Przegląd Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona/Blog

„[…] Około 1740 roku widziałem i słyszałem w Lipsku wynaleziony przez Pana Johanna Sebastiana Bacha i wykonany przez Pana Zachariasa Hildebranda klawesyn lutniowy. […] Gdy uruchamiano w nim rejestr lutniowy razem z kornetowym brzmieniem tego instrumentu, można było niemalże w błąd wprowadzać nawet profesjonalnych lutnistów”. Te słowa, wypowiedziane przez Johanna Friedricha Agricolę (1720-1774) zamieścił Jakob Adlung w swojej Musica mechanica organoedi (Berlin 1768). Najwyraźniej brzmienie lutni fascynowało Bacha, choć prawdopodobnie sam nie grał na tym instrumencie wystarczająco biegle. Dlatego jego utwory przeznaczone są często na „Lautenwerk”, bo tak nazywał swój klawesyn lutniowy. Chętnie także nawiązywał przyjacielskie stosunki z lutnistami, czego dowodem było spotkanie ze słynnym Silviusem Leopoldem Weissem w sierpniu 1739 roku w mieszkaniu lipskiego kantora. Doszło wówczas do fascynującego pojedynku pomiędzy muzycznymi tytanami. W ich rycerskim orężu znajdowały się instrumenty muzyczne i niczym nieskrępowana artystyczna pomysłowość, gdyż zaprzyjaźnieni panowie popisywali się swymi umiejętnościami w improwizowaniu fantazji i fug. Pojedynek musiał być wyrównany, co potwierdzają świadkowie. W mieszkaniu Bacha przebywał wówczas pochodzący z Wrocławia Johann Kropfganss mł., który jako uczeń Weissa przyjechał z nim wówczas do Lipska, a także kuzyn i prywatny sekretarz kompozytora, Johann Elias Bach – to z jego korespondencji z kantorem w Ronneburgu, Johannem Wilhelmem Kochem, dowiadujemy się o tej całej historii. Wspomniana przez Agricolę data około 1740 roku wydaje się tu nieprzypadkowa, bowiem na tej podstawie można przypuszczać, że mistrz Kunst der Fuge podczas spotkania z Weissem grał na swoim klawesynie lutniowym.

Air h-moll, Biblioteka Narodowa, Mus. 396 Cim., fol. 72v-73r.

Air h-moll z „Księgi na lutnię”, Biblioteka Narodowa, Mus. 396 Cim., fol. 72v-73r.

Dzieła Weissa musiały fascynować Bacha, skoro zdecydował się nawet na opracowanie jego lutniowej Sonaty A-dur (Weiss SW 47) na obsadę kameralną (BWV 1025) wraz z dodatkowo dopisaną wstępną fantazją. Później utwór ten ponownie opracował Carl Philipp Emanuel Bach, który rozbudował wspomnianą fantazję. Co ciekawe, Fantasia ta istnieje też w wersji lutniowej zapisana jako Praeludium, ale jedynie w rękopisach z kolekcji tabulatur lutniowych z Krzeszowa. Jednym z tych rękopisów jest tabulatura lutniowa, która zawiera identyczną kartę tytułową, co rękopis Mus. 396 Cim. Znajduje się w niej ponadto odpis instrukcji gry na lutni z druku Cabinet der Lauten autorstwa Philippa Franza Le Sage’a de Richée, działającego na przełomie XVII i XVIII wieku we Wrocławiu. Słowa z instrukcji Le Sage’a przytoczył Franz Julius Giesbert w jednym z rozdziałów swojej Schule für die Barocklaute (Mainz 1940), w którym poruszał problem palcowania: „Wreszcie pamiętać też należy, że na lutni gra się delikatnie, a nie ordynarnie, inaczej traci ona swoją grację i przypomina bardziej piłowanie niż grę na lutni”. Na końcu rozdziału Giesbert umieścił Air h-moll, która znajduje się również w rękopisie Mus. 396 Cim. dodając następujący komentarz: „zamykamy ten rozdział doskonałą Air w h-moll, która wprawdzie jest anonimowa, ale wydaje się, że nie może być innego autorstwa niż Johanna Sebastiana Bacha”. Wprawdzie kompozycja w publikacji Giesberta opracowana jest na lutnię 12-, a nie 11-chórową, jednak najprawdopodobniej została odpisana ze śląskiego rękopisu, co sugerować może również brak innych konkordancji do tego utworu. Jeśli Giesbert się nie mylił, byłby to kolejny utwór Bacha zapisany w krzeszowskich tabulaturach lutniowych.

Zobacz także

Urna ze spopieloną książką

Urna

Urna to oczywiste memento, ale także zobowiązanie, wyzwanie. Nie tylko dla bibliotekarzy, ale również dla darczyńców Biblioteki Narodowej, dla czytelników. Konkret obok którego nie można przejść obojętnie.


Oko nicości

Poraża mnie myśl, że w poszukiwaniu znaczenia tej garści popiołu wypada odwrócić perspektywę, w której patrzymy na oko i próbujemy domyślić się twarzy, czaszki, istoty zamysłu tego, co się stało.


Jak czytać Bogurodzicę?

Nie dysponujemy nagraniami ze średniowiecza, ale dzięki badaniom nad historią języka polskiego i dziejami zmian fonetycznych możemy podejmować próby rekonstrukcji tego, jak mogły brzmieć najstarsze polskie teksty w czasach, gdy je spisywano.


Ogród wiedzy, część XIV

Gdy pewnego dnia Dżahandar ustrzelił na polowaniu antylopę, Hormoz pochwalił mu się, że posiada magiczną umiejętność, która pozwala mu przenieść swoją duszę w każde inne ciało. Dodał, że jeśli Dżahandar ma taką chęć, może nauczyć go tej sztuki…