Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Hydropatyczny kadryl czyli Oda do Naftusi


Najważniejszem jest to, aby chory wydaliwszy się z domu i przybywszy do zdrojowiska zapomniał o całej swej przeszłości, a żył jedynie myślą o dzisiaj; aby zapomniał o wszystkiem co przecierpiał i nie troszczył się wcale o to, co w przyszłości go czeka. Przez to pozbędzie się tych natrętnych myśli i wrażeń, które go dręczą i drażnią cały organizm.

Tak zalecał autor rozprawy Dyjetetyka kąpielowa czyli nauka jak zachować się należy podczas leczenia w zdrojowiskach, lekarz zdrojowy z Krynicy, dr Bolesław Skórczewski. Praca Skórczewskiego została wydana w 1880 roku, jednak powyższa rada długo nie traciła na ważności. W teorii pobyt w zdrojowisku miał służyć poprawie zdrowia i kondycji, zarówno fizycznej, jak i psychicznej.  W praktyce bywało z tym jednak różnie, niektórzy zalecenie dr. Skórczewskiego brali sobie do serca bardzo dosłownie, mocniej skupiając się na rozrywkach i „bywaniu” niż na kuracjach. W przedwojennej Rzeczypospolitej wyjazdy do uzdrowisk były bardzo modnym sposobem na spędzanie czasu, zarówno dla klasy średniej i biedniejszych obywateli, jak też dla elit politycznych i kulturalnych. Stąd też wynikała dbałość władz uzdrowisk o urozmaiconą ofertę rozrywkową dla kuracjuszy, w której muzyka stanowiła jeden z najważniejszych punktów programu.

8010034

Klub zdrojowy, Truskawiec-Zdrój, pocztówka z ok. 1915 r.

Rytm dnia przedwojennego kuracjusza był ściśle ustalony, a przede wszystkim – odmienny od codziennego. W większości uzdrowisk stałym punktem była tzw. muzyka zdrojowa, czyli koncert poranny i popołudniowy orkiestry zdrojowej, a czasem innego zaproszonego zespołu. Czas muzyki zdrojowej był dostosowany do pór zabiegów i picia wód w uzdrowisku, po nich można było usiąść w parku, spacerować lub pić wodę przy dźwiękach muzyki. W tym celu każde szanujące się zdrojowisko musiało posiadać estradę, pawilon, altanę lub przynajmniej tzw. kiosk dla orkiestry. Podkreślano to w przewodnikach i zaleceniach dla udających się do uzdrowisk.

7917087

Pawilon muzyczny, Truskawiec-Zdrój, pocztówka z 1926 r.

Obecność żywej muzyki podnosiła znacznie rangę miejscowości zdrojowej, niektórzy w zastępstwie reklamowali się posiadaniem radia bądź fortepianu. Jak można przeczytać w broszurze pt. Sławuta: klimatyczna stacyja leśna oraz zakład kumysowy Henryka Dobrzyckiego:

W liczbie rozrywek pobyt chorym uprzyjemniających, ważne miejsce zajmuje jaka taka orkiestra. A chociaż dla administracyi stanowi ona bardzo poważną rubrykę w wydatkach, jednak jest konieczną. W miastach lub bardziej uczęszczanych miejscach leczniczych bywają orkiestry stałe, które za stosunkowo nieznaczne wynagrodzenie można mieć na cały sezon.

8424358

Pawilon muzyczny, Truskawiec-Zdrój, pocztówka, przed 1939 r.

Muzyka towarzysząca spacerom i odpoczynkowi nie mogła powodować „wzburzenia organizmu” i być zbyt szybka. Musiała pasować do spokojnej przechadzki i przez to poprawiać działanie kuracji. Obecność muzyki w uzdrowisku regulowała tzw. taksa kuracyjna, do której doliczano specjalny dodatek na ten cel. Repertuar porannych i popołudniowych koncertów przez lata był podobny i zwykle składał się ze znanych melodii symfonicznych i operowych, utworów patriotycznych, muzyki popularnej (walce, fokstroty, marsze, tanga, przeboje amerykańskie) i miniatur instrumentalnych. Wykonawcami były stałe lub specjalnie zapraszane orkiestry zdrojowe, a często orkiestry wojskowe.

Najbardziej znaną stałą orkiestrą była słynna atrakcja sezonów letnich – Orkiestra Zdrojowa z Krynicy, założona w 1875 roku przez dyrygenta i kompozytora Adama Wrońskiego. Wroński, nazywany przez niektórych „polskim Straussem”, ze swoją muzyką trafił idealnie w gusta uzdrowiskowych słuchaczy, którzy mogli słuchać muzyki dwa razy dziennie na placu przed Domem Zdrojowym.

plac_przed_domem_zdr

Plac przed Klubem Zdrojowym, Truskawiec-Zdrój, pocztówka, przed 1939 r.

Kompozycje Wrońskiego stanowiły dużą część repertuaru Orkiestry. O tym, jakiego charakteru była to muzyka, najlepiej świadczą tytuły utworów, np. walc Kamelje, mazur Rżnij Walenty, polka Ciotuniagalop Celny Strzał  i najbardziej chyba oryginalny Hydropatyczny kadryl. Po śmierci Wrońskiego w 1915 r. orkiestrą, wtedy już pod nazwą Orkiestra Promenadowa, kierował dyrygent Operetki Poznańskiej – Mieczysław Kochanowski, w latach trzydziestych koncertmistrz 8 Pułku Piechoty Legionowej, Józef Konowalski, do 1939 roku zaś Feliks Kochański. W czasach Kochańskiego orkiestra liczyła 32 muzyków, a do jej dyspozycji przeznaczono budynek zwany Domem Muzyki (obecnie Sanatorium Wojskowe).

celny strzal

Adam Wroński, Celny strzał: galop na fortepian op. 106.

Równie atrakcyjną ofertą muzyki zdrojowej mógł się poszczycić Ciechocinek. W latach dwudziestych w sezonach letnich tzw. koncerty popularne grywały tam orkiestra Filharmonii Warszawskiej oraz orkiestry stacjonujących nieopodal 61 i 65 pułków piechoty. Ponadto Ciechocinek w latach trzydziestych reklamował się umieszczonymi w parku głośnikami znanymi jako „gigantofony Marconiego”, z których dobiegała muzyka i audycje radiowe. Orkiestry wojskowe przygrywały również kuracjuszom Truskawca (orkiestra VI Samborskiego Pułku i orkiestra Drohobyckiego Batalionu, orkiestra 3 pułku Legionów z Jarosławia), Iwonicza Zdroju (orkiestra 2 Pułku Strzelców Podhalańskich z Sanoka), Druskiennik i Jaremcza. Natomiast w uzdrowiskach Dolnego Śląska (Kudowa Zdrój, Polanica Zdrój) zamiast orkiestr zdrojowych usłyszeć można było często orkiestry górnicze. Zdarzały się również takie ciekawostki, jak w Krościenku nad Dunajcem, gdzie gościnnie występowała „zamiejscowa orkiestra cygańska”.

5819943-2

Estrada dla muzyki, Ciechocinek, pocztówka, przed 1918 r.

Program koncertów muzyki zdrojowej zasadniczo dobierany był pod gusta publiczności, trzeba przyznać – niezbyt wymagające, efektem czego były osobliwe konglomeraty repertuarowe. Dla przykładu: we wtorek 29 września 1925 w Ciechocinku, orkiestra 65 p.p. pod batutą Zenona Zakrzewskiego podczas koncertu popołudniowego wykonała m.in. fantazję z Lohengrina Wagnera, Nasze chłopskie obertasy Brzezińskiego, Intermezzo i Barkarolę z Opowieści Hoffmana Offenbacha i marsz Do Prus Blankenburga. Natomiast repertuar tzw. wielkich koncertów symfonicznych w wykonaniu orkiestry Filharmonii Warszawskiej był już bardziej ambitny, można było usłyszeć m.in. IX Symfonię e-moll „Z Nowego Świata” op. 95 Dvořaka z solistą Janem Dworakowskim na skrzypcach czy V Symfonię e-moll op. 64 Czajkowskiego.

Prawdziwe centrum uzdrowiskowego życia towarzyskiego koncentrowało się jednak w restauracjach, kawiarniach, kasynach i salach hotelowych. Organizowano tam dancingi, bale, koncerty muzyki rozrywkowej i tzw. reuniony, zaś wykonawcami były prawdziwe gwiazdy muzyczne II RP m.in. Mieczysław Fogg, Artur i Henryk Goldowie, Jerzy Petersburski i Chór Dana.

7470982-2

Chór Dana, fot. Benedykt Jerzy Dorys, ok. 1937 r.

Trudno przyznać palmę pierwszeństwa jednemu kurortowi. Na pewno wśród modnych przedwojennych destynacji przodowały Krynica, Truskawiec i Ciechocinek. W Krynicy słynny tenor Jan Kiepura w latach 1930-1933 wybudował nawet swój hotel – „Patrię” – wówczas jeden z najnowocześniejszych i najdroższych obiektów tego typu (śpiewak wydał na niego aż 3 miliony dolarów!), odwzorowujących luksusowe hotele austriackie i szwajcarskie. „Patria” była jedynym polskim domem Kiepury. Gdy przyjeżdżał do niej, kuracjusze i mieszkańcy gromadzili się pod oknami i prosili go, aby wykonał któryś ze swoich przebojów (podobno czasami dawał się namówić!).

Wieczorne życie muzyczne uzdrowisk wypełniały zazwyczaj muzyka rozrywkowa i taneczna, a najczęściej spędzano czas na dancingach. Rozchwytywaną w uzdrowiskach (i nie tylko) grupą był zespół braci Artura i Henryka Goldów, występujących m.in. ze swym kuzynem Jerzym Petersburskim. Goldowie i Petersburski byli szeroko znani jako prowadzący orkiestrę w warszawskim lokalu „Adria” i popularnym teatrzyku „Qui Pro Quo”, a przede wszystkim jako autorzy przebojów takich jak Tango milonga, Ta mała piła dziś, Jesienne róże czy To ostatnia niedziela. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku zespół grywał na dancingach m.in. w Domu Zdrojowym w Krynicy, w Hotelu Müllera w Ciechocinku i Klubie Towarzyskim w Truskawcu.

8009812

Klub Towarzyski, Truskawiec-Zdrój, pocztówka z 1936 r.

Goldowie, a szczególnie młodszy z nich, Henryk, uważani byli za pionierów polskiego jazzu. Jazz święcił wówczas triumfy i był powiewem zachodniej nowości, jednak nie wszyscy byli jego zwolennikami. Jak można przeczytać w opisie Truskawca w numerze 202 „Słowa Polskiego” (25 lipca 1926):

Tak urzędnicy zdrojowi jak i służba w łazienkach i u źródeł odnoszą się do gości z uprzedzającą grzecznością. Słowem wszystko w przykładnym porządku. Jedynie hałaśliwe dancingi w niestety żydowskiej kawiarni pod Naftusią i wrzaskliwy jazz-band w barze mieszczącym się w budynku kasyna dokuczają niemile tym kuracjuszom, którzy nie przybyli tu dla słuchania murzyńskich pisków, lecz dla spokojnej kuracji. Wierzymy jednak, że dbały o dobro gości Zarząd możliwie ograniczy te „koncerty”.

Pobożne życzenia reportera „Słowa Polskiego” nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. W Truskawcu rozrywek jazzowych było co niemiara, jazz rozbrzmiewał zarówno we wspomnianej kawiarni „Pod Naftusią”, jak też w Klubie Truskawieckim i kawiarni „Pod Kangurem”. Natomiast Naftusia, czyli słynna truskawiecka woda o specyficznym lekkim posmaku nafty doczekała się dedykowanych jej wierszy i piosenek: Ody do Naftusi Karola Irzykowskiego (1926) i Piosnki o Naftusi anonimowego autora, zamieszczonej w jednym z przewodników o Truskawcu z 1933 roku. Jazz królował też podczas dancingów we wspomnianym ciechocińskim Hotelu Müllera i tamtejszej restauracji Bristol oraz w krynickich hotelach, kawiarniach i kasynach: Bagateli, Zaciszu, Trzech Różach, Lwigrodzie i najpopularniejszej – kawiarni Domu Zdrojowego. Sposobność do tańca i rozrywki przy lżejszej muzyce stwarzały też bale okazyjne i charytatywne.

Dzisiejsze uzdrowiska nadal oferują szeroką gamę atrakcji – czy jest to jednak ten sam charakter i splendor jak przed II wojną światową? Często romantyzm miejsca zostaje tylko (a może też na szczęście) na fotografiach.

ogonek

Pozdrowienia z Truskawca! W ogonku do „Naftusi”, pocztówka z 1936 r.

Licencja Creative Commons
Hydropatyczny kadryl czyli Oda do Naftusi by Magda Tejchma is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License.

Zobacz także

Jak czytać Bogurodzicę?

Nie dysponujemy nagraniami ze średniowiecza, ale dzięki badaniom nad historią języka polskiego i dziejami zmian fonetycznych możemy podejmować próby rekonstrukcji tego, jak mogły brzmieć najstarsze polskie teksty w czasach, gdy je spisywano.


Ogród wiedzy, część XIV

Gdy pewnego dnia Dżahandar ustrzelił na polowaniu antylopę, Hormoz pochwalił mu się, że posiada magiczną umiejętność, która pozwala mu przenieść swoją duszę w każde inne ciało. Dodał, że jeśli Dżahandar ma taką chęć, może nauczyć go tej sztuki…


Wcielenia królowej Wandy

Choć to Wincenty Kadłubek na początku XIII w. jako pierwszy wprowadza Wandę na karty polskiej historiografii, dopiero późniejsi autorzy doprowadzili jej legendę do znanego powszechnie kształtu: opowieści o bajecznej słowiańskiej władczyni, która na czele wojsk przegania niemieckiego adoratora, a później dramatycznie kończy w wiślanych odmętach.


Ogród wiedzy, część XIII

Władca pewnego dalekiego królestwa nie mógł doczekać się następcy. Któregoś dnia przyszedł do niego pustelnik i podarował mu jabłko. Powiedział, by król dał je swojej żonie. Gdy królowa zje owoc, urodzi wkrótce syna. Tak też się stało…