Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Kolejka górska to dziś obowiązkowe wyposażenie szanujących się wesołych miasteczek i parków rozrywki. Nie jest ona jednak wynalazkiem współczesnym. Historycy twierdzą, że jej początki sięgają nawet połowy szesnastego stulecia. Protoplastami dzisiejszych roller-coasterów były budowane w Rosji, wysokie na 20 metrów drewniane konstrukcje. Schody prowadziły na szczyt nachylonego pod kątem 50° stoku, który polany wodą na mrozie pokrywał się cienką warstwą lodu. Z góry zjeżdżało się na wiklinowym siedzisku. Trwająca kilka mrożących krew w żyłach chwil podróż w dół kończyła się na stercie piasku. Wkrótce pojawiły się tory o bardziej wyszukanej konstrukcji – w kształcie litery „U”. Pozwalały one nie tylko zjechać w dół, ale również wjechać siłą rozpędu pod górę na przeciwległy koniec. Rozrywka taka stała się niezwykle popularna w całej Rosji, również wśród najzamożniejszych. Jej zagorzałymi admiratorkami były dwie caryce – Elżbieta i Katarzyna II. Konstrukcja z desek z pewnością nie była jednak odpowiednia do splendoru carskiego dworu. Opracowanie stosownej koncepcji wielkiej ślizgawki (Grande Glissade) do rezydencji w Carskim Siole powierzono w roku 1752 nadwornemu architektowi Bartolomeo Francesco Rastrellemu (1700–1771). Rysunki przedstawiające projekty zjeżdżalni (R.5312, R.5313) przechowywane są w Bibliotece Narodowej, gdzie zgromadzony jest największy na świecie zbiór prac tego artysty.

Bartolomeo Francesco Rastrelli, Façade de la Grand Glisade vis à vis du Grand Palais de Sarskezelau, 1752.

Bartolomeo Francesco Rastrelli, Façade de la Grand Glisade vis-à-vis du Grand Palais de Sarskezelau, 1752.

Była to monumentalna, dwukondygnacyjna budowla w kształcie rotundy, mieszcząca po bokach centralnej groty pokój do gier oraz salę jadalną. Do zjeżdżania służyły pochyłe rampy, ulokowane naprzeciwlegle po bokach. Całość zdobiły antykizujące rzeźby i bogate barokowe ornamenty. Stoki miały długość blisko 300 metrów. Mieściły pięć torów różnej wysokości biegnących w tym samym kierunku, jeden blisko drugiego. Zabawa możliwa była również latem, dzięki rozwiązaniom technicznym wymyślonym przez Andrieja Konstantinowicza Nartowa i specjalnym wózkom na kółkach, przypominającym rzeźbione sanki. Koła wagonika, mieszczącego od dwóch do czterech osób, poruszały się w zagłębieniach toru przypominających szyny. Im więcej pasażerów, tym większą pojazd rozwijał prędkość. Pierwszy tor miał około 30 metrów wysokości, a wózek nabierał przy zjeździe dużej prędkości, co pozwalało następnie wjechać na szczyt sąsiedniego toru, niższego o kilka stóp. Dzięki sile bezwładności, podobnej do tej wprawiającej w ruch wahadło, można było przejechać wszystkie pięć torów. Bieg kończył się miękko na sztucznej wyspie, a konie pracujące pod pochylniami wciągały siedzenia z powrotem na górę. Budowlę usytuowaną vis-à-vis głównego pałacu zrealizowano w latach 1754–1757, a w latach następnych rozbudowywano i udoskonalano. Szybko stała się sławna na całym świecie. Anglikański duchowny John Glen King opisał rosyjskie Flying Mountains w liście do biskupa Durham, a swoje wrażenia z jazdy zawarł w słowach very disagreable. W numerze z 25 lipca 1778 „Mercure de France” opublikowano artykuł Obserwacje na temat rosyjskiego zimna (Observations sur le froid de Russie) oparty w większości na relacji monsieur Kinga. We francuskim tekście przywołano jego mniej powściągliwą opinię: „wrażenie raczej niezwykłe, niż przyjemne. Pęd jest tak szybki, że zapiera dech w piersiach. Jest to mieszanina zaskoczenia i strachu, trochę przypominająca to, czego można by doświadczyć spadając z dachu domu i nie robiąc sobie krzywdy”. Niestety w roku 1795 budowla w Carskim Siole została rozebrana. Zachował się jednak pawilon podobnej zjeżdżalni, zbudowany nieco później w ogrodach rezydencji Oranienbaum przez innego włoskiego architekta pracującego na dworze carskim, Antonio Rinaldiego (1710–1794).

Dekoracje wielkiej ślizgawki w Carskim Siole.

Dekoracje wielkiej ślizgawki w Carskim Siole.

W epoce wojen napoleońskich tego typu zjeżdżalnie zostały spopularyzowane we Francji, a następnie w całej Europie. Pierwsza francuska kolejka górska z poruszającymi się po drewnianej pochylni wagonikami na kółkach pojawiła się w paryskim Belleville w roku 1812. Nazwana z racji swego pochodzenia montagnes russes (dosłownie: rosyjskie góry), szybko stała się popularną atrakcją towarzyską i znalazła wielu naśladowców. Już pięć lat później w Paryżu było takich torów sześć. Wydawane przez Stowarzyszenie artystów i literatów „Annales des bâtiments et des arts, de la littérature et de l’industrie” w roku 1819 komentowały tę nową modę z pewnym przekąsem:

Podziemne promenady Tivoli [dawne wyrobiska kamieniołomów udostępnione do zwiedzania w 1804 roku] były czas jakiś uczęszczane przez towarzystwo, tam zwierzano się z marzeń, tam szukano słodkiej melancholii. Melancholia była wtedy w modzie. Nagle tuż obok wzniesiono montagnes russes i oto zaniechano podziemnych spacerów, melancholia zniknęła, zastąpiły ją szalona wesołość, tłum biegnący na szczyt sztucznej góry, rozmowy o tym jak przyjemnie i jak godnie jest zjeżdżać w wózku pędzącym z prędkością błyskawicy. Eksperci i uczeni tym razem nie gardzą wmieszaniem się w ciżbę, maszerując na jej czele, nie pozwalając się wyprzedzić, przyspieszają bieg tłumu chętnych. Pewien znany lekarz zapewnia, że zjeżdżanie jest jak najlepsze dla zdrowia, że mimo ryzyka kontuzji, nie tylko zapobiega niedomaganiom, ale i leczy wszelkie choroby. Nie wystarczy jednak powiedzieć on to pisze, każe drukować, rozpowszechnia. Z jego książką w dłoni żona tłumaczy mężowi, a córka ojcu, że powinna zostać zawieziona do montagnes. Przyłączyć się to nie tylko moda, to szał, konieczność; wpływowi i możni, handlarze i robotnicy, wszyscy chcą zjeżdżać, wszyscy zjeżdżają. 

Montagnes de Belleville Barriere des 3 Couronnes, 1817 (ze zbiorów British Museum).

Montagnes de Belleville Barriere des 3 Couronnes, 1817 (ze zbiorów British Museum).

Wygląd kolejki w Belleville w roku jej założenia uwieczniony został na rysunku przez znanego wówczas malarza marynistę i autora pierwszych przygodowych powieści morskich, mającego w swym awanturniczym życiorysie epizod wypraw korsarskich – Ambroise’a Louisa Garneray (1783–1857). Według jego szkicu powstała akwaforta Edme Bovinet Montagnes de Belleville / Barrière des 3 Couronnes wydana i sprzedawana jako pamiątka w paryskim wydawnictwie Bance et Aumont przy ulicy J.J. Rousseau 10. Ciekawostką jest przechowywana w zbiorach Biblioteki Narodowej inna wersja tej kompozycji, posiadająca zmieniony tytuł i adres wydawniczy. Opublikowana również w Paryżu, lecz w oficynie Paul-André Basseta przy ulicy St. Jacques 64, odbitka ze zbiorów BN ma zmieniony tytuł: Montagnes russes d’été à Varsovie. Tajemnicą pozostaje na razie, kto zamówił powtórne wydanie tej ryciny i w jakim celu sprowadził ją do Warszawy.

Montagnes russes d'été à Varsovie, ok. 1812.

Montagnes russes d’été à Varsovie, ok. 1812.

Zjeżdżalnia w Belleville miała zaledwie jeden tor dla dwóch wagoników, co powodowało niekończące się kolejki chętnych. Na trwający krótką chwilę zjazd trzeba było czekać nawet dwie godziny. Potem wagonik musiał zostać na nowo wciągnięty na szczyt, a nowych amatorów zjazdowego szaleństwa przybywało i kolejka oczekujących wciąż się wydłużała. Konkurencja nie zasypiała więc gruszek w popiele. W innych parkach szybko powstały podobne atrakcje. Wydany w roku 1830 Manuel complet des jeux de société Elisabeth Celnart opisywał wszystkie paryskie kolejki, począwszy od położonych w Jardin du Delta na Faubourg Poissonnière Montagnes Egyptiennes, które pozwalały publiczności uniknąć wspinaczki po schodach. Wózek wraz z dwoma pasażerami był wciągany na wysokość pięćdziesięciu stóp na drewnianej platformie podnoszonej na linach, niczym winda napędzana przez konie. Nazwę swą zawdzięczały one konstrukcji utrzymanej w modnym wówczas stylu sztuki egipskiej. Następne były Montagnes suisses na Boulevard du Montparnasse, wyróżniające się tym, że mężczyznom do zjeżdżania służyły drewniane figurki koni na kółkach, a panie jeździły w fotelach. Atrakcją Montagnes de Tivoli był tor osłonięty w połowie biegu rodzajem tunelu. Część podróży odbywała się w ciemności, co dawało dodatkowy efekt i dreszcz ekscytacji. Montagnes Liliputiennes na Boulevard du Temple uznawane były za mało atrakcyjne, z kolei zjeżdżalnia o złowrogo brzmiącej nazwie „Skok do Niagary” została szybko zamknięta jako zbyt niebezpieczna. Najbardziej popularne były największe i najpiękniejsze, położone pośrodku rozarium Montagnes Aériennes w paryskim parku rozrywki Folie Beaujon. Kolejka w ogrodzie Beaujon zwana dla odróżnienia montagnes françaises, szybko zdeklasowała skromniejsze montagnes russses w Belleville, gdzie zaczęło bywać już jedynie zamożne mieszczaństwo. Najlepsze towarzystwo za odpowiednie uznawało już jedynie promenades aériennes w parku Beaujon. Odwiedził je nawet sam Ludwik XVIII. Nowa moda oraz zacięta konkurencja między dwoma parkami atrakcji stała się nawet tematem kilku wodewili. Współautorem dwóch z nich był Eugène Scribe, późniejszy twórca librett do oper Verdiego i Rossiniego. Spektakl Montagnes russes albo świątynia mody miał swoją premierę 31 października 1816, a przedstawienie Wojna pomiędzy parkami albo Folie Beaujon zostało pierwszy raz wystawione 12 lipca 1817 w paryskim Théâtre des Variétés. Śpiewano nawet o tym piosenki, np. La Mode aux montagnes russes! Alexandre’a Piccinniego (17791850).

Caroline Naudet, Jardin Beaujon Montagnes françaises, 1817.

Caroline Naudet, Jardin Beaujon Montagnes françaises, 1817 (ze zbiorów Bibliothèque nationale de France).

Według opisu z roku 1819 kolejka Folie Beaujon wyglądała następująco: „Z pawilonu wznoszącego się na ponad sześćdziesiąt stóp wysokości wychodzą na prawo i lewo dwa ogromne tory. Obydwa złożone z trzech łukowatych odcinków, które zbiegając się w jednym punkcie okalają rozległy plac obsadzony krzewami. Trzeci, prosty tor dzieli tę zamkniętą przestrzeń na dwie połowy. Po nim wózki wciągane są z powrotem na górę. Widziana z dołu konstrukcja, doprawdy wspaniała (zwłaszcza gdy jest oświetlona i gdy wózki i zwiedzający są w ruchu) tworzy zarys odwróconego serca, którego koniuszek znajduje się w jej najwyższym punkcie”.

Christophe Civeton, Montagnes Françaises. Jardin Beaujon, 1829 (ze zbiorów Bibliothèque nationale de France).

Christophe Civeton, Montagnes Françaises. Jardin Beaujon, 1829 (ze zbiorów Bibliothèque nationale de France).

Zjeżdżalnia w Beaujon uważana była za znacznie bardziej bezpieczną niż ta w Belleville. Niestety zdarzały się również groźne, a czasem nieco zabawne incydenty. Pismo „La Revue” donosiło, że 27 września 1817 roku pani Saint-Saveur uległa na Montagnes Aériennes wypadkowi. Powodem była nadmierna brawura owej damy, która zapragnęła przejechać się nowym, niesprawdzonym jeszcze modelem wózka. Mimo protestów obsługi, namówiła towarzyszącego jej mężczyznę na ryzykowny, eksperymentalny zjazd. Niestety na łuku toru wózek wypadł z trasy i przewrócił się. „Mężczyzna doznał jedynie drobnego zadrapania na twarzy, lecz dama, która w czasie wywrotki znalazła się pod nim, została poważnie poturbowana – złamała obojczyk i kość piszczelową”. Autor relacji wspominał również, że osiem miesięcy wcześniej ta sama kobieta miała wypadek na montagnes russes, w wyniku którego trzy miesiące przeleżała w łóżku. Tego typu przypadki skłaniały współczesnych do refleksji nad fenomenem popularności tej rozrywki. W „Annales des bâtiments et des arts, de la littérature et de l’industrie” z roku 1819 pojawiła się konstatacja: „Taka jest natura ludzkiej duszy, że niebezpieczeństwo, które, wydawać by się mogło, powinno odstraszać tłumy, przeciwnie jest tym, co je przyciąga. Przyjemność staje się większa, gdy ryzyko, któremu trzeba stawić czoła by jej skosztować, odmalowuje się barwnie w wyobraźni”.

Auf der Rutschn des Tivoli, 1832 (ze zbiorów Bezirksmuseum Meidling)

Auf der Rutschn des Tivoli, grafika z 1832 roku (ze zbiorów Bezirksmuseum Meidling)

W tym czasie, gdy w Belleville i Folie Beaujon gromadziły się tłumy chętnych i ciekawskich chcących popróbować po raz pierwszy nowej, ekscytującej zabawy, Fryderyk Chopin był jeszcze nastolatkiem i mieszkał w Warszawie. Przyjemność jazdy kolejką górską poznał dopiero w roku 1831. Nie w Paryżu, a w Wiedniu. Koncertując przez osiem miesięcy w stolicy Austrii, Fryderyk kilkakrotnie wyjeżdżał na wycieczki i spacery pod miasto. Odwiedził również położone na wzgórzu Grüne Berg wiedeńskie Tivoli i założony tam przez firmę Gericke & Wagner park rozrywki. Obok platformy widokowej, z której można było podziwiać panoramę Wiednia, główną atrakcją była kolejka górska. Otwarcie zjeżdżalni, złożonej z czterech wijących się torów, po których jednocześnie mogło jeździć aż piętnaście dwuosobowych drewnianych wózków na kołach, nastąpiło 5 września 1830 roku w obecności pary cesarskiej. Johann Strauss ojciec napisał wówczas okolicznościowego Tivoli-Rutsch-Walzer (op.39) . O swojej wyprawie na przedmieścia wspominał Chopin w liście do rodziców napisanym 16 lipca 1831 r. Zdaje się, że początkowo żywiołowość zabawy na kolejce górskiej budziła w słabowitym Fryderyku spore obawy i tylko świadomość obecności aż ośmiu zaufanych kompanów sprawiła, że jednak odważył się spróbować. Pisał:

…Tivoli, gdzie jest rodzaj karuzelu, czyli ślizgawki na wozach, oni to zwą Rutsch. Jest to ogromne głupstwo. Pełno jednakże osób spuszcza się tymi wozami z góry na dół, bez żadnego celu, dla pustej tylko zabawy. Anim chciał na to patrzeć; dopiero później, ponieważ nas było ośmiu (i to samych dobrych przyjaciół, jak to Rayter tutejszy professor politechniki, Helcel z Krakowa itp.), jakeśmy się razem zaczęli puszczać na wyścigi, kto prędzej doleci, pomagając sobie nogami, nabrało to celu współubiegania się i z zapalczywego tej głupiej wiedeńskiej zabawy malkontenta, gorliwym prozelitą zostałem…

Autograf listu nie zachował się, a jego treść znamy z odpisów podających kilka różnych wersji tekstu. W jednej z nich ten passus ma ciąg dalszy: „[…] dopóki znów rozum nie przyszedł do głowy i myśl, że tem zabawiają zdrowe i mocne ciała, tem bałamucą zdatne umysły i to wtenczas właśnie, kiedy takowych ludzkość wzywa na swoją obronę. Niech ich diabli porwą!” 

W słowach tych wyraźnie pobrzmiewa nuta mącąca beztroskę towarzyskich rozrywek – w tym czasie dogorywało przecież powstanie listopadowe, a w uszach Chopina być może pobrzmiewała już Etiuda Rewolucyjna (op. 10 nr 12).

 

Licencja Creative Commons
Chopin na rollercoasterze by Agata Pietrzak is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License.

Zobacz także

Gra w praszczura

„Dziś już wiemy, że Polacy nie pochodzą od bajecznego Assarmotu” napisano dzieciom explicite dopiero w XX wieku, choć historycy sto lat wcześniej starali się skruszyć tego niefortunnego prototurbosłowiańskiego bałwana…


Urna ze spopieloną książką

Urna

Urna to oczywiste memento, ale także zobowiązanie, wyzwanie. Nie tylko dla bibliotekarzy, ale również dla darczyńców Biblioteki Narodowej, dla czytelników. Konkret obok którego nie można przejść obojętnie.