z najciekawszych dzieł epoki karolińskiej. Wymaga on wspomnienia choćby dlatego, że wskazuje na niemałe oczytanie arystokratki, zwłaszcza w literaturze religijnej.

Posiadanie przez kobiety rozmaitych ksiąg, głównie o charakterze religijnym, potwierdzają też testamenty i to już z czasów karolińskich, w których żonie czy córkom zapisuje się psałterze, modlitewniki, antyfonarze czy żywoty świętych. Powszechność tego zjawiska potwierdza zresztą źródło późniejsze, mianowicie Zwierciadło Saskie, czyli pochodzący z XIII wieku wykład zwyczajowego prawa saskiego, które wlicza do spadku dziedziczonego przez kobiety, obok rozmaitych ozdób, także używane przez nie psałterze i modlitewniki.

W tym kontekście modlitewnik naszej Gertrudy – choć wyjątkowy ze względu na niezwykłe ilustracje i osobiste teksty modlitw – jest elementem szerszego zjawiska w kulturze religijnej wcześniejszego średniowiecza. Szukając dlań analogii, warto przywołać jeszcze jedną księgę, mianowicie psałterz należący do żyjącej w X wieku Emmy, żony króla zachodniofrankijskiego, Lotara IV. Niestety nie dotrwał on do naszych czasów – zaginął w czasie pożaru biblioteki kościoła św. Remigiusza w Reims w roku 1774. Wcześniej jednak jego opis wraz z odrysem dwóch ilustracji znalazł się w dziele mnicha i badacza z przełomu XVII i XVIII wieku, Jeana Mabillona, który wspomina, że księga była pisana złotem i nazywa ją libellus precum (łac. książeczka modlitw), co sugeruje, że obok psalmów mogły znajdować się w niej również inne modlitwy; kodeks zawierać mógł także kalendarz, co było przyjęte w psałterzach. Wszystko to zdaje się przypominać kodeks z modlitwami księżnej Gertrudy, zawierający przecież – obok prywatnych modlitw – także psałterz i kalendarz, a więc należący także do typu libellus precum.

Psałterz Emmy jest istotny nie tylko jako przykład modlitewnika w ręku kobiety z kręgu domu panującego. Warto zwrócić uwagę także na samą postać Emmy, która jest doskonałym przykładem na przeszczepianie wzorców kultury religijnej i literackiej do krajów świeżo schrystianizowanych. Jeśli bowiem wierzyć ustaleniom badaczy czeskich – a obecnie ten pogląd przyjmuje większość z nich – ta sama kobieta jako wdowa została żoną księcia czeskiego, Bolesława II, brata naszej Dobrawy. Będąc w Czechach, ufundowała ona wspaniały kodeks z Wolfenbüttel, zawierający żywot św. Wacława pióra Gumpolda z Mantui. Istotne wydaje się tu dostrzeżenie, że oto kobieta – sama uczestnicząca zarówno w kulturze religijnej, jak i literackiej, typowej dla kobiet z królewskich domów panujących zachodniej Europy – przybywszy do Czech, uważa za stosowne uczcić lokalnego świętego właśnie przez ufundowanie wspaniałego kodeksu z jego żywotem.

Byłoby nierozsądne prowadzić tę analogię zbyt daleko, ale można sobie wyobrazić, że podobną rolę mogła spełniać na piastowskim dworze Rycheza. Nie ufundowała – o ile wiadomo – żadnego kodeksu i nie przywiozła ze sobą Sakramentarza tynieckiego, ale najprawdopodobniej przybyła do Polski z przeznaczonym do osobistej modlitwy psałterzem, a wraz z nim z przekonaniem, że jest rzeczą właściwą, aby piastowską księżniczkę, jej córkę Gertrudę, zaopatrzyć w tego rodzaju księgę. W tym sensie na obie kobiety, Emmę i Rychezę, można patrzeć jako na propagatorki w krajach nowego chrześcijaństwa tej samej kultury religijnej, przejawiającej się w roli, jaką w życiu szlachetnie urodzonych kobiet odgrywały dewocyjne książki, czego pierwszym znanym przejawem w dynastii piastowskiej było podarowanie Gertrudzie Psałterza Egberta.

Byłby to przykład pierwszy, ale przecież nie ostatni. Trudno nie przywołać na koniec innego naszego wspaniałego zabytku, choć pochodzi on z zupełnie innych już czasów, bo z późnego średniowiecza, z przełomu wieku XIV i XV. Psałterz floriański, bo o nim tu mowa, to trójjęzyczny, łacińsko-niemiecko-polski modlitewnik, o którym w niniejszym tomie pisze Marcin Kuźmicki, a podobnie jak Sakramentarz tyniecki należący do zbiorów Biblioteki Narodowej. Także i on wiązany jest z kobietami z królewskiego rodu, z dynastii Andegawenów, a tradycyjnie z królową Jadwigą. Jak widać, wzorce zaszczepiane w Polsce od XI stulecia owocowały jeszcze przez długie wieki.

Esej został opublikowany (w dwóch wersjach językowych) w książce:

____________

Sfinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022

Obchody niepodległości - przejdź do stronyMinisterstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego logo

Zobacz także