Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

Lekarz, czyli detektyw: o „Ręce pracującej”


Podczas jednej z rozmów z Watsonem, Sherlock Holmes niby od niechcenia przyznał się do popełnienia książeczki na temat wpływu wykonywanego zawodu na kształt dłoni. Zapewniał, że była to monografia dotycząca wyłącznie „kwestii technicznych” – z pewnością pozbawiona choćby cienia romantyzmu, który tak krytykował w pisaninie doktora. Uzupełniały ją ilustracje przedstawiające ręce dekarzy, marynarzy, zecerów, tkaczy, kompozytorów czy szlifierzy diamentów. Taki podręcznik miał pozwolić na metodyczną identyfikację zwłok lub ustalenie tożsamości przestępcy. Jak wiadomo, wiedza o ciele nabrała w XIX wieku szczególnego znaczenia: oczekiwano, że dostarczy ona metody sprawnego poruszania się w miejskim chaosie − musiały istnieć przecież jakieś znamiona pochodzenia niezawodnie wskazujące hochsztaplerów i przebierańców.

Kilkadziesiąt lat później, prawdopodobnie w 1924 roku, młody lekarz lwowskiego ambulatorium Kasy Chorych ponownie odkrył przyjemność Sherlockowskiej dedukcji, kiedy niczego niespodziewającemu się kuchcikowi udowodnił na podstawie zmian skóry dłoni, że ten para się pokątnie wyrobem mydła. Zaskoczony chłopak nie zaprzeczył – kradł w tym celu tłuszcz z kuchni. Doktora Henryka Mierzeckiego zachwycił potencjał poznawczy zmian skóry rąk oraz ogromne możliwości porównawcze w obrębie dostępnego mu od niedawna „materiału klinicznego”. Do tej pory – najpierw jako lekarz frontowy, potem pracownik kliniki uniwersyteckiej – zajmował się głównie chorobami wenerycznymi. W przychodni Kasy Chorych zetknął się jednak z nieco innym spektrum dolegliwości. Musiał również sprostać nowym zadaniom lekarza, takim jak wystawianie zaświadczeń o niezdolności do pracy. Skierowało to jego uwagę na problemy skóry dłoni – obszaru najczulej odnotowującego zużycie ciała na skutek wykonywanego zawodu.

„Wymiary ręki ulegają powiększeniu skutkiem pracy. Najgrubszą i najszerszą rękę wykazują kowale i robotnicy transportowi, najcieńszą zaś i najwęższą składacze czcionek”. Tablica 95 z Ręki pracującej, dłonie czcionko-składacza.

Lwów był ciekawym miejscem do przeprowadzania tego typu obserwacji. Leczyli się tam nie tyko przedstawiciele profesji typowych dla każdego dużego miasta, ale także osoby zatrudnione w petrochemii. Stwarzało to okazję do weryfikacji obiegowych wyobrażeń o ich ciałach. Mierzecki wspominał Moriza Oppenheima, wybitnego skądinąd wiedeńskiego dermatologa, który na kongresie medycyny pracy w Genewie w 1931 roku powtarzał zasłyszaną opinię, jakoby dla skóry pracowników polskiego przemysłu naftowego typowe były zmiany nowotworowe (niepozostające bez związku z mitycznym galicyjskim brudem). Nie zgadzało się to z doświadczeniem Mierzeckiego i utwierdziło go w przekonaniu, że powinien wykorzystać zebrany podczas pracy materiał – na bieżąco dokumentowany fotograficznie przez jego żonę, Janinę – aby prawidłowo ustalić wreszcie „obraz ręki pracującej”. Medycyna, a już zwłaszcza ubezpieczeniowa, nie mogła poprzestawać na stereotypach dotyczących ciał pacjentów. Mierzecki wpadł więc na ten sam pomysł co Sherlock Holmes. Postanowił wydać atlas – zatytułował go Ręka pracująca – który porządkowałby wiedzę o tym, jak czynności zawodowe faktycznie wpływają na zmiany skóry dłoni.

„Skóra obrzękła, naciekła i zapalna, brunatna, sącząca, pokryta powierzchownymi ubytkami naskórka. Rysunek skóry miejscami zatarty a miejscami bardzo wyrazisty. Linie dłoni i palców pogłębione. Zmiany te wypryskowe występują gównie u sił pomocniczych, zajmujących się czyszczeniem cystern i kotłów”. Tablica 89 z Ręki pracującej, dłonie robotnika rafinerii nafty.

Miał to być rodzaj kartoteki do wykorzystania w różnych dziedzinach i instytucjach – nie tylko w higienie pracy czy dermatologii, ale również w kryminalistyce i medycynie sądowej. Dlatego też Mierzecki szczególną wagę przyłożył do ilustracji, tak by ich ilość i jakość odpowiadała potrzebom służb śledczych. W fikcyjnym poradniku Holmesa zastosowano litografie lub światłodruki (według starszego tłumaczenia); w obu tych technikach znacznie zacierają się jednak szczegóły obrazu. W latach osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy rozgrywa się akcja Znamienia czterech Doyle’a, nie było właściwie większego wyboru, jeśli wydawnictwo miało być sprzedawane po przystępnej cenie. Mierzecki natomiast zdecydował się ograniczyć nakład do 250 egzemplarzy i dzięki temu sfinansować tablice na papierze fotograficznym. Decyzja ta uczyniła z Ręki pracującej raczej ekskluzywny album niż podręcznik.

Przykład kolorowej litografii ilustrującej atlas medyczny: dłonie syfilityka, tradycyjny obszar zainteresowań dermatologii. Lepszą jakość obrazu od bezpośrednio reprodukowanych fotografii wciąż oferował realistyczny rysunek. Franz Mracek, Atlas of Syphilis and the Venereal Diseases including a brief treatise on the pathology and treatment, London 1898.

Przykład kolorowej litografii ilustrującej atlas medyczny. Widzimy dłonie syfilityka, tradycyjny obszar zainteresowań dermatologii. Realistyczny rysunek wciąż oferował lepszą jakość obrazu niż bezpośrednio reprodukowane fotografie. Franz Mracek, Atlas of Syphilis and the Venereal Diseases including a brief treatise on the pathology and treatment, London 1898.

Pod koniec XIX wieku powstał fotograficzny katalog znamion zawodowych przygotowany na wewnętrzny użytek paryskiej policji. Opracował go Alphonse Bertillon, odpowiedzialny za wprowadzenie systemu ewidencji przestępców za pomoca precyzyjnych pomiarów ciała i podwójnych portretów. Doktor Mierzecki powoływał się na Bertillona, podkreślając potencjał swojego atlasu dla postępowań śledczych. Wprawdzie spotkało się to z uznaniem Komendy Głównej Policji, która pomogła wydać Rękę pracującą, nie wydaje się jednak, by publikacja Mierzeckiego była w 1939 roku szczególnie wyczekiwana przez świat kryminalistyki. Kiedy Mierzeccy rozpoczęli rejestrację fotograficzną materiału klinicznego, komendant Bronisław Łukomski wydał już we Lwowie Służbę śledczą i taktykę kryminalną. Podręcznik ten nie pozostawia wątpliwości co do tego, że przyszłość technik identyfikacyjnych już wówczas należała do daktyloskopii.

Francis Galton, Finger prints, London 1892. Henryk Mierzecki zaznaczał, że metoda daktyloskopijna może być nieskuteczna w przypadku zniszczonych rąk robotników.

Co ciekawe, układ katalogu w Ręce pracującej skonstruowany jest odmiennie od Bertillonowskich kartotek i od kartotek odcisków palców. W książce brak indeksu zniekształceń dłoni, co uniemożliwia dedukcyjne ustalenie profesji badanej osoby. Można jedynie sprawdzić, czy zaobserwowane schorzenia są typowe dla zadeklarowanego przez pacjenta zawodu. Sugeruje to, że atlas Mierzeckich najlepiej sprawdzał się nie przy identyfikacji jednostek, ale w nowej dyscyplinie – wykrywaniu nadużyć ubezpieczeniowych.

„Modzelowate popękane zgrubienia […] wszystkich palców pokryte czarnymi plamami złogowymi na skutek osadzania się pyłu węglowego na naskórku. Odgraniczone popękane czarne modzele nad nadgarstkiem między linią życiową, a osią czwartej przestrzeni międzykostnej śródręcza (ucisk szufli). Skóra grzbietu rąk częściowo zwietrzała, pokryta wągrami”. Tablica 105 z Ręki pracującej, dłonie palacza okrętowego.

Ręka pracująca nie pozostawia jednak czytelnika obojętnym, nawet jeśli pomyślana była – przesadnie mówiąc – jako bezwzględne narzędzie śledcze. W odróżnieniu od klasyków kryminologii, Mierzeckich nie interesowały cechy wrodzone: systematyzacji poddali nie tyle rękę, co raczej sposoby mechanicznego oddziaływania materii na ciało. Janina Mierzecka podstawową funkcję fotografii rozumiała bardzo tradycyjnie, miała służyć nauce. Właśnie temu celowi podporządkowała środki artystyczne inspirowane nurtem Nowej Rzeczowości. Album nie jest jednak zwykłym atlasem antropologicznym, choć stanowi charakterystyczną dla tego okresu próbę zrozumienia rzeczywistości poprzez poszukiwanie typów, dokumentowanie i klasyfikowanie wyglądów.

Ilustracje albumu nie dają się sprowadzić do uprzedmiotawiającej fotografii naukowej. Choć wiele z nich wykonano na klinicznie białym tle i przy reflektorowym świetle, każde zdjęcie wydaje się raczej indywidualnym wyznaniem na temat życia fotografowanej osoby niż rejestracją przypadku medycznego. Dla urozmaicenia układu ilustracji, niektóre kompozycje zostały obrócone o sto osiemdziesiąt stopni. Zabieg ten przynosi niespodziewany efekt: wygodnie zewnętrzna pozycja patrzącego, któremu ktoś pokazuje ręce, zostaje naruszona. W ten sposób patrzy się tylko na własne dłonie.

„Odgraniczone modzele między linią głowową a stołową ręki prawej (ucisk rączki wiadra). Linijne modzele na naskórku […] palca drugiego, trzeciego, czwartego i piątego (ucisk drabiny). […] Ręka prawa. Dłoń: Kłąb kciuka i palca piątego zgrubiały. […] Paznokcie krótkie. Pod paznokciami smary do szyb, mydło. Schorzenia: Wypryski na palcach”. Tablica 72 z Ręki pracującej, dłonie czyściciela szyb.

Zobacz także

Urna ze spopieloną książką

Urna

Urna to oczywiste memento, ale także zobowiązanie, wyzwanie. Nie tylko dla bibliotekarzy, ale również dla darczyńców Biblioteki Narodowej, dla czytelników. Konkret obok którego nie można przejść obojętnie.


Oko nicości

Poraża mnie myśl, że w poszukiwaniu znaczenia tej garści popiołu wypada odwrócić perspektywę, w której patrzymy na oko i próbujemy domyślić się twarzy, czaszki, istoty zamysłu tego, co się stało.


Jak czytać Bogurodzicę?

Nie dysponujemy nagraniami ze średniowiecza, ale dzięki badaniom nad historią języka polskiego i dziejami zmian fonetycznych możemy podejmować próby rekonstrukcji tego, jak mogły brzmieć najstarsze polskie teksty w czasach, gdy je spisywano.


Ogród wiedzy, część XIV

Gdy pewnego dnia Dżahandar ustrzelił na polowaniu antylopę, Hormoz pochwalił mu się, że posiada magiczną umiejętność, która pozwala mu przenieść swoją duszę w każde inne ciało. Dodał, że jeśli Dżahandar ma taką chęć, może nauczyć go tej sztuki…