Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Tadeusz Bułcharyn: „Jan Wyżygin: romans obyczajowy". Gorąco polecam


Jan Wyżygin. Romans obyczajowy

Autor urodzony w 1789 roku był Polakiem z Mińszczyzny, wykształconym w Petersburskim Korpusie Kadetów. Jako oficer rosyjski walczył przeciw Napoleonowi. Potem wyjechał do Francji, gdzie wstąpił do Legionów Polskich. Walczył w Hiszpanii. Od 1819 mieszkał w Petersburgu. Stał się pisarzem i publicystą rosyjskim. Korespondował jednak z Niemcewiczem i Lelewelem po polsku.

Niezwykle zajmująca narracja prowadzona jest w powieści przez chłopca noszącego imię bohatera. Przez pierwsze dziesięć lat tuła się on jako sierotka w białoruskim majątku polskiego szlachcica o dziwnym nazwisku Gołohordowski. Sierotka, popychany przez wszystkich, głoduje żywiąc się ochłapami i marznie odziany w stare łachmany.

Dwór pana G. był monstrualnie rozbudowany. Wśród przebywających tam osób trzeba wymienić: pełnomocnika do spraw sądowych, komisarza kierującego służbą, koniuszego, kuchmistrza i kuchcików, klucznicę zarządzającą dziewkami, bielizną i apteczką, która zawiera cukier, kawę, korzenie, konfitury, różne wódki i bakalie. Kapelmajster uczący dziatwę muzyki, był szefem dwunastoosobowej orkiestry, której członkowie nadto pełnili funkcje lokajów, a latem grabili siano. Kapelan nadzorował nauczycieli, francuskiego guwernera i madame do dziewcząt. Ogrodnik Niemiec był radcą agronomicznym. Niezamożny szlachcic był kamerdynerem pana. Pokojówka pani, jako szlachcianka, miała tytuł garderobianej. Pokojówki panien to garderobianki. Do stołu, w dalszych jego częściach, zasiadało jeszcze kilkadziesiąt osób – rezydentów i rezydentek.

Wieczorami pan odbywał konwersacje z Josielem, arendarzem młynów i karczm całego majątku. Josiel był żywą gazetą guberni, mając nawet korespondentów w stolicy. Pełnił też rolę głównego doradcy ekonomicznego – z nim projektowano sprzedaż zboża, wódki, lasu, pożyczki i procesy.

 Gdy Janek kończy dziesięć lat, w sąsiedztwie majątku zaczyna stacjonować pułk huzarów. We dworze przyjęto ten fakt z radością. Bo można sprzedać siano i zboże na miejscu. Wtedy to Maryla, garderobianka panny Petronelli wysyła Jaśka z liścikiem do porucznika Miłowidina. Oficer przejął się lichym widokiem chłopca. Nakarmił go i zadbał o przyzwoity ubiór.

Tymczasem pułk Miłowidina otrzymał rozkaz przeniesienia do innej guberni. Petronella położyła się do łóżka, twierdząc, że umrze z miłości. Miłowidin był gotów ją poślubić. Jej matka sprzyjała młodym. Pan G. uznał, że wprawdzie ojciec i dziadek porucznika byli generałami, ale jest to szlachta dopiero w czwartym pokoleniu, podczas gdy jego familia legitymuje się szlachectwem od pięćdziesięciu generacji i podobny mezalians nie jest możliwy.

W tym czasie G. rozpoczął nową inwestycję. Budował karczmę na granicy z nielubianym sąsiadem, by prowadzić wyszynk wódki taniej niż konkurencja. Jeśli tamten zechce wypędzać swoich chłopów z jego karczmy, będzie to dobry powód do procesu o gwałt. G. właśnie wygrał długotrwały proces, a równocześnie zbliżały się okrągłe urodziny żony. By urządzić festyn, sprzedał na pniu zboże i trzy tuziny nienarodzonych jeszcze cieląt, co pozwoliło zgromadzić wielkie zapasy wina i jadła. Oczyszczono pokoje i sprzęty, wypędzono pająki z rodzinnych portretów. Kapelan, znany w całej Guberni chemik, przygotował jako niespodziankę fajerwerki.

W dniu święta pojazdy zaproszonych zajęły cały plac między oborą a stajniami. Zaczęło się od mszy, potem obiad, karty, równie świetna wieczerza. Dziesiątki rakiet wzniosły się w powietrze. Silny wiatr sprawił, że kilka rac spadło nad słomianym dachem Gumna. Budynek stanął w plomieniach, ogień szybko rozprzestrzeniał się. Nastąpił ogólny popłoch. Znana nam Maryla chwyciła Jasia, wciągając go do jakiegoś powozu. Byli tam jeszcze Petronella i porucznik Miłowidin. Po czterech dniach jazdy, w pewnej wiosce posłano po księdza i popa. Nastąpił ślub w obu obrządkach.

Młodzi małżonkowie zajęli dwa pokoje w domu bogatego Żyda w miasteczku, gdzie stacjonował pułk. Przez sześć miesięcy prowadzili dość wesołe życie. Przez ten czas wydano wszystkie środki. Rodzice Petronelli odsyłali listy nierozpieczętowane. Wuj porucznika także odmówił wsparcia. Porucznik sprzedał dobrego konia i z żoną, Marylą, kucharzem i lokajem ruszył do Moskwy, a Jaś z rzeczami został jako zastaw, karmiony na rachunek państwa.

Mowsza, najbogatszy Żyd w mieście, zajmował się wynajmowaniem pokojów, handlem winem, kawiorem, śledziami i serami oraz miał szynk dla chłopów. Jego żona, niska i otyła, obsypana brylantami i krostami, sprzedawała towary bławatne, cukier, kawę i bakalie. Wszystko w ogromnej części na kredyt.

Nowo przybyłych chłopów najpierw częstowano najlepszą, mocną wódką. Gdy nabrali ochoty, zaczynali pić za pieniądze, nie płacąc za każdy kieliszek, co zaznaczano kreskami kredą na tablicy. W miarę picia liczba kresek coraz bardziej przekraczała liczbę kieliszków. Kiedyś u Mowszy zatrzymali się plenipotenci wiozący z Rygi złote dukaty za sprzedane zboże. Oddali gospodarzowi na przechowanie worki z monetami. Gdy zasnęli, Mowsza rozłożył w osobnej izbie bez okien dukaty na podłodze pokrytej suknem i przy pomocy żony i Jasia specjalnymi nożyczkami obrzynał delikatnie ich brzegi. Nazajutrz podróżni przeliczywszy  dukaty odjechali, nie interesując się wagą worków. Potem Mowsza wytopił ze ścinków bryłkę złota wielkości pięści. Bezdzietny szynkarz postanowił uczynić z Jasia Żyda, ten jednak nie miał najmniejszej ochoty na obrzezanie.

Kolejnym gościem był jadący z dwoma synami do Moskwy na nową posadę prokurator. Jaś, dobrze bawiąc się z chłopcami, uprosił by ich ojciec go stąd zabrał. Prokurator słysząc, że Jaś pozostaje tu jako zastaw, nawrzeszczał na Żyda, że nie ma prawa trzymać chrześcijanina w niewoli, a za goszczenie osoby bez paszportu powinien zostać uwięziony.

W Moskwie Jaś słuchał lekcji udzielanych synom prokuratora, wykazując się większymi niż oni postępami. Tam też poznał piękną panią, która przyglądając mu się uważnie – spytała czy ma znamię na lewej łopatce. Powiedziała mu, że jest siostrą jego zmarłej matki. Zajęła się nim. Po paru latach jeden z przyjaciół ciotki nakłonił ją, by posłała go do publicznej szkoły, gdzie poznał i zaprzyjaźnił się z łobuzem, który zaciągnął go do prywatnego domu gry i nauczył szulerki. Tam zakochał się w Agrypinie, córce właścicielki spelunki. Wkrótce obie kobiety wyjechały do Orenburga nad Uralem w nadziei uzyskania spadku. Wyżygin ruszył za nimi. W Orenburgu ciężko zachorował i został na życzenie jakiejś hrabiny porwany przez dwu złoczyńców, z których jeden chciał go zamordować, gdy drugi upierał się, że tak daleko instrukcje mocodawczyni nie sięgają.

Dochodząc do zdrowia, obudził się w jurcie kirgijskiej owinięty w wewnętrzne strony skór baranich. Jan spędził rok w stepach, ucząc się jazdy konnej, a także manewru polegającego na tym, żeby podczas galopu przesunąć się pod brzuchem zwierzęcia i wrócić na jego grzbiet. W ciągu kolejnej zimy hordzie, w której przebywał skończyły się zapasy i groził głód. Jedynym wyjściem był napad na wrogą – bogatszą hordę. Na początku starcia zabito konia pod Arsłanem, przywódcą Jasia. Wyżygin zdołał jednak ocalić Arsłana, ściąć toporem głowę szefa przeciwników i nadziawszy ją na pikę, poprowadzić swoich do szturmu. Za to dostał sporą część łupów, stając się honorowym Kirgizem.

Potem okazało się, że ciotka jest jego prawdziwą matką – piękną córką ponurego starowiercy, w której zakochał się stacjonujący tam rotmistrz książę Miłosławski. Ojciec panny nie zgodziłby się nigdy na małżeństwo z ortodoksyjnym prawosławnym. Uczucie jednak połączyło młodych. Przed urodzeniem syna książę został wysłany na front, gdzie zginął. Oczekiwane nieślubne dziecko uznał jednak za swoje. Zapisał mu też ogromną fortunę, jeśli urodzi się żywe. Gdy Jaś przyszedł na świat w wiejskiej karczmie złośliwa akuszerka, wiedząc że matka jest zamożna, postanowiła z karczmarką ją zamordować, zabierając kosztowności, a dziecko gdzieś porzucić. Dunia, słysząc ich naradę uciekła do lasu. Na gościńcu spotkał ją wędrowny muzyk włoski. Pan Barytone wysłał policję do karczmy, ale już tam nikogo nie zastano.

Młody Miłosławski usiłował wejść do służby cywilnej. Bez protekcji mu się to nie udawało. Wstąpił do wojska podczas wojny z Turcją. Przydzielono go do pułku, w którym walczył kiedyś jego ojciec. Stosując sztuczki kirgiskie, odznaczył się wzięciem do niewoli tureckiego generała. Wybitny oficer został sekretarzem dygnitarza w Petersburgu. Wygrał proces spadkowy i jako posiadacz milionowej fortuny, szczęśliwy małżonek zakupił rozległą posiadłość na Krymie.

Przy całym bogactwie detali tej sensacyjnej, wartkiej akcji jedna kwestia wydaje się wątpliwa: miłość polskiej panny do rosyjskiego oficera mogła się oczywiście zdarzyć, nie była jednak czymś tak oczywiście naturalnym, jak to Bułharyn przedstawia.