Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Zielnik Georga Andreasa Helwinga, część II


Herbaria viva Georga Andreasa Helwinga

Pastor, lekarz i botanik w Prusach

Georg Andreas Helwing (1666-1748) był synem luterańskiego pastora z Angerburga (dzisiejszego Węgorzewa). Studiował teologię na uniwersytecie Albertina w Królewcu, kontynuując naukę na uniwersytetach w Wittenberdze, Lipsku i Jenie. W Jenie podjął także studia przyrodnicze pod opieką lekarza i botanika Georga Wolfganga Wedela. Po ukończeniu studiów przeniósł się do Lejdy, gdzie współpracował ze znanym holenderskim botanikiem Hermanem Boerhaave. W 1691 r. powrócił do Węgorzewa, aby pomagać ojcu w parafialnych obowiązkach, a po jego śmierci w 1705 r. objął funkcję proboszcza. Nie porzucił jednak botaniki. Podjął badania nad roślinami okolic Węgorzewa, a w podwęgorzewskiej wsi Stulichy założył ogród, w którym wysiewał nasiona egzotycznych roślin, otrzymane od innych badaczy, w tym Hermana Boerhaave oraz gdańskich botaników Johanna Philippa Breyna oraz Christopha Rittera. Jego badania dokumentuje właśnie zachowany w Bibliotece Narodowej zielnik. W polskich zbiorach wiekiem ustępuje tylko kolekcji roślin Paola Silvia Boccone, powstałej ok. 1674 r. i znajdującej się obecnie w Muzeum Przyrodniczym Uniwersytetu Wrocławskiego. Zielnik Paola Boccone zawiera jednak rośliny śródziemnomorskie, natomiast zielnik Helwinga jest najstarszym zbiorem roślin zebranych na terenie dzisiejszej Polski.

Widok Angerburga (Węgorzewa) z Lithographia Angerburgica... Georga Andreasa Helwinga, Regiomonti : literis Johannis Stelteri, 1717.

Widok Angerburga (Węgorzewa) z Lithographia Angerburgica… Georga Andreasa Helwinga, Regiomonti : literis Johannis Stelteri, 1717.

Najważniejszym opublikowanym dziełem botanicznym Helwinga była Flora quasimodogenita, wydana w 1712 w Gdańsku, w której opisał rośliny Prus weryfikując starsze ustalenia. W późniejszym czasie ukazał się suplement do tego dzieła, Supplementum florae prussicae. W rękopisie pozostał Tournefortius prussicus, pięciotomowe opracowanie flory Prus. Te dwa dzieła prezentowały odmienną koncepcję badawczą. W pierwszym rośliny uporządkowane zostały alfabetycznie. Na podstawie opisów drugiego dzieła (oryginał się nie zachował) wiemy, że rośliny poklasyfikowano według systemu Josepha Pittona de Tournefort. Ten francuski botanik opublikował zasady swojej klasyfikacji w 1694 r. w trzytomowym dziele Eléments de botanique, ou Méthode pour reconnaître les Plantes, wydanej następnie po łacinie w latach 1700 i 1719 jako Institutiones rei herbariae. System klasyfikacji roślin Tourneforta był sztuczny, ale bardzo przejrzysty, a przez to ułatwiał rozpoznawanie roślin. Szybko też stał się bardzo popularny. Jak zaświadcza Georg Christoph (Jerzy Krzysztof) Pisanski, dzieło Helwinga z klasyfikacją roślin pruskich według Tourneforta krążyło po kraju w wielu kopiach i było wykorzystywane w celach dydaktycznych. Warto wspomnieć również o geologicznych zainteresowaniach Helwinga, co zaowocowało dwuczęściową Lithographia angerburgica (część pierwsza i druga). Kolekcję skamieniałości zakupił od niego król Stanisław Leszczyński.

Piwonia (Pæonia, Pivoine), rycina z trzeciego tomu Élémens de botanique… Tourneforta, Paris : Impr. royale, 1694.

Dla historii botaniki polskiej ważnym opracowaniem był Index plantarum latino-polonicus, zawierający polskie nazwy roślin. Rękopis ten był przechowywany w bibliotece w Królewcu, gdzie widział go Józef Rostafiński i opisał w rozprawie Prowincyonalne, polskie nazwy roślin XVIII w., z Prus Książęcych. Rostafiński zajął się wyłącznie nazwami z XVIII w., a zatem używanymi w czasach Helwinga, pomijając wcześniejsze, cytowane przez Helwinga ze starszych opracowań, w tym zielników Marcina z Urzędowa i Szymona Syreńskiego. Zauważa, że dwie trzecie przytoczonych nazw to określenia ludowe, zebrane prawie wyłącznie przez węgorzewskiego pastora. Konkluduje swoje opracowanie peanem na cześć pruskiego botanika.

Możemy powiedzieć, że zasługa Helwinga jest wielka. Poza Szneebergiem […], w całej naszej literaturze nie mieliśmy człowieka, który by podjął znów takie zadanie i z podobną pilnością, jak Helwing, je przeprowadził. Czuł się synem tej ziemi, na której wyrósł, miał jednakową miłość dla swoich współbraci, bez względu jakim językiem Boga chwalą. Cześć jego pamięci.

Warto pamiętać, że do 1657 r. Księstwo Pruskie było lennem Rzeczypospolitej. Związki polsko-pruskie były silne, także pod względem naukowym, o czym świadczy chociażby przedmowa gdańskiego botanika Johanna Philippa Breyna do wspomnianej już Flora quasimodogenita, omawiająca historię botaniki w Prusach i w Polsce. Pierwsi świeccy władcy Prus, Albrecht i Albrecht Fryderyk, wywodzili się po kądzieli z Jagiellonów, mówili po polsku, a sam Albrecht – jako wnuk Kazimierza Jagiellończyka – miał w swoim czasie nadzieję na polski tron. Był jednak protestantem i protektorem polskich luteranów, co jego nadzieje pogrzebało. Jego obecności w senacie sprzeciwił się m.in. Jan Zamoyski, obawiając się wzmocnienia reformacji. Po wygaśnięciu pruskiej linii Hohenzollernów w 1618 r., Księstwo Pruskie połączyło się unią personalną z Brandenburgią i przestało ciążyć ku Polsce. Po potopie szwedzkim uzyskało zniesienie zależności lennej od Polski, a w 1701 r. formalnie połączyło się z Brandenburgią, kiedy to elektor Fryderyk Hohenzollern koronował się na „króla w Prusach”. Nie mógł sięgnąć po koronę królewską jako władca Brandenburgii, ponieważ wchodziła ona w skład Królestwa Niemieckiego, historycznej części Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Prusy natomiast nie były zależne od cesarza. Czasy wielonarodowej i wielokulturowej Rzeczypospolitej jagiellońskiej, do których odwołują się gdańszczanin, a zatem obywatel Rzeczypospolitej, Johann Philipp Breyn i pruski duchowny Georg Andreas Helwing, się skończyły.

Węgorzewo i okolice w czasach Helwinga, Magnae Prussiae ducatus tabula Mikołaja Visschera, ok. 1689.

Węgorzewo i okolice w czasach Helwinga, Magnae Prussiae ducatus tabula Mikołaja Visschera, ok. 1689.

Herbaria viva Helwinga – historia

Biografowie Helwinga poświęcają wiele uwagi jego zielnikom, przygotowanym w formie książkowej i określanym jako herbaria viva. Współtwórcą niektórych był zięć Helwinga, królewiecki lekarz Matthias Ernst Boretius, spolonizowany w naszej literaturze jako Maciej Ernest Borecki. Według wnuka Helwinga, znanego historiografa pruskiego Georga Christopha Pisanskiego, sporządzonych zostało sześć zestawów. Jeden, zdeponowany w bibliotece zamkowej w Królewcu, składał się początkowo z dwóch tomów, które później uzupełniono o cztery. Sześciotomowe zielniki zostały także wysłane do biblioteki elektorskiej w Dreźnie oraz do Petersburga. Szczęśliwym posiadaczem jednego kompletu był gdański botanik Jacob Theodor Klein. W Królewcu znajdowały się jeszcze dwa komplety, przygotowane z udziałem Boretiusa. Jeden przechowywano w bibliotece miejskiej, drugi zaś był własnością botanika Carla Gottfrieda Hagena. Ten ostatni komplet oglądał i opisał niemiecki botanik Robert Caspary w pracy o pewnym gatunku rośliny – starcu wiosennym. Według Caspary’ego, zielnik liczył pięć tomów oprawnych w skórę, a rośliny uporządkowano według systemu Tourneforta i opisano nazwami po łacinie, niemiecku i polsku.

Kwiat słonecznika oraz jego łacińskie, niemieckie i polskie nazwy. Zielnik Helwinga, tom II, ok. 1695-1705.

Kwiat słonecznika oraz jego łacińskie, niemieckie i polskie nazwy. Zielnik Helwinga, tom II, ok. 1695-1705.

Różnie potoczył się los tych zielników. Kopia drezdeńska spłonęła podczas rozruchów Wiosny Ludów w 1848 r. Nie wiadomo, jaki był los zielnika petersburskiego – autorowi nie udało się go odnaleźć w zbiorach Instytutu Botanicznego im. Komarowa w Petersburgu. Jacob Theodor Klein sprzedał swój egzemplarz Friedrichowi, margrabiemu Brandenburg-Bayreuth. Ta kopia znalazła się w zbiorach Uniwersytetu w Erlangen. W XIX w. niemiecki botanik Hugo Conwenz pozyskał ją dla zbiorów gdańskiego Westpreussiches Landesmuseum, gdzie znajdowała się jeszcze w czasie wojny. Nie wiadomo, jakie były jej późniejsze losy. Duża część zbiorów gdańskich uległa zniszczeniu w trakcie oblężenia miasta. Ocalałe kolekcje botaniczne przekazano po wojnie Uniwersytetowi Mikołaja Kopernika w Toruniu, ale nie było wśród nich zielnika Helwinga. Wojnę przetrwały dwa herbaria viva – jedno znajduje się obecnie w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie, drugie stanowi zaś część zielnika Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Na podstawie pieczęci wiadomo, że oba pochodzą z biblioteki miejskiej w Koenigsbergu.

Karta tytułowa pierwszego tomu Zielnika Helwinga ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

Karta tytułowa pierwszego tomu Zielnika Helwinga ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

Herbarium vivum w Bibliotece Narodowej

Zielnik przechowywany w naszej narodowej książnicy ma dwa tomy. W katalogu figuruje także tom 3., ale nie należy go łączyć z Helwingiem. Są to luźne karty zielnikowe (nieoprawione), a na dodatek rośliny są opisane nazwami dwuczłonowymi, czyli składającymi się z nazwy rodzaju i gatunku, które weszły w użycie dopiero od 1753 r., kiedy to Karol Linneusz opublikował swoje słynne dzieło Species plantarum.

Fragment malowanego grzbietu pierwszego tomu Zielnika Helwinga.

Fragment malowanego grzbietu pierwszego tomu Zielnika Helwinga.

Skórzane okładki są ilustrowane scenami mitologicznymi przedstawiającymi przemiany ludzi w rośliny. Okładkę pierwszego tomu zdobi scena śmierci Hiacynta, z którego rany wyrasta fioletowy kwiat (Hyacinthus in florem). Na tylnej okładce córki Heliosa, opłakujące śmierć swojego brata Faetona, zmieniają się w topole (Heliades in arbores). W drzewa zmieniają się także Cyparissus (Cyparissus puer in arborem) oraz Dafne (Daphne in laurum), których przedstawienia figurują na okładkach drugiego tomu. (Ich smutnymi historiami, opisanymi w Przemianach Owidiusza, zajmiemy się innym razem).  Grzbiety obu tomów są ozdobione girlandami kwiatów, a okładki od wewnątrz wyklejone są rycinami Cornelisa Danckertsa ilustrującymi alegorie pór roku. W każdym tomie znajduje się również akwarela przedstawiająca grecką boginię Chloris, której rzymskim odpowiednikiem była Flora. Na pierwszej akwareli towarzyszy ona botanikowi, który układa rośliny do zasuszenia w księdze. Obok stoi faun z rogiem obfitości, wypełnionym kwiatami. Podpis głosi chwałę ksiąg zielnikowych (Donec erunt herba, donec florentia serta herbarum, vivat florida fama libro). Druga akwarela przedstawia Chloris wśród chmur, wskazującą na koszyk niesiony przez ogrodniczkę. Bogini wyraża zdziwienie, że tak niewiele darów natury jest wykorzystywanych (Hesperidum ingentes quorsum miraberis hortos, cum tot opes unus hortulus iste ferat?).

Podobizna Chloris z akwareli w drugim tomie Zielnika Helwinga.

Podobizna Chloris z akwareli w drugim tomie Zielnika Helwinga.

Pierwszy tom nosi tytuł Herbarium Vivum Plantarum sponte in Prussia nascentium, Herculeo labore comparatum M. Georgii Andreae Helwingii Pastoris Angerburgensium. et Reg. Societ. Scient. Brand. Membrii. Informacja o członkostwie w Królewskim Towarzystwie Naukowym Brandenburgii została dopisana innym atramentem. Helwingowi nadano ten zaszczytny tytuł w 1709 r., co pozwala datować zielnik na początek XVIII w. Helwing przygotowywał go zapewne przez wiele lat, stopniowo wklejając nowo pozyskane rośliny. Nie są one uporządkowane ani alfabetycznie, ani według żadnego systemu, choć niekiedy podobne rośliny, np. strączkowe, są pogrupowane. Każda roślina jest podpisana długą nazwą łacińską, tzw. frazą diagnostyczną. Przy wielu okazach dopisano także nazwy polskie i niemieckie. Zgodnie z tytułem tego tomu (sponte in Prussia nascentium), znalazły się w nim jedynie rośliny rodzime.

Tytuł drugiego tomu jest dość długi i nieco niezrozumiały: Florae Napaeisque Sacrum! Civis, amice, advena, qui herbarii amoenitate cupis oblectarier, modestiam et continentiam comites habeas florae custodes, quod rogat, monet, expetit M. Georgius Andreas Helwing, pastor Angeburgensis, operis huius faber. Skąd ten apel do skromności i powściągliwości obywateli, które są strażnikami kwiatów? Tytuł staje się zrozumiały, jeśli zauważymy, że jest on parafrazą inskrypcji, jaką umieszczano w ogrodach publicznych, aby przywołać zwiedzających do porządku. Ich przykłady można znaleźć w opisach oświeceniowych Bildungsreisen albo Grand tours – edukacyjnych podróży po Europie. Kiedy książę Leonardo Valmarana otworzył w 1592 r. swój ogród w Vicenzie dla publiczności, kazał wyryć na bramie swoisty regulamin dla odwiedzających, w którym straszył klątwą Vertumnusa i Pomony tych, którzy niszczyliby cedry albo zrywali kwiaty. Zaznaczał, że ogrodu nie strzegą ostre psy, groźne smoki czy uzbrojeni bogowie, ale zawierza się go skromności i dobremu wychowaniu obywateli. Podobny apel znajdował się na altanie w ogrodzie botanicznym uniwersytetu w Altdorf koło Norymbergi – i właśnie to wezwanie powtarza niemalże w całości Helwing. Rośliny zawarte w drugim tomie jego zielnika to owoc jego pracy we wspomnianym już ogrodzie aklimatyzacyjnym w Stulichach. W tym kontekście jasna staje się wymowa zdobiącej drugi tom akwareli z retorycznym pytaniem zagniewanej Chloris. Odpowiedź znajdziemy na następnej stronieChloris prussica fave! Uśmiechnij się, pruska Chloris, ponieważ wiele egzotycznych roślin jest już uprawianych na błogosławionej ziemi pod pruskim niebem. Większość okazów roślin zachowanych w drugim tomie to formy botaniczne gatunków obcego pochodzenia, choć wśród nich spotyka się też odmiany ogrodowe, np. pierwiosnków, goździków, ostróżek i orlików.

Inwokacja do „Pruskiej Chloris” w drugim tomie Zielnika.

Inwokacja do „Pruskiej Chloris” w drugim tomie Zielnika.

Wróćmy na chwilę do ogrodu botanicznego uniwersytetu w Altdorf, z którego altany Helwing skopiował inwokację do swojego zielnika. Uczelnię założono w niewielkim miasteczku, a nie w Norymberdze, aby uroki wielkiego miasta nie odrywały studentów od nauki. W 1626 r. otworzono ogród botaniczny, który był pomocą w kształceniu studentów medycyny. Do jego świetności, a także rozwoju studiów przyrodniczych przyczynili się m.in. dwaj wybitni botanicy, Ludwig Jungermann i Caspar Hoffman. W ogrodzie nie tylko hodowano rodzime gatunki roślin leczniczych, ale i próbowano aklimatyzować gatunki obce. W 1635 r. Ludwig Jungermann sporządził katalog roślin, które przeżywały zimę, obejmujący zarówno rośliny rodzime, jak i obce. Uniwersyteccy botanicy prowadzili studentów nie tylko do ziołowego ogrodu, ale także za miasto, aby poznawać miejscowe rośliny. Okolice Altdorf były jednymi z pierwszych miejsc, dla których sporządzono szczegółowy opis flory. Brytyjska badaczka Alix Cooper uważa, że Aldorf był jednym z najważniejszych ośrodków, w których ukształtował się nowy paradygmat badania przyrody. Podkreśla, że dla ówczesnych botaników egzotyczny świat roślin w ogrodzie oraz lokalne ich bogactwo na polach, łąkach i w lasach stały w retorycznej opozycji, ale jednocześnie tym przeciwieństwem były ściśle związane. Nauka botaniki służyła przede wszystkim medycynie i praktycznemu wykorzystaniu roślin. Poznawanie (i wzbogacanie) miejscowej przyrody było jednak także patriotycznym obowiązkiem.

Bogatsi o znajomość historycznego kontekstu, możemy teraz lepiej zrozumieć dzieło Helwinga. Pierwszy tom zielnika był hołdem wobec pruskiej przyrody, personifikowanej przez boginię Chloris, opisem jej bogactwa i spełnieniem patriotycznego obowiązku. Bogactwo przyrody w ówczesnym rozumieniu miało jednak głębszy sens – wszak rośliny (i zwierzęta) zostały stworzone dla człowieka. Badania nad ich wykorzystaniem oraz upowszechnienie ich uprawy były naturalnym celem botaniki. Drugi tom zielnika jest zatem świadectwem wysiłków Helwinga w dziele „wzbogacania” pruskiej flory. Nota bene, dziś już wiemy, że wprowadzanie obcych gatunków często zubaża rodzimą przyrodę, ponieważ przybysze mogą zagrażać gatunkom miejscowym.

Patrząc na barokową wspaniałość oprawy i pierwszych stron obu tomów herbarium, badacz nie może się jednak oprzeć myśli, że forma dominuje tu nad treścią. W obu częściach bowiem rośliny wklejone są dość przypadkowo, prawdopodobnie w kolejności pozyskiwania. Zielnik ten jedynie dokumentuje ich występowanie lub uprawę – i trudno go wykorzystać w innym celu.

Herbarium vivum w zielniku Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego

Zielnik znajdujący się w zbiorach Uniwersytetu Warszawskiego jest prawdopodobnie wspólnym dziełem Helwinga oraz jego ucznia i zięcia Boretiusa. Był oryginalnie pięciotomowy, ale trzeci tom zaginął w nieznanych okolicznościach. Tomy oprawione są w pergamin i noszą ślady mniejszych lub większych nadpaleń. Nie są podpisane przez autora. Każdą księgę rozpoczyna karta tytułowa z numerem tomu. Rośliny są uporządkowane według systemu Tourneforta i w każdym tomie wypisane są numery klas według tej klasyfikacji. Indeksy nazw łacińskich, polskich i niemieckich zamieszczono w ostatnim tomie. Zielnik obejmuje rośliny rodzime albo dziczejące, w tym przejściowo. Do takich przejściowych uciekinierów z ogrodów można zaliczyć tytoń, ogórek, miechunkę czy lawendę. Każda roślina nosi nazwę łacińską, często z odniesieniem do dzieł innych botaników, jak Caspar Bauhin, Johann Bauhin, Johannes Loesel, Carolus Clusius, John Ray, John Parkinson, Joseph Pitton de Tournefort, Jacobus Theodorus Tabernaemontanus. Choć zatem ten egzemplarz zielnika prezentuje się mniej okazale od zachowanego w Bibliotece Narodowej, to jego naukowa zawartość jest znacznie większa.

Skorowidz nazw polskich z Zielnika Boretiusa ze zbiorów UW.

Skorowidz nazw polskich z Zielnika Boretiusa ze zbiorów UW.

Naszemu zielnikowi odpowiadają dwa królewieckie herbaria viva – jeden przechowywany w bibliotece miejskiej, który według katalogu został sporządzony przez Boretiusa, oraz drugi, który był własnością Hagena. Jak już pisaliśmy, znamy opis egzemplarza Hagena, ponieważ analizował go Robert Caspary. W jego pracy o starcu wiosennym można przeczytać opis okazu tego gatunku, który znajdował się na str. 66 w tomie 4. W zielniku ze zbiorów UW w tomie 4, str. 66 również figuruje starzec wiosenny, ale różni się on wielkością oraz ulistnieniem i liczbą koszyczków od okazu opisanego przez Caspary’ego. Można zatem wnioskować, że zielnik ten nie jest kopią należącą do Hagena, ale tą z biblioteki miejskiej. Interesujące jest jednak spostrzeżenie, że oba zielniki miały identyczną strukturę, odpowiadającą być może rękopisowi Helwinga. Mogły one zatem służyć nauce rozpoznawania roślin.

Orliki, drugi tom Zielnika Helwinga.

Orliki, drugi tom Zielnika Helwinga.

Świadectwo przeszłości

Współcześnie zielniki Helwinga mają znaczenie wyłącznie historyczne. Botanicy mogą się nimi wspomóc w interpretacji dawnych nazw roślin albo śledzić historię uprawy niektórych gatunków. Są one jednak także świadectwem istotnej rewolucji naukowej, która zaszła w epoce Oświecenia. Pierwszy zielnik prezentuje starsze podejście – badanie roślin jako darów Natury pod kątem ich właściwości użytkowych. Przepych zdobień oprawy, mitologiczne odniesienia i barokowo przerysowane teksty stron wstępnych kontrastują z ubogą naukowo zawartością. Drugi zielnik nie musi się tak stroić. Pokazuje, że w różnorodności świata roślin występuje pewien porządek, że rośliny można poklasyfikować na podstawie ich cech. Odwołując się do wcześniejszych dzieł botanicznych, sam też dołącza do mozolnie budowanego gmachu wiedzy.

 

Licencja Creative Commons
Zielnik Georga Andreasa Helwinga, część II by Krzysztof Spalik is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License.

Zobacz także

Urna ze spopieloną książką

Urna

Urna to oczywiste memento, ale także zobowiązanie, wyzwanie. Nie tylko dla bibliotekarzy, ale również dla darczyńców Biblioteki Narodowej, dla czytelników. Konkret obok którego nie można przejść obojętnie.


Oko nicości

Poraża mnie myśl, że w poszukiwaniu znaczenia tej garści popiołu wypada odwrócić perspektywę, w której patrzymy na oko i próbujemy domyślić się twarzy, czaszki, istoty zamysłu tego, co się stało.


Jak czytać Bogurodzicę?

Nie dysponujemy nagraniami ze średniowiecza, ale dzięki badaniom nad historią języka polskiego i dziejami zmian fonetycznych możemy podejmować próby rekonstrukcji tego, jak mogły brzmieć najstarsze polskie teksty w czasach, gdy je spisywano.


Ogród wiedzy, część XIV

Gdy pewnego dnia Dżahandar ustrzelił na polowaniu antylopę, Hormoz pochwalił mu się, że posiada magiczną umiejętność, która pozwala mu przenieść swoją duszę w każde inne ciało. Dodał, że jeśli Dżahandar ma taką chęć, może nauczyć go tej sztuki…