Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog
Urna ze spopieloną książką

Wizytę w Pałacu Krasińskich, zwanym także Pałacem Rzeczypospolitej, rozpocznijmy od Sali Rycerskiej: z jej figurami rzymskich legionistów, szachownicą podłogi, chłodem charakterystycznym dla wnętrz obszernych i pustych. Następnie, mijając zejście do zachowanych piwnic, szerokimi, marmurowymi schodami wchodzimy na wysokie, pałacowe pierwsze piętro – do Sali Kariatyd. Rzeźby muskularnych kobiet i mężczyzn podtrzymują sufit, uśmiechając się jakby nigdy nic. Wzrok szybko ucieka ku oknu, bo nagle w tę ściszoną, nieco muzealną przestrzeń wdziera się jasne światło i otwiera widok na Ogród Krasińskich z perspektywą domkniętą dawną główną bramą pałacową. Jeśli uda się zwalczyć pokusę pójścia na spacer i odwrócić plecami do zieleni drzew i błękitu nieba, to po przeciwnej stronie można dostrzec rysujące się w półmroku drewniane półki regałów bibliotecznych.

Wnętrze Biblioteki Wilanowskiej odtworzone w Pałacu Rzeczypospolitej

Wnętrze Biblioteki Wilanowskiej odtworzone w Pałacu Rzeczypospolitej

To Biblioteka Wilanowska, podarowana państwu polskiemu przez Adama Branickiego w 1932 roku. Z bliska widać również wieńczące regały, regularnie rozstawione popiersia myślicieli i filozofów. Na pierwszym planie zaś niskie szafy na zbiory ikonograficzne i kartograficzne, na blacie XIX-wieczny Schemat filozofii absolutnej tzw. Globus Hoene-Wrońskiego.

Globus Hoene-Wrońskiego

Globus Hoene-Wrońskiego

Spojrzenie wędruje po sali wypełnionej książkami, stanowiącymi jeden z nie tak licznych przykładów zachowanej biblioteki arystokratycznej. Znaleźć można w Bibliotece Wilanowskiej pozycje z wielu dziedzin, w kilku językach. Dokumentuje ona zarówno szerokie zainteresowania właścicieli, jak i mody środowiskowe, budowanie prestiżu poprzez fakt posiadania kolekcji pięknie oprawnych książek.

W lewym rogu pomieszczenia – kuriozum kontrastujące ze złoconymi oprawami Biblioteki Wilanowskiej: zbiór ksiąg z biblioteki klasztornej. Ich budzące zaufanie rozmiary, mocne, szerokie grzbiety, to jeszcze nic. Zaskoczenie przychodzi po konstatacji, iż księgi połączone są ze sobą łańcuchami, solidnymi, grubymi okami, przewleczonymi tak przemyślnie, by księgę dało się podnieść, zdjąć z półki, położyć na blacie, ale by nie dało się jej wynieść. Można to zrozumieć, pamiętając że niegdyś ceną książki (księgi) mogło być nawet kilka wsi.

Księgi biblioteki klasztornej

Właśnie w tym momencie, nasyciwszy się pałacowymi wnętrzami, sielskim widokiem parkowych alejek i kwietnych gazonów, metrami zabytkowych bibliotecznych regałów, złotem opraw i dostojnością popiersi oraz powagą klasztornych ksiąg, zauważamy niepozorny, dziwny kształt, którego nie potrafimy z niczym skojarzyć. Przezroczysta bryła, w której jest COŚ.  Brak podpowiedzi, ów obiekt stoi skromnie, bez podpisu. A jednak czujemy, że nie stałby w tej właśnie sali, być może najpiękniejszej w Pałacu Krasińskich, chroniony przed światłem, przed kurzem, przed ruchem, przy dbałości o odpowiednią temperaturę i wilgotność w pomieszczeniu, nieeksponowany czytelnikom, prezentowany jedynie przy odświętnych okazjach – gdyby nie był cenny. URNA jest najważniejsza.

Historię tę opowiada się zawsze młodym pracownikom, zawsze gościom Biblioteki Narodowej. Zawsze też wywołuje ona szok, wyzwala pokłady empatii, w nieco turystyczne wcześniejsze oprowadzanie niespodziewanie wnosi nastrój powagi, skupienia, przejęcia.

Choć tradycje Biblioteki Narodowej sięgają XVIII wieku i wiążą się z działalnością braci Załuskich, to dopiero w 1928 roku rozporządzeniem prezydenta Ignacego Mościckiego, przy akceptacji prezesa Rady Ministrów i Ministra Spraw Wojskowych Józefa Piłsudskiego, ustanowiona została Biblioteka Narodowa jako instytucja państwowa. Trwały prace nad projektem siedziby Biblioteki, gromadzone zbiory lokowano tymczasowo w wynajmowanych pomieszczeniach warszawskich bibliotek i archiwów. W 1939 roku wybuchła wojna. Wiele bezcennych zbiorów zostało zniszczonych, wiele zagrabionych. Od 1941 roku gmach przy ul. Okólnik 9 pełnił funkcję składnicy.

Tu właśnie Niemcy zwozili zbiory Biblioteki Narodowej, Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i Biblioteki Ordynacji Krasińskich. Pracowali przy ich porządkowaniu polscy bibliotekarze, w archiwum Biblioteki Narodowej zachowały się ich sprawozdania, oczywiście w rękopisie. Budynek przetrwał powstanie warszawskie. W październiku 1944 roku został jednak, wbrew umowie kapitulacyjnej, celowo podpalony przez Brandkommando. Gdy było już po wszystkim, w listopadzie 1944 – specjalna komisja polsko-niemiecka udała się na Okólnik. Budynek stał. Drzwi zamknięte. Można spróbować sobie wyobrazić wkładanie kluczy do zamka. Regały – są. A na regałach tomy! Radość, ulga, nadzieja… Wtedy, sekundy później, do pomieszczenia od otwartych drzwi wpada powiew wiatru. Na oczach nieszczęsnych ludzi wszystkie tomy osypują się z regałów, w powietrzu wirują strzępki spopielonych kartek, na półkach pozostaje siwy pył…

Ciśnienie i wysoka temperatura wytworzone podczas pożaru budynku oraz jego specyficzna konstrukcja zahibernowały na półkach kształty wypalonych do cna woluminów. Cofam się przed wyobrażeniem sobie uczuć tych, którzy przeżyli straszne rzeczy, którzy tracili ukochanych ludzi i ulubione rzeczy i którzy pomimo to przebiegli ruiny miasta, by ratować to, co należy do wszystkich. I teraz stali wśród popiołów. W 1944 roku spłonęło około 80 000 starych druków, 50 000 rękopisów, 2500 inkunabułów, 1 000 000 rysunków i grafik, 50 000 nut i teatraliów, 12 000 map i atlasów oraz część katalogów i inwentarzy. W tym zapewne momencie polscy bibliotekarze zapragnęli dać świadectwo. To oni właśnie wypełnili Urnę.

II wojnę światową w Bibliotece Narodowej przetrwało około 2000 rękopisów. Wiele jest barwnych, zaskakujących historii o poszukiwaniu zaginionych zbiorów zaraz po wojnie, o papierach w śniegu przy Okólniku, walających się przy rozbitych skrzyniach w Adelinie, o Görbistch, o zwrotach z Moskwy w latach 50., o tomach odkrywanych w bibliotekach niemieckich czy w rękach prywatnych, o najcenniejszych rękopisach, które przetrwały w Kanadzie (zwrócone w 1959 roku) i o tych, które, o ironio, przetrwały dzięki nieterminowym zwrotom – wypożyczone przed wojną osobom lub instytucjom. W 2017 roku w Zakładzie Rękopisów znajduje się około 36 000 rękopisów. Oczywiście zupełnie innych rękopisów, tamte przepadły bezpowrotnie.

Opowieść o Urnie można by w tym miejscu zakończyć, ale dla nas to nie jest koniec, a początek. Bolesna strata, której Biblioteka Narodowa doświadczyła w latach wojny – Urna jest symbolem tej straty. Dała naszym poprzednikom i daje nam teraz niezwykle silną motywację do podejmowania wzmożonych wysiłków, by zachować, by gromadzić, by dbać, by opisać, by udostępniać, by informować… Urna to oczywiste memento, ale także zobowiązanie, wyzwanie. Nie tylko dla bibliotekarzy, ale również dla darczyńców Biblioteki Narodowej, dla czytelników. Konkret, obok którego nie można przejść obojętnie.

Urna z popiołami zbiorów bibliotecznych spalonych przez hitlerowców w roku 1944

Urna z popiołami zbiorów bibliotecznych spalonych przez hitlerowców w roku 1944

 

Jądrem Urny jest książka. Właściwie strzęp książki. Jednej ze spalonych na Okólniku. Nie wiemy, kto jest autorem, czego dotyczyła. Można dostrzec wśród popiołu linię kart. Rozpad nie skończył się jeszcze. Podobno dziesięć lat temu widać było fragment grzbietu. Kształt książki coraz bardziej rozmywa się w garści popiołu. Proces trwa. Tyle zostało do zrobienia.

Urna z popiołami rękopisów i starodruków spalonych przez wojsko niemieckie w październiku 1944 r. »

CZYTAJ TAKŻE:

“Klepsydra” Łukasz Wojtysko »

“Urna w bibliotece, czyli jak się palą książki” Mikołaj Gliński »

◊◊◊

Artykuł powstał w ramach realizacji przez Bibliotekę Narodową projektu „Patrimonium – digitalizacja i udostępnienie polskiego dziedzictwa narodowego ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Jagiellońskiej” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020 oraz budżetu państwa.

Licencja Creative Commons
Urna by Anna Romaniuk is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License.

Zobacz także

Oko nicości

Poraża mnie myśl, że w poszukiwaniu znaczenia tej garści popiołu wypada odwrócić perspektywę, w której patrzymy na oko i próbujemy domyślić się twarzy, czaszki, istoty zamysłu tego, co się stało.


Jak czytać Bogurodzicę?

Nie dysponujemy nagraniami ze średniowiecza, ale dzięki badaniom nad historią języka polskiego i dziejami zmian fonetycznych możemy podejmować próby rekonstrukcji tego, jak mogły brzmieć najstarsze polskie teksty w czasach, gdy je spisywano.


Ogród wiedzy, część XIV

Gdy pewnego dnia Dżahandar ustrzelił na polowaniu antylopę, Hormoz pochwalił mu się, że posiada magiczną umiejętność, która pozwala mu przenieść swoją duszę w każde inne ciało. Dodał, że jeśli Dżahandar ma taką chęć, może nauczyć go tej sztuki…


Wcielenia królowej Wandy

Choć to Wincenty Kadłubek na początku XIII w. jako pierwszy wprowadza Wandę na karty polskiej historiografii, dopiero późniejsi autorzy doprowadzili jej legendę do znanego powszechnie kształtu: opowieści o bajecznej słowiańskiej władczyni, która na czele wojsk przegania niemieckiego adoratora, a później dramatycznie kończy w wiślanych odmętach.