Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Czy szkoła szkodzi zdrowiu? Postulaty i rady dziewiętnastowiecznego lekarza-higienisty


Rozwój myśli higienicznej w drugiej połowie XIX wieku przyniósł wiele publikacji o charakterze naukowym, popularnonaukowym, ale też  poradnikowym, których celem było upowszechnianie zasad naukowej higieny w  różnych obszarach życia i wśród wszystkich warstw społecznych. Lekarze, pedagodzy, społecznicy i publicyści angażowali się w promowanie zasad higienicznych, a pojęcie higieny stało się słowem-kluczem dla postulatu polepszenia zdrowia jednostki i społeczeństwa. Słowo higiena pojawiało się w różnych kontekstach – od higieny ciała po higienę życia umysłowego, mówiono też o balach higienicznych, podróżach, sukniach i obuwiu higienicznym, a także o książkach, lampach, piecach i budynkach. Lekarze pisali o znaczeniu higieny w życiu małżeńskim, o higienie odżywiania, a nawet o higienie palenia tytoniu. Fascynacja higieną zrodziła pewnego rodzaju modę na higienę, która wraz z rozwojem bakteriologii przeradzała się, jak niekiedy sugerowano, w „prawdziwą obsesję”.

Pod koniec XIX wieku niemal każdy obszar życia społecznego podlegał ocenie higienicznej, a postępująca specjalizacja w jej obrębie  doprowadziła do ukształtowania się różnych działów: od higieny publicznej, związanej z działaniami sanitarnymi, po higienę pracy czy higienę społeczną. Pomiędzy nimi istotne miejsce zajmowała higiena szkolna, związana ściśle z higieną wychowania, która koncentrowała się na wdrażaniu zasad higienicznych i profilaktyki zdrowotnej wśród dzieci i młodzieży.

Zainteresowanie problemami zdrowotnymi uczniów  skierowało uwagę propagatorów higieny na kwestie związane z wyposażeniem i stanem sanitarnym szkół, ale też na organizację nauczania, a w zakresie wychowawczym – na rolę edukacji fizycznej, czystości osobistej i odpowiedniego odżywiania. Higieniści postulowali objęcie uczniów opieką medyczną przez powołanie lekarzy szkolnych i zabiegali o wprowadzenie higieny do programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji.

W polskich publikacjach dotyczących zdrowia z drugiej połowy XIX wieku, w czasopismach medycznych, ale też codziennych, w broszurach i poradnikach kwestia higieny szkolnej poruszana była stosunkowo często, co również znalazło odzwierciedlenie w szeregu działań o charakterze praktycznym. Wielu lekarzy-higienistów i popularyzatorów higieny nie tylko pisało o znaczeniu profilaktyki zdrowotnej w przestrzeni szkolnej, ale też organizowało  różnego typu przedsięwzięcia, które miały zapewnić dzieciom i młodzieży lepsze, sprzyjające zdrowiu warunki dla nauki i zabawy. Wśród nich wymienić można Stanisława Markiewicza (1839–1911), twórcę kolonii letnich dla warszawskich dzieci (w 1882 roku założył Towarzystwo Kolonii Letnich), Józefa Tchórznickiego (1849–1910), autora pogadanek o zdrowiu dla młodzieży i organizatora kąpieli ludowych, Tadeusza Żulińskiego (1839–1885), autora  pierwszego polskiego podręcznika o higienie, Stanisława Kopczyńskiego (1873–1933), który opracował plan higieny wychowawczej dla Polskiej Macierzy Szkolnej.

Od drugiej połowy XIX wieku higiena szkolna stała się jednym z ważniejszych tematów poruszanych na polskich Zjazdach Lekarzy i Przyrodników (od 1869 roku), a także na organizowanych w Warszawie wystawach higienicznych (1887, 1898). Była też ważnym zagadnieniem omawianym podczas międzynarodowych kongresów demograficzno-higienicznych.

W omawianym okresie w każdym zaborze przeprowadzano pewne wynikające z wymienionych postulatów zmiany, ale wciąż były one niewystarczające wobec  realiów. Korzystające z niemieckich, szwedzkich i angielskich wzorów, w większych miastach na ziemiach polskich powstawały placówki opiekuńcze, rekompensujące trudne warunki zdrowotne w szkołach: ogrody Raua, ogrody jordanowskie, freblowskie, które organizowały gry i zajęcia ruchowe na świeżym powietrzu. Na początku XX wieku w Warszawie powstały Instytuty Higieny przeznaczone dla dzieci wyposażone w łaźnie i boiska – Instytut Barona de Lenvala (1903), a następnie Instytut Higieny Praktycznej im. Bolesława Prusa (1908), pisarza, który  niejednokrotnie nawoływał w swoich felietonach do reformy szkolnictwa i wprowadzania w szkołach i wychowaniu zasad higieny.

W wielu krajach europejskich pod wpływem rozwoju naukowej higieny pojawiała się ostra krytyka ówczesnego systemu szkolnictwa. W polskim piśmiennictwie higienicznym powtarzano tezę, która nierzadko poparta była konkretnymi badaniami nad stanem zdrowia uczniów, że nowoczesna szkoła jest sprzeczna z zaleceniami naukowej higieny i jako taka stanowi zagrożenie dla  ich zdrowia fizycznego i psychicznego. Krytyka była powszechna i dotyczyła kilku obszarów: budynków szkolnych i ich wyposażenia, systemu organizacji nauczania i wypoczynku oraz świadomości higienicznej uczniów, której wyrazem był  ogólnie niski poziom higieny osobistej.

Autorzy opisywali różne aspekty, które miały decydujący wpływ na zdrowie nie tylko uczniów, ale też nauczycieli i służby szkolnej, czyli tzw. tercjanów. Najczęściej powtarzające się skargi dotyczyły wyposażenia – złego usytuowania budynku szkolnego, ciasnych, wilgotnych, brudnych  i ciemnych sal lekcyjnych, po których, jak pisał Stanisław Lewkowicz, biegały gryzonie i insekty. Zwracano uwagę na jakość ławek szkolnych i ich niedostosowanie do wieku uczniów oraz na brak podstawowych urządzeń sanitarnych, umywalek i spluwaczek.

Inna szeroko dyskutowana kwestia dotyczyła przeciążenia umysłowego uczniów, którzy w ocenie lekarzy  zbyt wiele czasu spędzali w niesprzyjających zdrowiu warunkach szkolnych i od których wymagano  opanowania  ogromnego zakresu wiedzy. Dziewiętnastowieczni lekarze przekonywali, odwołując się do twierdzeń Jędrzeja Śniadeckiego, że nowoczesny system szkolny, który kładł nacisk na wykształcenie umysłowe, zbyt mocno obciążał uczniów, co skutkowało osłabieniem ich zdrowia fizycznego. Kilka lat nauki szkolnej – pisano – zamieniało zdrowe  i wesołe dzieci w niedołężnych, rachitycznych i cherlawych dorosłych.

Walery Jaworski (1849–1924), lekarz gastrolog, profesor chorób wewnętrznych i propagator higieny, w pracy zatytułowanej O szkodliwym wpływie zanieczyszczeń powietrza szkolnego na zdrowie uczniów i nauczycieli (Kraków, 1887) stwierdzał wprost, że młodzież w szkole „karłowacieje”:

Wpływ zaś szkoły nowoczesnej, zużywającej siły żywotne jednostki i to w czasie jej rozwoju, pokwitania i największej wrażliwości ustroju, nie może już z natury działać dodatnio na zdrowie młodzieży.

Efektem były wady postawy, w tym skrzywienia kręgosłupa, krótkowzroczność, częste infekcje oraz ogólne osłabienie organizmu. Przeciążenie nauką  negatywnie wpływało na młody system nerwowy, a niedostatek snu, spowodowany zbyt wczesnym wstawaniem do szkoły, jak podkreślali higieniści, obniżał zdolności umysłowe, co z kolei przyczyniało się do zaburzeń psychicznych, a u dziewczynek przejawiało się w rozpowszechnionej blednicy (niedokrwistości). Walery Jaworski zauważał, że kształcenie nie wymaga rozległego materiału, lecz powinno odbywać się na podstawie dobrze obrobionego niewielkiego quantum. Niestety, nowoczesna szkoła nie spełniała tych wymogów, obciążeni nauką uczniowie wraz z latami nauki stopniowo zapadali na zdrowiu. […] naturalne postacie coraz więcej znikają, a przeważa młodzież niedokrewna i wychudła – pisał Jaworski.

Brak ruchu, dostępu do świeżego powietrza i słońca, brud panujący w szkolnych pomieszczeniach, złe  ich  oświetlenie i ogrzewanie powodowały niedotlenienie organizmu, przeziębienia i sprzyjały rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych.

„Szkolny ból głowy” czy „niestrawność szkolna”, na którą powszechnie skarżyli się uczniowie, zdaniem lekarzy nie były wymówką od nauki, lecz rzeczywistym problemem wynikającym ze złych higienicznych warunków szkolnych. Walery Jaworski diagnozował:

Ból ten głowy bywa u niektórych uczniów nadzwyczaj uporczywy, polega na ciśnieniu w okolicy czoła i skroni; niekiedy opisują go chorzy jako pukanie w okolicy ciemienia; wzmaga on się w miarę postępu roku szkolnego, a znika dopiero po kilkotygodniowych feryach szkolnych.

Rosnące wymagania, przeciążone programy wynikające z ogólnego rozwoju nauki i złe metody, w powiązaniu z ogólnie niskim stanem wyposażenia szkół stwarzały warunki dla rozwoju wszelkich chorób. Sytuacja wymagała natychmiastowej reformy, która –  zdaniem Jaworskiego – powinna rozpocząć się od poprawy jakości „atmosfery” szkolnej. Nawiązując do badań niemieckiego higienisty Maxa von Pettenkofera (1818–1901), Walery Jaworski opisał, w jaki sposób problem zanieczyszczonego powietrza w szkołach ogniskuje w sobie inne, istotne aspekty higieny. Dla higienistów czyste powietrze było bowiem pierwszym elementem ogólnego wymogu czystości.

Za niezbędne Jaworski uznawał, podzielając opinię wszystkich higienistów, wdrożenie zasad higieny już od momentu wyboru miejsca, w którym budynek szkolny miał powstać. Od tego bowiem zależała jakość powietrza. Jeśli budynek szkolny znajdował się w środku miasta, a co gorzej w pobliżu fabryki, cały kurz uliczny i „niedopalone cząstki węgla” dostawały się do pomieszczeń szkolnych przez okna lub przenoszone były na „sukniach” i obuwiu uczniów:

Dodajmy jeszcze, że wielu uczniów z domów mniej czuwających nad czystością i porządkiem, przynosi w swych sukniach najrozmaitszego rodzaju pył, stosownie do zajęcia zawodowego rodziców (piekarze, młynarze, tapicerzy i. t. p.) a będzie nam zrozumiałem to znaczne gromadzenie się pyłu szkolnego, które sprawna, że powlekają się okna i sprzęty szkolne w bardzo krótkim czasie warstwami kurzu.

Jaworski objaśniał, jak i z czego powstaje zanieczyszczone powietrze i jaki ma wpływ na organizm człowieka, wymienił też kilka istotnych źródeł owego zanieczyszczenia w warunkach szkolnych. Po pierwsze było to oddychanie płucne (zużycie tlenu i wydalanie dwutlenku węgla), co przy dużej liczbie uczniów w klasie, szacowanych według autora od 50  do 80 osób, powodowało ogromne stężenie różnego rodzaju cząstek (chlorku amonu, chlorku sodowego, kwasu moczowego itp.) sprawiając, że  w sali brakowało wolnego, zdatnego do oddychania powietrza. Ponadto organizm ludzki „oddychając skórą” przez gruczoły potne, dostarczał atmosferze różnego typu kwasy i wyziewy skórne tworzące nieprzyjemną woń. Nie bez znaczenia dla jakości powietrza, jak wskazywał autor,  miały uwalniające się „gazy jelitowe”:

W sali szkolnej bowiem, gdzie przeciętnie przebywa przez kilka godzin 50 osób, z których każda przez 4 godziny szkolne zużywa 1280 litrów powietrza atmosferycznego, powstaje przez ten czas 64000 litrów powietrza nieużytecznego do oddychania, do którego dołączyły się miliardy pyłków i mikroorganizmów najrozmaitszego pochodzenia

Drugie istotne źródło zanieczyszczenia powietrza w salach szkolnych wiązało się z systemem ogrzewania. Stare piece, najczęściej żelazne, jak stwierdzał Jaworski „przepuszczały gazy”, w tym bardzo niebezpieczny czad. Temperatura w salach szkolnych była zazwyczaj albo zbyt wysoka albo za niska. Zapewnienie zatem stałej temperatury 18 stopni Celsjusza w pomieszczeniach szkolnych autor uznawał za wymóg higieniczny. Jego zdaniem  uczniowie, którzy kilka godzin dziennie przebywali w takiej atmosferze, mieli pełne prawo skarżyć się na duszności, bóle głowy i nudności. Były to bowiem typowe objawy zatrucia organizmu „wyziewami” powietrza.

Walery Jaworski zwrócił też uwagę na wyposażenie szkół i sposób, w jaki uczniowie spędzali większość czasu: w niedostosowanych ławkach, przygarbieni i pochyleni oddychali płytko i „powierzchownie”, co powodowało zaburzenia w krwioobiegu, a to z kolei negatywnie wpływało na układ trawienia, powodując liczne dolegliwości: nudności, wymioty, niestrawność o podłożu nerwowym. W takich sytuacjach lekarze, jak twierdził autor, zalecali odpoczynek i dłuższy pobyt w domu, które okazywały się bardziej skuteczne niż lekarstwa.

Za największe zagrożenie dla zdrowia uczniów doktor Jaworski uznawał wysokie prawdopodobieństwo zarażenia się gruźlicą lub inną chorobą zakaźną, które istniało w ówczesnych szkołach. Plucie na podłogę, brud przynoszony z domu przez uczniów oraz wrzawa panująca na korytarzach szkolnych sprzyjały roznoszeniu chorobotwórczych zarazków. Autor podkreślał, że szczególną ostrożność należało zachować podczas lekcji śpiewu, podczas których uczniowie wdychali większą ilość szkodliwych ciał zawartych w powietrzu.

Rady profesora Jaworskiego odnosiły się zarówno do kwestii ogólnych, jak i szczegółowych. Był on bowiem zwolennikiem wprowadzenia zasad higienicznych w formie przepisów ministerialnych i za niezbędne uznawał wykształcenie w tym zakresie nauczycieli, na których spoczywał obowiązek dopilnowania przestrzegania owych zasad. Domagał się też, by higiena została wprowadzona do programu szkół średnich w ramach nauk przyrodniczych, co – jego zdaniem – w pewnym stopniu wpłynęłoby na  osobiste i domowe wychowanie higieniczne.

Wymienione postulaty korelowały z konkretnymi poradami autora. Po pierwsze, należało zainstalować wentylatory w szkołach  i zmniejszyć liczbę uczniów w klasach. Po drugie – zadbać o czystość, wycierając kurz i dokładnie zmywając ławki, tablice, podłogi oraz korytarze. By unikać nadmiernego unoszenia się pyłu w powietrzu, uczniowie nie powinni też chodzić  bez potrzeby po klasie… Sale powinny być wyposażone w spluwaczki, by uczniowie nie spluwali na podłogę. W każdej szkole należało urządzić kącik sanitarny z umywalkami i ręcznikami. Obowiązkiem nauczycieli było dopilnowanie, by uczniowie nie przychodzili do szkoły brudni. Powinni  oni w szczególności zwracać uwagę na czystość rąk i twarzy uczniów, a niedbających o czystość należało odsyłać do domu. Niezmierne istotną rzeczą było zapewnienie uczniom przerw między lekcjami, podczas których spędzaliby   czas na świeżym powietrzu, a klasy byłyby wietrzone. W ówczesnym systemie, gdy lekcja trwała godzinę, a przerwa 10 minut, nie było takiej możliwości. Ponadto w tak krótkim czasie uczniowie nie mieli sposobności, żeby zjeść śniadanie. Wypoczynek uczniów spełniał rolę regeneracyjną dla organizmu, dlatego autor apelował, podobnie jak inni higieniści, by na czas ferii nie zadawać uczniom prac domowych.

Postulaty Walerego Jaworskiego wyrażały także troskę o zdrowie nauczycieli oraz służby szkolnej, która zazwyczaj mieszkała w ciasnych pomieszczeniach przyszkolnych. Autor stwierdzał, że szkoła tak samo szkodzi uczniom, jak i nauczycielom, ponieważ narażeni  byli na te same „okoliczności”. Dlatego postulował, by przepisy higieniczne dotyczyły nie tylko uczniów, ale wszystkich, którzy w działalność szkoły byli zaangażowani.

Opisywane przez doktora Jaworskiego i innych lekarzy-higienistów warunki szkolne daleko odbiegały od zasad higienicznych, a uczniowie i uczennice narażeni byli na wzrastające z każdym rokiem nauki zagrożenie utraty zdrowia. Szkoła  w wielu aspektach – pod względem wyposażenia, organizacji nauki i metod nauczania –  szkodziła zdrowiu, była zatem jednym z cywilizacyjnych czynników chorobotwórczych. Ta ponura diagnoza dziewiętnastowiecznych higienistów wraz z szeroką popularyzacją higieny przyczyniła się jednak do wypracowania nowych idei pedagogicznych oraz form organizacji nauki szkolnej, które stopniowo  i z różnymi efektami zaczęto wdrażać w odrodzonej Polsce.

◊◊◊

Digitalizację materiałów bibliotecznych w ramach projektu „Patrimonium – zabytki piśmiennictwa” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

◊◊◊