Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

100-lecie „Rzeczpospolitej”


Pierwszy numer „Rzeczpospolitej” pojawił się 15 czerwca 1920 r. w dość trudnych dla Polski czasach. Było to przecież dwa miesiące przed Cudem nad Wisłą, czyli jedną z najważniejszych bitew w historii.

Obchodzący w tym roku stulecie istnienia dziennik „Rzeczpospolita” ma szczególnie burzliwe dzieje. W ciągu minionego wieku kilkakrotnie pojawiał się i znikał z rynku prasowego. W swych kolejnych odsłonach „Rzeczpospolita” była organem międzywojennych konserwatystów, biuletynem rządu stanu wojennego, aż wreszcie po wybuchu Solidarności stała się niezależnym dziennikiem konserwatywno-liberalnym o profilu prawnym i gospodarczym.

Dzięki Polonie, serwisowi Biblioteki Narodowej, możemy prześledzić szczegółowo etapy transformacji tej gazety. Ale przede wszystkim przeanalizować pierwszy rok istnienia czasopisma, które ze względu na dobór tematów i  grono współpracowników wydawało się wręcz pismem idealnym.
Wspominając o głośnych nazwiskach, nie należy zapominać, że dziennik został założony przez samego Ignacego Jana Paderewskiego.

A pierwszy numer pojawił się 15 czerwca 1920 r. w dość trudnych dla Polski czasach. Było to przecież dwa miesiące przed Cudem nad Wisłą, czyli jedną z najważniejszych bitew w historii państwa, które niedawno po 123 latach niewoli odzyskało niepodległość. Na dobre trwały nie tylko walki z bolszewikami, ale też przygotowania do mającego się odbyć za kilka tygodni plebiscytu na Warmii i Mazurach, przesądzającego o ich dalszej przynależności. W takich właśnie okolicznościach z pras drukarskich zjechało pierwsze wydanie „Rzeczpospolitej”.

Ignacy Jan Paderewski, genialny pianista i polityk, jeden z ojców naszej niepodległości, założyciel i fundator „Rzeczpospolitej”, zaangażował się w działalność wydawniczą tuż po rezygnacji z funkcji premiera. Na pierwszego redaktora naczelnego tworzonego dziennika zaproponował Stanisława Strońskiego, polityka i publicystę związanego z ruchem narodowym.

Giełda mocnych nazwisk

O rozmachu, z jakim zaprojektowano to pismo, najlepiej przekonuje druga strona numeru, którą właściwie moglibyśmy nazwać rozbudowaną stopką redakcyjną. Czytamy tam m.in., że pismo wychodzi dwa razy dziennie: o godz. 7 rano i 7 wieczorem. A w Warszawie raz dziennie w osobnych wydaniach o godz. 12 w południe. Redakcje pozawarszawskie mieszczą się w Poznaniu, Krakowie, Lwowie i Wilnie. Redaktor naczelny Stanisław Stroński przedstawiany jest jako profesor uniwersytecki, sekretarzem redakcji jest Stanisław Strzetelski, za sprawy polityczne odpowiada Stanisław Gieysztor, sekretarz pisma „Rzeczpospolita” (Lwów 1909–1914) i redaktor tajnych „Wiadomości Politycznych” (Warszawa 1917–1918).

Imponująca jest lista współpracowników: rubrykę „Z dnia” redaguje Adolf Nowaczyński, „Przegląd tygodnia” – Włodzimierz Perzyński, „Objazd Polski” – dr Przemysław Mączewski, „Ze świata” – dr Józef Puzyna, Maciej Wierzbiński. Dla pisma pracuje sztab korespondentów zagranicznych – z Londynu, Paryża, Rzymu, Zurychu, Kolonii, Wiednia, Bukaresztu, Aten, Kowna, Ryag, Rewelu, Helsingsfors, Nowego Jorku i Chicago.

„Rysunek Codzienny” powierzony jest Kazimierzowi Sichulskiemu, uczniowi Stanisława Wyspiańskiego, znakomitemu malarzowi, grafikowi i karykaturzyście; krytykiem teatralnym jest ceniony pisarz Kornel Makuszyński, 

muzycznym – Stanisław Niewiadomski, o sprawach wojskowych pisze gen. Józef Dowbor-Muśnicki. Dla pisma pracują też specjaliści poszczególnych dziedzin gospodarki i prawa (także międzynarodowego), są specjaliści od spraw kościoła, historii, nauki. Rozbudowany jest dział kultury – za krytykę literacką odpowiada Adam Grzymała Siedlecki. Z wybitnych pisarzy – jak czytamy w pierwszym numerze pisma – współpracownictwo przyrzekli: Jan Kasprowicz, Władysław Reymont, Stefan Żeromski i Józef Weyssenhoff. Ten ostatni, mniej dziś znany, to zbliżony do endecji powieściopisarz, poeta, krytyk literacki, wydawca, piewca tradycji ziemiaństwa i łowów.

Fakty, opinie, hipotezy

Pierwsza strona nowego dziennika ma ewidentnie zrobić wrażenie na swym przyszłym czytelniku. Jest niezwykle dynamiczna, usiana mnóstwem informacji, odnosi się do wydarzeń w Polsce, Europie i na świecie. Już po krótkiej lekturze możemy się przekonać, że sytuacja panująca w Europie jest dynamiczna.

W krótkich notkach (telegramy własne) czytamy o przesileniach gabinetowych w Europie Środkowej. Tak jest zarówno w Niemczech, Austrii, jak i w Czechach i Sowietach, niespokojnie jest też na Ukrainie. Są również notatki o pewnych incydentach: „Były cesarz Wilhelm przebywający w Boorn usiłował przy pomocy nieznanego lotnika ujść. Holenderska policja udaremniła zamiar”. A poseł ukraiński w Budapeszcie uprawia bolszewicką agitację.

Sporo miejsca poświęcono najbardziej sensacyjnej wieści numeru, czyli przewrotowi w Moskwie. Podtytuł mówi sam za siebie: „Trocki zamordowany. Lenin uciekł. Nowy rząd Brusiłowa”. „Rzeczpospolita” w pierwszym numerze, powołując się na dzienniki niemieckie i biura Reutera, informuje, że we Władywostoku przejęto telegram iskrowy z Moskwy, jakoby w Rosji wybuchła kontrrewolucja. Tytuł „Przewrót w Moskwie” zakończony jest jednak pytajnikiem, bo – jak czytamy – według wielu źródeł wiadomość należy traktować z wielką ostrożnością. A niżej w korespondencji z Paryża czytamy wręcz: „w kołach rządowych oświadczają, iż nie nadeszło żadne potwierdzenie o rzekomej kontrrewolucji w Rosji”. Całość można więc uznać za bardzo sprytny zabieg marketingowy.

W dzienniku nie może oczywiście zabraknąć najnowszych informacji o sytuacji w Polsce. Sporo optymizmu przynosi komunikat polskiego Sztabu Generalnego. „Na Polesiu oddziały grupy gen. Sikorskiego w nocnym ataku odzyskały utracony przed paroma dniami Czarnobyl. Zdobycz nasza wykazuje przeszło 200 jeńców oraz 15 karabinów maszynowych. Sytuacja strategiczna układa się więc dla nas pomyślnie, bo tworząc silny cypel u Czarnobyla, zmuszamy duże skupienie sił bolszewickich do wlewania się tylko w górę Teterewa (rzeka na Ukrainie, prawy dopływ Dniepru)”.

Sprawom zagranicznym poświęcona jest właściwie niemal cała trzecia strona. Czytamy tam m.in. o nawiązaniu stosunków handlowych między Anglią a Sowdepią (to jedno z określeń Rosji Sowieckiej).

Są też doniesienia z Francji, Włoch, Albanii, uwagę zwraca tytuł „Nowy podział Polski”, gdzie czytamy, że wiedeński korespondent „wrogiego nam Monitusfor Gwardian”, powołując się na nastroje panujące w Berlinie i południowych Niemczech, obawia się, że Polska jest militarnie zbyt słaba, a politycznie zbyt nieskrystalizowana, aby odeprzeć napór bolszewizmu. I może to się zakończyć porozumieniem między Berlinem a Moskwą, na mocy którego część Polski otrzyma autonomiczny federacyjny rząd sowiecki, a druga część powróci pod pewnymi warunkami w sferę niemiecką. Jak widać, ten czarny scenariusz na szczęście się nie sprawdził, bo dwa miesiące później rozpoczęła się Bitwa Warszawska.

Przesłanie pisarza i arcybiskupa

W „Rzeczpospolitej” jest wiele informacji praktycznych dotyczących życia kulturalnego, repertuar teatrów, koncerty. Jest kronika kryminalna. Dla mnie, jako krytyka teatralnego, ważnym tekstem jest opowieść Kornela Makuszyńskiego o kondycji polskiego teatru. Przyznam, że autor „Awantury o Basię” czy „Szatana z siódmej klasy” nigdy nie był mi tak bliski. Zwłaszcza gdy pisze o szczególnej roli artysty i misji, jaką ten ma do wykonania.

Pierwsze wydanie „Rzeczpospolitej” zostało poprzedzone uroczystym poświęceniem siedziby redakcji. A dokonała tego postać niezwykła dla naszej niepodległości – arcybiskup Józef Teodorowicz.  Żyjący w latach 1864–1938 duchowy przywódca Ormian, „Polak z wyboru”, w przededniu pierwszych obrad sejmowych niepodległej Polski wygłosił słynne kazanie, w którym nawoływał do porzucenia spraw partykularnych i osobistych interesów na rzecz pracy dla dobra wspólnego w odradzającej się z zaborczych podziałów Polsce.

W przesłaniu, jakie wystosował do dziennikarzy „Rzeczpospolitej”, czytamy o etyce i misji tego zawodu. O służbie prawdzie i narodowi. „Sam dziennik – czytamy – jest podobny do kwiatu, który rano zakwita, a pod wieczór umiera: (…) żeby zrobić miejsce jutrzejszemu numerowi, który go zastąpi. (…) Dziennikarz staje się już nie zimnym, nieczułym sprawozdawcą. Nie! On się przedzierzga w apostoła i on jest dosłownie wychowawcą narodu polskiego. On korzysta z tej wzorzystej, różnobarwnej kanwy numeru dziennika, ażeby odcisnąć piętno idei zdrowej i pukać nią upiornie do czytelnika, a przezeń do narodu. Czyż w takiej pracy nie tkwi powołanie wychowawcy, a zarazem apostoła?” – zadaje pytanie autor, a jego odpowiedź brzmi niemal jak herbertowskie „Przesłanie Pana Cogito”: „Idźcie więc, panowie, na wielkie apostolstwo. Idźcie, ażeby plenić ziarno złe, a wsiewać zdrowe. Idźcie cucić obojętnych, ośmielać zalękłych, jednoczyć idących samopas, idźcie, by szukać źródeł i pokładów zdrowych w narodowej duszy i dobywać je na wierzch. (…) Przebijcie się przez zgiełk i wrzawę, przebijcie przez pustynię zarazy, hen, aż do jej wnętrza, gdzie żyje wiara, miłość i nadzieja. Niech polska dusza w was i przez was przemówi, w was i przez was się ozwie! Na tę drogę wielką, choć jeżącą się trudnościami, ale na ostatku zawsze zwycięską, na wasze na niej walki, wasze zapasy, poświęcenia dziś wam błogosławię. Szczęść Wam Boże!”.

„Rzeczpospolita”: rok pierwszy, sześć miesięcy i pół

Pierwszy rok istnienia był dla dziennika „Rzeczpospolita” szczególnym wyzwaniem. Tytuł pojawił się na rynku, gdy trwała wojna polsko-bolszewicka. Właśnie kończyła się wyprawa kijowska, czyli ofensywa Wojska Polskiego i Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej przeciw Armii Czerwonej na Kijów, a słynąca z brutalności Konarmia Siemiona Budionnego zajęła Żytomierz, wycinając w pień polski garnizon, i Berdyczów, gdzie spaliła szpital z 600 rannymi Polakami i siostrami z Czerwonego Krzyża. Uważnemu czytelnikowi artykuły pierwszego rocznika „Rzeczpospolitej” przybliżać będą sytuację polityczną i militarną Polski drugiej połowy roku 1920, ale też problemy codziennego życia Polaków. Dzięki serwisowi Polona mamy okazję śledzić zmiany niemal dzień po dniu.

Lektura tych wydań uzmysławia, jak krucha była ta świeżo wywalczona niepodległość. Zwłaszcza w kontekście „apetytów imperialnych” Rosji. „Rzeczpospolita” z 13 sierpnia 1920 r. publikuje depeszę, którą rząd Sowietów udostępnił przez Siergieja Kamieniewa, głównodowodzącego Armii Czerwonej (i członka pięcioosobowego politbiura partii bolszewików z Leninem, Trockim, Stalinem i Zinowiewem), a która zawierała pięć warunków pokojowych dla Polski. Oto one:
1) Armia Polska ma być zredukowana do 60 tys. ludzi. Mobilizacja reszty wojska ma być uskuteczniona w ciągu 30 dni.
2) Rosji ma być wydany cały materiał wojenny z wyjątkiem tego, który potrzebny jest do utrzymania ilości zredukowanych do 60 tys. wojsk.
3) Polska nie może przyjmować wojsk i materiału wojennego z zagranicy.
4) Rosja otrzymuje dostęp do portów Morza Bałtyckiego oraz prawo używania linii kolejowej Białystok–Grajewo na terenie polskim.
5) Rosja zgadza się na redukcję swych sił na granicy polskiej oraz na wycofanie swych wojsk na linię prawie identyczną z linią Curzona.

Między Niemcami a Sowietami

Teksty codziennych wydań „Rz” z sierpnia 1920 r. pokazują dramatyzm sytuacji Polski położonej między dwoma wielkimi mocarstwami: korespondent z Paryża w depeszy „Wspólne dążenia przeciw Polsce” pisze: „Celem bolszewików jest wywołanie rewolucji światowej, celem Niemiec jest rewanż. Do obu tych celów prowadzi droga przez grób Polski”. Państwa europejskie wyraźnie są podzielone. Większość, chcąc uchronić Europę przed komunizmem, widzi ratunek w popieraniu Niemiec. Temat niepodległej Polski wyraźnie schodzi na dalszy plan.

Słowo redaktora naczelnego Stanisława Strońskiego odnosi się do wystąpienia premiera Wielkiej Brytanii Lloyda George’a wygłoszonego w Izbie Gmin. „Twierdzi on, że w wojnie Polski z Sowietami Polska była stroną zaczepiającą i to wbrew ostrzeżeniom sprzymierzonych. A zatem Sowiety mają prawo żądać zabezpieczenia przed dalszym działaniem zaczepnym. Co może oznaczać tylko jakieś rozbrojenie”.  

„Z chwilą gdy zajmiemy Warszawę, podda się nam cała Polska” – powtarzają na wiecach komisarze bolszewiccy.

Niemal codziennie „Rzeczpospolita” odnotowuje przykłady wojny propagandowej Sowietów. Polska musi więc szukać sprzymierzeńców. Także za wschodnią granicą. I tu pojawia się postać Piotra Wrangla. Uważany był za najzdolniejszego „białego” głównodowodzącego podczas rosyjskiej wojny domowej. Jego Armia Rosyjska była najlepszym z faktycznych sojuszników Polski w 1920 r. Dzięki jego działaniom na froncie kaukaskim „biali” zyskali przewagę nad Armią Czerwoną. Historycy sugerują, że gdyby doszło do współpracy Piłsudski–Wrangel, bolszewizm mógł zostać zniszczony. Wranglowi sporo miejsca poświęca zwłaszcza poranne wydanie „Rzeczpospolitej” z 15 sierpnia 1920 r.

W tym wydaniu zamiast reklam pojawiają się komunikaty zagrzewające do walki. Czytamy więc m.in.: „Na szańce Warszawy! Wszyscy pod broń! W bój, na zwycięstwo. Do broni! Niech przez płomienny Polski próg nie waży się przejść żaden wróg!”. O tym, co dzieje się na linii ognia, informuje Adam Grzymała-Siedlecki. W artykule „Proradzieckie strajki w Europie Zachodniej” czytamy: „W lipcu 1920 r. w wielu krajach Europy odbywały się  strajki przeciwko wojnie w Polsce. Akcja koordynowana była i finansowana przez Komintern. Robotnicy w Wielkiej Brytanii, we Francji, w Czechosłowacji i Niemczech mieli wierzyć, że w Rosji zrodziła się prawdziwa władza robotnicza, że zaczęły się realizować idee sprawiedliwości społecznej – sprawiedliwy socjalizm. Przez Europę biegło hasło: »Ręce precz od Rosji« oraz »Ani jednego naboju dla pańskiej Polski«. Były również nastroje  pacyfistyczne wywołane z niechęci do udziału w nowej wojnie (tej w obronie Polski) wkrótce po zakończeniu krwawej  I wojny światowej”. 20 sierpnia w rubryce „Wiadomości z frontu” czytamy m.in.: „Na północ od Warszawy armia gen. Sikorskiego zwycięsko posuwa się naprzód.

Informują nas z frontu o zajęciu przez nasze dzielne oddziały Wyszkowa”. Są codzienne komunikaty Sztabu Generalnego, a w depeszy z Paryża czytamy: „Paderewski cały czas zdaje się być aktywny. Aszkenazy w Paryżu wraz z posłem Paderewskim ma reprezentować Polskę w Lidze Narodów”.
Trwają działania wojenne, a jednocześnie w Warszawie życie artystyczne kwitnie: grają teatry i kabarety. Kabaret „Miraż” (Nowy Świat 63) zaprasza na program „Można zaczynać”.

Przeglądając „Rzeczpospolitą”, można przyjrzeć się, jak bardzo zmieniało się stanowisko premiera Lloyda George’a w sprawie Polski. „L.G. zaaprobował okupację Warszawy przez bolszewików” – komentował oniemiały marszałek brytyjskiej armii. Nie on jeden był w szoku. Dla ułudy korzyści handlowych premier był gotów pomóc Leninowi w zajęciu ziem Rzeczypospolitej i demontażu niepodległej Polski. I pomyśleć, że przyjdzie taki czas, kiedy ten polityk poczuje się wręcz sojusznikiem Polski.

23 sierpnia krzepi serca czołówka „Wielkie zwycięstwo jen. Hallera”: „Z kwatery prasowej dowództwa frontu północnego otrzymujemy następujące wiadomości: Ofensywa rozpoczęta na lewym skrzydle frontu doprowadziła do zupełnego załamania się ataków bolszewickiej armii, która została nadto kompletnie odcięta od głównych arterii odwrotowych. I pozostaje jej droga: albo poddać się, albo spróbować wielce ryzykownego manewru przebicia się ku gros sił bolszewickich znajdujących się mniej więcej w rejonie Białegostoku, Augustowa i Suwałk”.

A pod spodem kolejna depesza: „Francja winszuje Polsce”. „Paryż PAT. Millerand przesłał na ręce ambasadora Jusseranda następujący telegram: Zechciej Pan wyrazić w imieniu rządu francuskiego Marszałkowi Piłsudskiemu życzenia z powodu sławy, jaką świeżo okryła się armia polska. Francja, która zawsze wierzyła w patriotyzm narodu polskiego, wita z radością to zwycięstwo, które ocala Polskę i umożliwia jej spełnienie historycznej misji”.

Niemal w każdym wydaniu gazety wspomina się o wielkim bohaterstwie żołnierza polskiego. Współpracujący z „Rzeczpospolitą” Kornel Makuszyński publikuje swoją piosenkę żołnierską „Do dziewczyny”, a reklamujące się kino Palace na Chmielnej informuje o nowej premierze „Hela moja ananasik”, dodając, że dla żołnierzy wstęp bezpłatny.

Na łamach gazety oczywiście codzienne relacje z pola walki. 25 sierpnia poruszający reportaż Adama Grzymały-Siedleckiego ze szpitali wojskowych. A 26 sierpnia – triumfalna depesza z Wiednia – „Najcięższa klęska Sowietów”: „»Arbeiter Zeitung« stwierdza, że klęska Rosjan w Polsce jest największa i najcięższa, jaka kiedykolwiek spotkała czerwoną armię. Przywódcy rosyjscy przeceniali swoje dotychczasowe siły i nie mieli zrozumienia należytego dla nastroju narodu polskiego. (…) przywódcy armii czerwonej i kierownicy polityczni w Moskwie przeoczyli poczucie niepodległości u Polaków, zahartowane w stuletniej walce”.

Za ciekawe postscriptum można uznać zamieszczoną kilka dni później depeszę pt. „Lenin o wolności”, w której czytamy: „W czasie przemówienia na zebraniu Sowietu Sierpuchowskiego Lenin w następujących słowach wyraził się o wolności: Wolność jest tylko wymysłem burżuazji przeznaczonym do zamaskowania niewoli ekonomicznej. Trzeba raz w Rosji zwalczyć tę myśl, że szczęście polega na wolności indywidualnej. Rosja potrzebuje rządu silnego. (…) Wszelki czyn niezadowolenia czy opozycji traktowany być powinien jako biała reakcja i karany bez litości”.

Nie zapomniano o kulturze

Zwycięska Bitwa Warszawska 1920 roku promieniować będzie na kolejne miesiące, czemu da wyraz „Rzeczpospolita”. Widać to będzie i w bożonarodzeniowo-noworocznych wydaniach, które przypominają powołany przez Dariusza Fikusa w latach 90. XX wieku „Plus Minus”, dziś oddzielny magazyn społeczno-kulturalny „Rzeczpospolitej”, a za Fikusa specjalna wkładka do gazety sobotnio-niedzielnej.

W Teatrze Wielkim wydarzeniem jest z pewnością „Walkiria”. W numerach świątecznych, opatrzonych karykaturami Zygmunta Skwirczyńskiego, jednego z najsłynniejszych karykaturzystów okresu dwudziestolecia międzywojennego, swoje utwory publikują m.in. Reymont, Kasprowicz, Makuszyński, Nowaczyński i Staff. Wielkie nazwiska na łamach „Rzeczpospolitej” stały się więc tradycją. 

Utwór Staffa „Jak Polska przetrwała” jest dość niecodzienny. W 164 wersach 42-letni poeta chce podzielić się radością z odzyskania niepodległości i ta szlachetna pobudka jest bodaj najcenniejszą wartością utworu. Literacką ucztą są bez wątpienia Szekspirowskie „Sonety”, spolszczone przez Jana Kasprowicza, wzruszający jest „Opłatek żołnierza” Kornela Makuszyńskiego, „Z legend współczesnej Polski” to tekst Włodzimierza Perzyńskiego, a „Meandry Sowizdrzała” to utwór Adolfa Nowaczyńskiego. W sylwestrowym wydaniu zwraca uwagę depesza o planowanej wizycie marszałka Piłsudskiego w Paryżu: „Wczoraj o godz. 12 w południe p. Naczelnik Państwa odbył konferencję z p. Prezydentem Ministrów Witosem w sprawie zaproszenia przez rząd francuski do odwiedzenia Paryża. W środę wieczorem konferował Naczelnik Państwa w tej sprawie z min. Spraw zagran. Ks. Sapiehą”.

Ale Polska od kilku dni po trudach minionego roku żyje już przede wszystkim sylwestrowym szaleństwem. Kino Colosseum zaprasza na widowisko „20 000 mil pod wodą, czyli genialne jasnowidzenie przyszłości”, kinoteatr Pan na szampańską zabawę kabaretową, Związek Artystów Scen Polskich organizuje redutę sylwestrową w połączeniu z maskaradą w teatrzyku „Qui pro Quo”. Na redutę sylwestrową zaprasza też do swych sal redutowych Teatr Wielki.