Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Andrzej Dobosz poleca. Józef Wittlin. „Sól ziemiˮ. Kraków 2022


Powieść Sól ziemi  jest pierwszym tomem z planowanej przez pisarza trylogii. Dwa pozostałe tomy to Zdrowa śmierć i Dziura w niebie. Fragment części drugiej ukazał się w „Kulturzeˮ paryskiej w roku 1972, w numerze 7/8. W roku 1940 Wittlin próbował przedostać się nielegalnie z Francji do Wielkiej Brytanii. Podczas tej ucieczki zaginęła część drugiego tomu Zdrowa śmierć. Tak więc trylogia nigdy się nie ukazała.

Sól ziemi wydana została w 1935 roku przez wydawnictwo Rój, a w 1939 była wymieniana między innymi kandydatami do literackiej Nagrody Nobla.

Towarzystwo Wydawnicze Rój, założone przez Melchiora Wańkowicza i Mariana Kistera, działało w latach 1924–1940 w Warszawie przy ulicy Kredytowej 1.

Lista autorów wydanych przez Rójjest imponująca: Bruno Jasieński Palę Paryż, Tadeusz Dołęga-Mostowicz Kariera Nikodema Dyzmy, Maria Kuncewiczowa Dwa księżyce, Witold Gombrowicz Pamiętnik z okresu dojrzewania i Ferdydurke, Bruno Schulz Sklepy cynamonowe, Karol Irzykowski Słoń wśród porcelany, Jan Parandowski Niebo w płomieniach, Teodor Parnicki Aecjusz, ostatni Rzymianin…

A na uchodźstwie wydali zbiór dokumentów dotyczących stosunków polsko-niemieckich i polsko-sowieckich w okresie od 1933 do 1939 roku.

Sól ziemi jest historią pół Hucuła, pół Polaka, Piotra Niewiadomskiego. Analfabety pracującego jako tragarz na stacji kolejowej Topory-Czernielica. Po wybuchu wojny zostaje przeszkolony i idzie na front. Akcja powieści jest krótka. Trwa od lipca do sierpnia 1914 roku.

Oddajmy jednak głos Józefowi Wittlinowi, który tak pisał o jej powstawaniu: „Sól ziemi zacząłem pisać w roku 1925, kiedy jeszcze wielu ludzi w Europie chciało wierzyć, że wojny na skalę światową, takie jak miniona, należą do przeszłości i nigdy się nie powtórzą. Licznym uczestnikom tej wojny … wydawała się ona tak potwornym absurdem, iż nie mogli pogodzić się z myślą, że jakikolwiek rząd, złożony z ludzi przy zdrowych zmysłach, odważyłby się na wywołanie podobnej katastrofy. Toteż w roku 1925 wielka wojna była tak głęboko pogrzebana w świadomości autora Soli ziemi, iż musiał on forsować swoją pamięć, aby przypomnieć sobie jej imponderabilia. Szperałem w pamiętnikach i dziennikach kombatantów, w starych gazetach, oglądałem ryciny i fotografie z lat 1914–1918 (…).

Druga wojna światowa z całą jej infernalną grozą spowodowała nie tylko gwałtowne przesunięcie perspektywy, z której oglądamy pierwszą wojnę światową, ale jak gdyby znormalizowała w naszej wrażliwości wszystko, co w roku 1925 wydawało się nam absurdalne, niemoralne, a przeto – nieludzkie. Więcej: druga wojna światowa z jej przerażającymi skutkami oswoiła człowieka z jego hańbą i poniżeniem oraz uodporniła na wstrząsy zagrażające zdrowiu jego duszy”.

Przypomnijmy, że w 1916 roku Wittlin został wcielony do armii austriackiej.  Zachorował na szkarlatynę i po rekonwalescencji pełnił służbę jako tłumacz w obozie dla jeńców włoskich.

W czerwcu 1970 roku, w Nowym Jorku wspominał tak: „Do końca życia będę pamiętał przyjaźń, jaką mnie darzyli jeńcy włoscy (…) wróg rozbrojony i wzięty do niewoli przestał być wrogiem i był już tylko naszym kolegą, pragnącym jak my, aby ta wojna skończyła się jak najprędzej.

Trudno dziś zrozumieć, w imię czego żołnierze armii, w której służyłem, zwłaszcza żołnierze narodowości słowiańskich, zabijali i dawali się zabijać. Działał tu irracjonalny mechanizm, który starałem się pokazać w Soli ziemi. Myślę, że po trzydziestu pięciu latach mogę już obiektywnie o tym mówić. Wszystkie postacie tej książki, poza historycznymi, są całkowicie zmyślone, jakkolwiek w niektórych skupiły się charakterystyczne cechy osób, z jakimi zetknąłem się w czasie mej wojskowej służby (…).

Piotr Niewiadomski jako postać powieściowa ukazała mi się … kilka lat po wojnie. Ujrzałem go w Paryżu w roku 1928 na lśniącym od deszczu asfalcie placu de la Concorde, po którym na wszystkie strony pędziło mrowie błyszczących jak ten asfalt samochodów.

Siłą jaskrawego kontrastu narzucił się mojej wyobraźni obraz chłopa z dalekiego, a tak obcego Paryżowi świata prymitywnej cywilizacji. Na placu de la Concorde Piotr Niewiadomski nie był jeszcze tragarzem kolejowym. Był pasterzem z Karpat i z batogiem w ręku szedł boso pośród trąbiących i szumiących samochodów, i trzymał lejce pary huculskich koników, które ciągnęły furę wysoko naładowaną sianem, przyciśniętym na szczycie drągiem. Ta wizja nie opuszczała mnie przez moje paryskie lata, aż przemieniła bosego pasterza Piotra w tragarza na imaginacyjnej stacji kolejowej Topory-Czernielica’’.

Józef Wittlin „Sól ziemiˮ w POLONIE